Gajowy warknął

Wracam do wydarzeń na warszawskim Krakowskim Przedmieściu i ogromnej, zwariowanej dość manifestacji przeciwników tej całej rozgrywanej tam hecy – przyszło mi bowiem do głowy skojarzenie z pewnym starym kawałem. Najpierw więc przypomnę – na wszelki wypadek, bo ogólnie znany, ale może jednak nie wszystkim –  ten kawał, a potem już będzie zupełnie poważnie.  Więc kawał jest taki. Opowiada były partyzant: otóż w poniedziałek my wyparli Niemców z ich pozycji w chałupie. Ale we wtorek Niemcy dali nam w kość i musieliśmy się wycofać. Więc się zmobilizowaliśmy i w środę chałupa znów była nasza. Tylko że w czwartek oni wrócili większymi siłami i musieliśmy się wycofać. A w piątek przyszedł gajowy i wyp… z lasu i nas i Niemców…

Otóż ten gigantyczny tłum na Krakowskim (niech mi MO – przepraszam, Policja Państwowa – nie pieprzy jak zwykle, że było 1000 osób: tłum sięgał od pomnika Mickiewicza do Pałacu Staszica co najmniej, więc i wymieniane przez wszystkie telewizje „kilka tysięcy” to szacunek mocno… upolityczniony) to nie byli zwolennicy Platformy, ani SLD, ani – tym bardziej PSL, nie mówiąc już o pisdzielstwie. To byli ludzie – tak sądzę – w najlepszym znaczeniu tych słów totalnie antypartyjni. To był właśnie ów gajowy z cytowanego dowcipu. Jeszcze bez dwururki. Jeszcze tylko tupnął nogą. Jeszcze tylko warknął, dość zresztą szyderczo i prześmiewczo.

Ale przedstawiciele tzw. „klasy politycznej” powinni się dobrze zastanowić nad dalszym postępowaniem. Otrzymali pierwsze poważne ostrzeżenie – i następnego równie łagodnego może już nie być. Kolejnym etapem postępowania gajowego może być potężny kop w tyłek, a to może boleć…

Pozostaje opowiedzieć coś o gajowym. Rzecz jasna – to mój subiektywny jego obraz; mogę się więc mylić, choć nie przypuszczam.

Gajowy zatem – to facet, który ma wszelkie tradycje, obyczaje i wartości głęboko w nosie. Gajowy uważa na przykład, że zawodzenie zdrowasiek przed dwoma skrzyżowanym dechami jest tak samo ważne (albo tak samo śmieszne) jak gotowanie na ulicy makaronu albo czczenie różowych jednorożców. Gajowy dostaje furii, jak słyszy pieprzenie o „pasterzach i owcach”, bo rola pasterza mu nie odpowiada, rola owcy jest zaś dla niego obraźliwa. Gajowy w ogóle nie lubi, jak mu ktoś coś nakazuje, albo i sugeruje: chce kochać się w sposób taki, jaki mu odpowiada, żyć w takich formalnych lub nieformalnych związkach, jakie mu w danej chwili przyjdą do głowy, mieć dzieci – albo ich nie mieć, szanować rodziców gdy są fajni i olewać, gdy są na przykład zapijaczonymi menelami…

Gajowy nie znosi, jak mu ktokolwiek mówi, że ten rodzaj sztuki jest be, a inny cacy. Ani że ta fryzura jest właściwa, a inna nie. Ani że te łachy są ładne, a tamte brzydkie. Ładne, dobre i cacy jest to, co on za takie uważa – i cześć.

Gajowy nie ma zamiaru bić się z kimkolwiek o cokolwiek. No, może da w mordę, jak mu ktoś wlezie na prywatny odcisk. Ofiarowanie jednak własnego życia za jakiekolwiek „wartości” czy „zasady” – może poza prawem do lekceważenia wszelkich zasad i wartości – uważa za totalny idiotyzm. Jak mówi o Powstaniu Warszawskim na przykład, to kręci palcem kółko na czole. Nie ma żadnego sentymentu ani do „naszych polskich Tater”, ani do mazowieckich wierzb płaczących; jedno i drugie ma w… głębokim poważaniu, powiedzmy. To też jak dostrzeże swoją szansę w Irlandii, Kanadzie czy innej RPA – wyjedzie, strzepnie pył ze stóp i zapomni nawet o własnej cioci, nie mówiąc już o Przywódcach Duchowych Narodu. Nie będzie miał żadnych oporów przed wzięciem dobrych pieniędzy od przedsiębiorcy chińskiego, ruskiego, niemieckiego czy amerykańskiego i z zimną krwią popatrzy na bankrutującego „rodaka”: skoro pada, to znaczy przegrał konkurencję; i do diabła z nim.

Taki mi się jawi ten gajowy. A że w dodatku jest na ogół nieźle wykształcony i ma poczucie humoru – więc nie dziwcie się, że przy wszystkich jego niedostatkach – lubię go.

18 thoughts on “Gajowy warknął

  1. Tak przedstawiony gajowy, obawiam się, jest jeszcze w powijakach. Ale niech rośnie zdrów, sto lat, czy co tam🙂

  2. A autor jawi mi się tak: stary, a głupi. Dziadku, stoisz nad grobem, a mądrości za grosz. Lata ślizgania się po Prl-owskich posadkach robią swoje. Memento mori…

Możliwość komentowania jest wyłączona.