Błędy Platformy

studio tvZastanawiam się nadal nad wynikiem pierwszej tury wyborów prezydenckich. Jasne, że kampania pisdzielców była nieźle prowadzona; to się z pewnością do znanego już wszystkim wyniku przyczyniło. Ale w znaczniejszym stopniu do pewnego sukcesu tych abominacyjnie obrzydliwych postaci przyczyniły się błędy ich przeciwników. Więc o tych błędach. Nie w kolejności wagi, ale tak, jak mi przychodzą do głowy.

Błąd pierwszy, to fatalne rozegranie sprawy publicznych mediów. Porozumienie z SLD w tym zakresie było w zasięgu ręki; więcej, było już wynegocjowane. No i przyszedł ostatniej chwili Tusk i wszystko rozpieprzył. W imię czego? Żeby się uchronić przed zarzutem paktowania z "postkomuną"?

Niektórzy twierdzą, że po prostu poskąpił pieniędzy, bowiem ponoć chodziło mu o kilka niezbędnych do normalnego funkcjonowania publicznych mediów miliardów złotych rocznie; może i tak było, ale posiadanie czegoś takiego w dyspozycji bez ponoszenia kosztów czy przy kosztach minimalnych oznaczałoby pozostawienie w tych mediach reklam, czyli ich komercyjność; a po co komu komercyjne media publiczne?

 

No i co się stało? Napieralski się wściekł i skumał z PiS-em; to raz. Platforma straciła jakikolwiek wpływ na najważniejsze media, co jej niewątpliwie dołożyło minusów w ostatnich wyborach. Wyborców żadnych nie zyskała, bo elektorat Kaczyńskiego jest w swej zapiekłej zideologizowanej nienawiści mocno zakamieniały i upodobań tak łatwo nie zmienia. A teraz, po zdobyciu przez Napieralskiego tych blisko 14 procent głosów– jakoś się z konieczności wydaje on Platformie dużo mniej „peerelowski” i „postkomunistyczny”. Belka (przepraszam Pana Profesora za skojarzenie) komuś z oka wypadła?

Kolejny błąd – to trzymanie w sejmowej zamrażarce paru „ideologicznych” ustaw zgłoszonych przez lewicę (np. in vitro, parytet) i przewlekanie ratyfikacji Karty Praw Podstawowych. Trzymało się to tam z dwóch powodów: raz, że podjęcie tematu jest mocno nie w smak panom w czarnych i purpurowych sukienkach (a po co się im narażać, prawda?), dwa – bo poddanie ich pod głosowanie w Izbie mogłoby doprowadzić do podziałów – a może nawet i rozpadu w Platformie. Nie jest dla nikogo tajemnicą, że na przykład dr Gowin jest osobą łagodnie mówiąc mocno „przykościelną”, a przy tym wpływową; a nuż by wyprowadził z PO swoich zwolenników? A nuż jest ich więcej niż, powiedzmy, siedmiu?

Znów: nic to nie dało. Teraz, jeśli chce się uzyskać poparcie wyborców Napieralskiego w drugiej turze (niezbędne zwłaszcza wobec kompromitującego wyniku wyborczego Pawlaka, stawiającego pod znakiem zapytania opłacalność dalszej koalicji) – trzeba będzie i tak te projekty reanimować, bo taki SLD stawia warunek negocjacji. Ale teraz pan Grzegorz dołącza ponoć do pakietu ustawę płacową, a wszelki wzrost socjalu jest w tym momencie niezwykle groźny dla całego państwa. Gdyby parę miesięcy temu tamte ustawy wyciągnięto na światło dzienne – może by nawet i nie przeszły. Teraz, po wyciągnięciu, przejdą niemal na pewno, Gowin się i tak wścieknie, a smród został.

