Polska przesłodzona

winoNie, nie chodzi mi o politykę; w każdym razie nie na początku tego wpisu. Chodzi mi tym razem o rzecz całkowicie przyziemną i najzupełniej, z pozoru przynajmniej, apolityczną: o to, co polscy producenci i handlowcy wyprawiają z napojami. Mam otóż taki – wedle nich zapewne całkowicie zboczony i dekadencki – smak, że nie lubię słodkości. Pamiętam na przykład tonic sprzed lat czterdziestu (kumpel miał bliskie kontakty z ambasadą USA i stamntąd przynosił ów boski napój o błogosławionym działaniu na ludzi w stanie “po spożyciu”…); był to napój porządnie gorzki, pełen chininy – którą później, niestety, uznano za niezdrową – i przez to pyszny. Obecnie nawet oryginalny “Schweppes” jest ohydnie dosładzany.

To samo dotyczy piwa. Czarne gorzkie piwa są w Kartofellandzie produkowane i dostępne w hurtowniach po cenach zupełnie sensownych, ale spróbujcie je kupić w osiedlowych delikatesach, nie mówiąc już o zwykłych sklepach. Tu królują albo piwa słodzone, albo konwencjonalne “utrwalacze” (kuracja dla chorych na serce: seta, dwa piwa, szybko na słońce – i po chorobie; razem z pacjentem, ale cóż to szkodzi…). “Nie ma zbytu, rozumie pan…” mówi ekspedientka.

Wina – jak wyżej: słodkich, półsłodkich – co nie miara. Z półwytrawnymi dużo już gorzej. Z wytrawnymi – katastrofa. Oznacza to, że napojów, zasługujących na tę szlachetną nazwę w ogóle nie ma, bowiem prawdziwe wino – jak mawiała niezapomniana Alexis z “Dynastii” – musi być ostro wytrawne i kosztować powyżej 100 dolarów za butelkę. No, ale pomijając tę cenę, rzeczywiście w naszych warunkach dość absurdalną: znów lekko menelowaty młody sąsiad mówi mi: “coś pan, takim kwasem przecież mojej Kryśki nie zgłuszę…”.

Wermuty – rozpacz kompletna. Aż szkoda pisać. Ludzie: one muszą być gorzkie!

Jak mawiał przed laty jeden z moich przyjaciół: “w socjalizmie rocznicę rewolucji październikowej obchodzi się w październiku, a “Żołądkówka gorzka” jest półsłodka; i tak ze wszystkim…”. Niby po socjalizmie, ale…

No to koniec wpisu. Może być o polityce. Naród – okazuje się – lubi słodko do wyrzygania. Rozumiecie teraz przemainy wizerunku? Wytrawny, nie mówiąc o gorzkim, “nie sprzeda się”…

Tfu.

10 thoughts on “Polska przesłodzona

  1. Proponuję żołądkową gorzką pół na pół z czystą. Świetnie wchodzi!

  2. A niech ktoś znajdzie bułgarski wermut Ciociosan extra dry! Wyginął w Polszcze…

    Dodam, że coca cola ma w 1 l aż 35 kostek cukru zakamuflowanych kwasem ortofosforowym! Smacznego.

  3. Zgadzam się, co prawda nie pamiętam czasów sprzed lat czterdziestu, ale mnie też ręce i kubki smakowe opadają, gdy przypadkiem wypiję pierwszy z brzegu napój (nie tylko alkoholowy) obecnie. Wszędzie cukier, bleeeh. Trzeba mocno szukać, aby znaleźć coś bez cukru czy słodzika. Wermut tylko wytrawny, wina także (choć plubię także i półwytrawne), ciemne piwo, bez słodkich dodatków, to wszystko jest pyszne. Niestety większość płynnych produktów jest dosładzana, nie tylko płynnych zresztą. Ostatnio skusiłam się i kupiłam serek homogenizowany, okazał się ulepkiem nie do przełknięcia.

  4. Rocznica to przecież w listopadzie?!…

    Co do słodkości napojów: nawet jeśli się trafi napój bez dodatku cukru, to dla odmiany zawiera jakiś słodzik. Pozostaje woda mineralna, kawa, herbata…

    Wina owszem, można kupić wytrawne – ale nie w byle sklepiku osiedlowym. Dość przyzwoite zaopatrzenie mają delikatesy na Wilsona.

    Chociaż chyba i winiarze zmienili etykietki – np. wczoraj pity Silvaner w wersji trocken, w rzeczywistości był najwyżej halb-trocken. Ale Silvanerowi mogę sporo wybaczyć przez sentyment…

  5. Na zdjęciu, obok butelki z winem widać twardy ser z dziurami. Klasyka! Wiele osób wciąż nie wie, że smak ostrego sera wydobywa najdelikatniejsze nuty z wytrawnego wina. Więc jeśli ktoś otwiera Cabernet Savignon i stawia ciasto na stole, to niech się nie dziwi komentarzom „jakieś kwaśne to winko dzisiaj…”
    Cukier zabija, a Gospodarz jak zwykle pięknie nawija.🙂
    PS. Jutro po 20 otwieram wyleżanego merlota z Płd. Afryki. Na cześć zwycięskich wąsów.

    1. Hallo,
      proponuje rowniez sprobowac win wytrawnaych „Sunrise” z Chile i „Gallo”z Kaliforni.
      Ja osobiscie preferuje „Merlot`a” .Na zdrowie.
      Glosowalem z nadzieja,ze ten „pokurcz” nie przajdzie i dostanie pozadna nauczke.
      Pozdrawiam.

  6. Cukier, piwa popularne – nic dla mnie.
    Rzadko piję piwo i pozwalam sobie przez to na te rzadsze, droższe i smaczniejsze.
    A kawa- czarna , mielona, gorzka -jak to gdzieś wyczytałem ma przepalać dno filiżanki góra po minucie, palić przełyk i czarna jak smoła. Ja piję troszkę słabszą🙂

  7. tak, to prawda. Nie wiem skąd przekonanie, że wszyscy kochają cukier.. Moim zdaniem przesładzane jest wszystko. Ciastka, jogurty owocowe, dzemy.. Bo alkohole jw

  8. To, że „Żołądkowa Gorzka” jest w rzeczywistości półsłodką wódką gatunkową, należy uznać za nadużycie i schlebianie gustom klientów. Jak przeczytałem właśnie w Buzzie, nawet niektórzy nasi wspólni znajomi przyznają się do jej „trinken und akzeptieren”…
    Na pewno – pod gwarancją – gorzka jest „tatarczówka”, od trzech lat wyrabiana w Skoczowie (czyli w mojej okolicy). Miała promować miasto. Niestety, produkcja podupada – sam nie próbowałem, ale jest to ponoć trunek przeraźliwie gorzki, można „ku zdrowotności” lub dla zachowania tradycji wypić jeden kieliszek, ale kupiona butelka starcza na długie lata.
    Z piwem nie jest źle, chociaż niektórzy (głównie kobiety) mają zwyczaj dosładzać sobie ten „gorzki” trunek. Pół biedy, jeżeli sokiem malinowym; sypanie do piwa kilku łyżeczek cukru też się zdarza.

    1. Przyjrzałem się „gorzkiej żołądkowej” w babcinym barku. Że jest słodka – szczegół. Po zbadaniu etykiety okazało się, że to nie wódka, a „napój spirytusowy”. Hm, czyżby to jakieś przepisy UE?

Możliwość komentowania jest wyłączona.