To już nie jest moje państwo

W moim państwie – oficer, który publicznie krytykuje przełożonych, albo usiłuje ich sobie wybierać, lub choćby zapomina, że rozkaz, także cywilnego przełożonego, nie gazeta, do czytania nie służy – wyleciałby ze służby na zbity pysk w ciągu paru godzin. Bez względu na zasługi, dzielność w boju, posiadane odznaczenia i ukończone uczelnie. Tak, jak stało się to z generałem McCristalem w USA. Świetny był to dowódca, bez dyskusji; ośmielił się coś szczeknąć Obamie. Już jest na emeryturze. W tym państwie panowie generałowie Polko i Petelicki obrzucają publicznie błotem wszystkich wokół bezkarnie…

W moim państwie – facet, który by wtargnął do sądu w momencie ogłaszania orzeczenia o prawomocności  wyborów prezydenckich i zaczął tam drzeć mordę – dostałby wysoką grzywnę i parę miesięcy prac społecznych, a na uspokojenie kilka dni ciupy; dostałby to z miejsca i nieodwołalnie. Nawet by się nie zdążył oblizać. W tym państwie sąd… przerywa posiedzenie.

W moim państwie – gdyby grupa fanatyków religijnych i zwolenników narodowego socjalizmu zakłóciła przez kwadrans porządek na ulicy, szczególnie pod siedzibą prezydenta, przyjechałby natychmiast oddział konnej policji i tę grupę po prostu rozdeptał kopytami, kilkadziesiąt osób zwijając bezwzględnie do aresztu, kilka zaś najbardziej rozhisteryzownych niezaspokojonych seksualnie wrzeszczęcych idiotek odstawiając w kaftanach bezpieczeństwa  do psychiatryka; gdyby zaś to było we Francji, której formacja prewencyjna, słynne CRS, znana jest powszechnie z umiejętności wywijania pałą szturmową – dwa dni by zamiatano w tym miejscu powybijane zęby. W tym państwie rozruchy uliczne trwają długie godziny i w konsekwencji władze ustępują zbirom, zaś nowopołany szef kancelarii prezydenta udaje, że nic się nie stało, robiąc z siebie publicznie idiotę.

Kilkanaście miesięcy temu dla czystej rozrywki poddałem się w pewnej witrynie internetowej testowi na możliwość uzyskania obywatelstwa ościennego państwa. Wyszło mi, że nie muszę się o nic starać: z racji pochodzenia otrzymałbym to obywatelstwo z automatu. Wystarczy zanieść do ambasady dokumenty ojcowskie.

Wtedy się uśmiałem, uznając to za prawną ciekawostkę. Dziś już się nie śmieję. Myślę o tym całkiem poważnie. To państwo zaczyna mnie brzydzić. Coraz bardziej.

47 thoughts on “To już nie jest moje państwo

  1. Szlismy wytrwale w kierunku, w jakim posuwa sie Iran. Wybory prezydenckie pokazaly jednak, ze jest jednak w narodzie wystarczajaco duzo myslacych ludzi, ktorzy przeszkodza, bysmy Polska stala si edyktatura wyznaniowa. Dziekuje za trafny artykul.
    Tadeusz

    1. Obawiam się, że Pan nic nie rozumie – ani z mojego pisania, ani z otaczającej rzeczywistości. Może to defekt genetyczny mózgu (tak zwane spisdzielstwo narodowo-katolickie), może zbyt mało pracy w szkole…
      Jedzenie ryb podobno pomaga; na początek radzę tonę dziennie.

      1. Hmm, nie do końca Pan trafił przypisując mi narodowy katolicyzm. W zasadzie zupełnie nie.

        Nie czepiałbym się specjalnie Pana, gdyby nie to, że nieprzeciętnie mnie drażni gdy zgniły postkomunistyczny „będę głosował na Olechowskiego” liberał jest w Polsce przedstawiany (i sam się zresztą przedstawia) jako „lewica”. O głębokości przemyśleń na poziomie komentarzy Onetu nie będę wspominał.

        Ach, i do Pana Jaruzelskiego nie jestem nastawiony fanatycznie negatywnie. Może rzeczywiście jest lepszy niż Pinochet, Franco, może jest człowiekiem honoru i ujmującym starszym panem. Może nawet stan wojenny uratował Polskę. To wszystko jest pozbawione znaczenia. Każdego pierwszego sekretarza powinien czekać sąd. Za samą funkcję.

        A na samodzielność przemyśleń i brak zacietrzewienia polecam Panu parę głębokich wdechów. Pomaga.

  2. Państwo, z którym związane są moje żywotne interesy już od prawie pięciu lat, nie jest jeszcze moim państwem. Pod koniec trzeciego roku pobytu zacząłem je dopiero rozumieć i lubić. Dziś nie chciałbym być zmuszonym przez życie do wyjazdu stąd, a co gorsza do powrotu do państwa, z którego tu przybyłem, do państwa mojego pochodzenia. Dlaczego? Mojego państwa zacząłem się wstydzić od roku 1990. Od 2005 zacząłem się na nie oburzać. Teraz chętnie podpisałbym się pod ostatnim wytłuszczonym zdaniem powyższego tekstu. Ale i w tym obcym mi jeszcze państwie nie jest tak różowo – zbyt dużo tu rodaków. Wiele razy wstydziłem się za ich zachowanie w mojej obecności. Wiele razy ogarniało mnie obrzydzenie. Nie chcę się wstydzić za nieswoje winy. Nie chcę się brzydzić niezawinionym draństwem. Dlatego rozumiem mocne słowa użyte przez Autora, bo choć przykre, to prawdziwe.

  3. Szanowny Gospodarzu, jest jedna pozytywna informacja. Kończy się era PIS-u w publicznych mediach. Nie potrafię zrozumiec jak to było możliwe, aby w 40-milionowym państwie grupka fanatyków i oszołomów z „Gazety Polskiej”, periodyka który w normalnych warunkach byłby czytany przez kilkuset czytelników o pokręconej psychice, oddziaływała negatywnie na ogół społeczeństwa poprzez największe i najpopularniejsze medium w kraju. Mam nadzieję, że to ostateczny koniec Anity Gargas, Sakiewicza, Lisieckiego w telewizji. Mam nadzieję że to ostateczny koniec tzw. programów publicystycznych wychodzących spod ich ręki, mam nadzieję że to ostateczny koniec Pospieszalskiego, Ziemkiewicza, Wildstaina, różnych „Misji specjalnych”, „Studia Wschód”, o „(nie)Warto rozmawiac” nie wspomnę. I może wreszcie będę mógł spokojnie obejrzec „Wiadomości”, nie czując że czuwał nad ich wydaniem jakiś redaktor wywodzący się ze środowiska „Gazety Polskiej”. Oby !

    1. Niezła wiadomość, w istocie. Ale uwierzę, kiedy zobaczę. Obawiam się, że w chęci demonstrowania pluralizmu nowy zarząd posunie się tak daleko, że przynajmniej niektóre osoby z wymienionych wyżej zostawi. A tu trzeba wyczyścić Woronicza do spodu: usunąć wszystkich funkcyjnych, co do jednego (bez względu na ich afiliacje – wszak sama współpraca z różnymi Farfałami czy innymi Wildsteinami to niezmywalna hańba, choćby wynikała z czystej żądzy zysku), oraz wszystkich absolwentów słynnego Rydzykorium

Możliwość komentowania jest wyłączona.