Kolejny błąd – to osławiona „polityka miłości”. Polski wyborca tej poetyki najwyraźniej nie rozumie i nie akceptuje, jest ona dla niego dowodem słabości i miękkości; werbalnie popierając chrześcijańskie „nadstawianie drugiego policzka” – de facto oczekuje, że jak ktoś dostanie w mordę, a choćby tylko zostanie zelżony, to w odpowiedzi posypią się obficie zęby przeciwnika i krew poleje się strumieniem. Więc na inwektywy Kaczyńskiego (a jeszcze bardziej jego giermków i bodyguardów) należało odpowiedzieć dokładnie tak samo; lub, lepiej, jeszcze mocniej. Okazuje się nie po raz pierwszy, że kto krzyczy i wymyśla – ten ma rację; można się tą konstatacją nie zachwycać, ale tak to już w przywykłych do słuchania najróżniejszych „czynowników” i czapkowania władzy silnie plebejskich społeczeństwach jest. Specjalnie w tych, które były przez bardzo długie dziesięciolecia poddawane nieograniczonemu niemal niczym panowaniu proboszczów i biskupów, czy innych popów.

Następna sprawa, wiążąca się zresztą z poprzednią, to unikanie kilku tematów drażliwych. Nie pojmuję na przykład, czemu Kaczyńskiego nikt nie zapyta, czyj to mianowicie rząd puścił w niepamięć aferę „Telegrafu”, czyli słynny przekręt nieświętej pamięci Porozumienia Centrum (kto nie pamięta: to właśnie rząd Małego Jarosława). Nie pojmuję, czemu nie postawiono jemu i Ziobrze zarzutów w związku ze śmiercią Barbary Blidy. Nie pojmuję, czemu się głośno nie mówi o śmierci ładnych paru osób w związku z propagandowym aresztowaniem „doktora G.” i wynikłym z tego załamaniu polskiej transplantologii. Czyżby dlatego, że w obliczu tzw. tragedii smoleńskiej nie wypada naruszać żałoby i stawiać w kłopotliwej sytuacji osoby, która przeżyła traumę? A kto powiedział, że nie wypada? Spróbowałbyś, jeden z drugim, wykorzystywać śmierć bliskich jako usprawiedliwienie złej pracy w byle firmie – szef by cię wykopał na zbitą twarz po dwóch dniach; a w polityce – jak w robocie, na litość nie powinno się liczyć. Ale okazuje się, że to jednak jest jakieś uzasadnienie…

Kolejny błąd. Nie powierza się tak poważnej sprawy, jak kampania prezydencka, amatorom. W dodatku tak, powiedzmy sobie prawdę w oczy, żadnym osobowościowo, jak pani Kidawa-Błońska, czy pan Nowak. Irena Dziedzic powiedziała kiedyś o kimś takim, że to osobowość ujemna: jak wchodzi do knajpy, to wszyscy mają wrażenie, że ktoś wyszedł. To określenie pasuje tu jak ulał. I nawet niewątpliwe wdzięki mocno zaangażowanej w kampanię posłanki Muchy – szczerze sobie to powiedzmy – mogą być jakimś argumentem dla niektórych panów, ale zgoła nie wszystkich. No i z goła (przepraszam za narzucające się skojarzenie) nie jest to argument polityczny.

A zatem – zamiast wydawać ciężką forsę na jakieś idiotyczne bilbordy i wykorzystywać mało zdolnych amatorów – należało wynająć z zagranicy wybitnego specjalistę (czy całą agencję) od takich spraw i mu po prostu zaufać. Też nie wiadomo, czy dałoby to stuprocentowy skutek – ale nie byłoby jawnym idiotyzmem. W razie czego można było poprosić o stosowny adres prezydenta Kwaśniewskiego; on parę takich adresów zna nieźle.

W sumie – wszystko to da się, myślę, sprowadzić do wspólnego mianownika. Wszystko to są różne oblicza jednego grzechu: grzechu pychy.

Zdadzą sobie tuski z tego sprawę przed drugą turą? Na razie Komorowski powiedział „będziemy prowadzić taką samą kampanię jak dotychczas”…

Bo może się zdarzyć i tak – bye, bye, żyrandole z Krakowskiego Przedmieścia, obawiam się.

34 thoughts on “Błędy Platformy

  1. B M :
    Tę wypowiedź oceniam jako zwykłe złośliwe głupstwo; przy tym kiepskie dosyć.

    Moim skromnym zdaniem nie ma takiej potrzeby, by prawdę nazywać złośliwością.
    Przecież tzw. „partie polityczne” ewoluują w zależności jaka frakcja i jakie dosiebne interesy dominują w kręgach elit co widać po cyklicznych aferach.
    Interes narodowy? Racja stanu? Co to jest współcześnie i gdzie jest ten byt myślny w epoce globalizacji?🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.