Palant i cham

Jak sądzicie, Szanowni Czytelnicy, kogo obdarzam tymi wyrazami i komu dedykuję te palantowe rekwizyty? Zgadliście? Oczywiście, że zgadliście.

No więc, nie tylko jego jednego. Także tych, co „wyszli wcześniej, bo nie mieli czasu”. Włącznie z tym ohydnym wrzaskliwym babskiem; niezależnie od tego, że gramatycznie to się niezbyt zgadza. Ale oni płci też nie mają.

28 thoughts on “Palant i cham

  1. Panie Miś..

    Przed wyborami w 1995 r. Wałęsa w debacie telewizyjnej, zirytowany
    spóźnieniem Kwaśniewskiego, powiedział, że zamiast ręki może mu
    podać nogę. W dniu swego zaprzysiężenia zwycięski Kwaśniewski
    podjeżdżał nie pod główne, lecz pod boczne wejście do Sejmu. Lider
    lewicy chciał uniknąć konfrontacji z manifestującymi przed gmachem
    przeciwnikami.

    Czy Wałęsa zjawił sie zaprzysiężeniu w 1995 r. czy to znaczy- też jest palantem?

    A było takie ogólne oburzenie 15 lat temu?Pamięta Pan może?

    1. Po pierwsze, odradzam Panu zwracanie się do kogokolwiek w formie „Panie X”; może Pana tego nie nauczono – jak mniemam – ale to obraźliwe. Uprzedzam, że każdy następny tak zaczęty wpis będzie natychmiast skasowany bez względu na treść.
      Po drugie, zachowanie L. Wałęsy w postępowaniu z A. Kwaśniewskim także uważam za wysoce niesmaczne i nieeleganckie. Podobnie jak zachowanie ministrów rządu AWS, którzy ostentacyjnie składali ślubowanie patrząc na swojego wodzusia i odwracając się od A. Kwaśniewskiego.
      Po trzecie – gdzie oburzenia tym nie było, tam nie było. Ja i moi przyjaciele byliśmy zgodni; a jeśli inni nabrali wtedy wody w usta, to ich sprawa. Przy okazji: nie sądzi Pan, że p. Kaczyński wyzwolił swoim zachowaniem takie pokłady niechęci i obrzydzenia do siebie i całej tej formacji, że sytuacja jest w ogóle nieporównywalna? Wałęsa – cokolwiek mówić – to jest Ktoś; Kaczyński to po prostu szalejący NIKT.

      1. Po drugie, zachowanie L. Wałęsy w postępowaniu z A. Kwaśniewskim także uważam za wysoce niesmaczne i nieeleganckie. – i bardzo dobrze.

        Nie rozumiem jednak w dalszym ciagu histerycznych reacji roznych publicystow i mediow na JAKIEKOLWIEK slowo/gest/mine Jaroslawa Kaczynskiego.
        Nigdy nie bylem jego zwolennikiem, ale nadmiar (tak wlasnie – nadmiar) krytyki w jego strone jest irytujacy.
        Zupelnie jakby nie bylo w tym momencie istotniejszych spraw.

        A mowienie/pisanie o kims NIKT tez jest OLBRZYMIA przesada.

        1. Panie Kubo, ja też uważam że nadmiar krytyki na ogół szkodzi, ale ten przypadek jest wyjątkowy. Jeżeli człowiek który ma tak przemożny wpływ na częśc społeczeństwa, na konferencji prasowej posługuje się wyrwanym z kontekstu cytatem by zasugerowac że obecny prezydent jest jakoś zamieszany w „zamach” na jego brata i że powinna się tym zając prokuratura, to pan wybaczy NIE MOŻNA przejśc nad tym do porządku dziennego. Wbrew pozorom to jest istotna sprawa, znacznie istotniejsza niż się panu wydaje. Tu mamy do czynienia z podważaniem autorytetu władzy państwowej i podstaw demokracji. Nie, w tym momencie nie ma istotniejszych spraw.

      2. I warto chyba wspomniec, że pomimo tego że rozdęte ego L. Wałęsy bardzo wtedy ucierpiało, to jednak po latach jakoś nie najgorzej ułożył sobie stosunki z A. Kwaśniewskim. Nie wyobrażam sobie tego w przypadku p. Kaczyńskiego, jest na to zbyt pamiętliwy i małostkowy.

  2. Jestem raczej młodym, jeżeli chodzi o staż, czytelnikiem niniejszego bloga, nie mniej jednak pozwolę sobie zauważyć co następuje: należy się Panu szanowny Panie Autorze, tak na początek, przynajmniej jakieś małe upomnienie, albo i nagana… powód? Dlaczego tak mało i tak rzadko Pan pisze? przecież widać gołym okiem, że w jednym zdaniu potrafi Pan więcej i w sposób nieporównywalnie mądrzejszy, wyrazić niż wiadomy palant i cham razem ze swoją bandą przydupasów, bez płci oczywiście, przez okres kilku miesięcy albo nawet i lat. Formatu umysłowego i erudycji nawet nie śmiem porównywać to jest nieporównywalne i byłoby zdecydowanie nietaktowne.

    1. Piękne dzięki za miłe słowa. Ale proszę wziąć pod uwagę, że blogowanie to na szczęście nie obowiązek, ale czasem potrzeba wewnętrzna, często przyjemność… W sumie – raczej zabawa, niż cokolwiek innego, w każdym razie dla mnie. No i często – może zbyt często – przegrywa z innymi potrzebami czy przyjemnościami; na przykład: poczytaniem ciekawej książki, napiciem się szklaneczki mojito, czy wymianą poglądów z przyjaciółmi. Albo ze spaniem do południa (to najrzadziej, bo niestety nie umiem). A poza tym: kto potrafi codziennie wymyślać nowe złośliwości pod adresem nielubianych polityków? Chyba tylko Palikot…

Możliwość komentowania jest wyłączona.