Stare znajome pastwisko

Dawno nie pisałem znowu. Z jednej strony nie bardzo mi się chciało, zresztą z rozmysłem – o czym niżej – z drugiej zaś wciągnęło mnie szalenie badanie możliwości WordPressa. Coraz bardziej mi się ten system podoba: jest szybki, niesamowicie elastyczny, ma potworną liczbę wtyczek poszerzających jego (i tak niemałe) podstawowe możliwości, ma także ogromnie wiele szablonów najwyższej klasy. Postawiłem w życiu kilka witryn na Joomli i bardzo ją lubiłem; blog natomiast prowadziłem i prowadzę tutaj, bo tu wszystko było od początku prościutkie. Teraz spróbowałem najnowszej wersji WP z wszystkimi możliwościami i powtarzam: jestem zachwycony. Joomla niech się chowa; tym bardziej, że na niektórych serwerach jej nie lubią: bardzo żre zasoby. Przy tym zarówno instalacja systemu, jak dodawanie do niego nowych elementów – to zupełny banał; prościej tego robić chyba nie można.

Ale nie tylko tym miało być.  Przerwa w pisaniu wynika stąd także, iż z rozmysłem czekałem na rozwój sytuacji politycznej. Z jednej strony byłem niemal pewien, że PiS i Spółka – wbrew gromkim deklaracjom i jawnie nieszczerym oświadczeniom różnych swoich “paprotek” (zwróciliście uwagę na te uciekające w bok oczka pani Kluzik-Rostkowskiej i ten wbity w sufit wzrok pana Poncyliusza?) – odpali niebawem jakąś rakietę w starym stylu; z drugiej jednakże strony myślałem, że może w tej cieknącej ciurkiem rzece hipokryzji pisuary popłyną tak daleko, że nie będzie im już wypadało odżegnywać się od pewnych świeżo wypowiedzianych “nabrzmiałych pokojem i miłością” słów.

Wygrała, oczywiście, pierwsza opcja. Najpierw Jarosław Kaczyński z zaciśniętymi ustami odciął się w swoim starym, dobrze znanym stylu warkotliwie od udziału w posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego, poświęconym stenogramom ze Smoleńska, potem ogłosił normalne dla siebie insynuacyjne antyrosyjskie oświadczenie. Potem zaś – to dzisiaj – byliśmy świadkami histerycznego napadu jakiegoś chama w Londynie na Komorowskiego; warto to obejrzeć, kto nie widział.

[YouTube=http://www.youtube.com/watch?v=8yYOZ96EJM8]

Komorowski niestety nie błysnął refleksem (przyznaję, strzelić złośliwością z biodra nie jest łatwo) i zareagował poważnie. Dla mnie prosiło się powiedzieć “pięknie dziękuję za wizytówkę, sam równie ładnej nie mam”, albo coś w rodzaju “nie rzucaj synku tymi rzeczami, bo będziesz w końcu musiał rzucić sobą”, ale ja nie kandyduję na nic, więc mnie łatwo…

Tak więc, jesteśmy w domu. Ściślej na pastwisku. Pełnym znajomego bydełka. Dalej już – wieszczę – będzie tylko lepiej. To znaczy bardziej po bandzie.

W tym samym, niestety, jesteśmy domu, – i nie mogę na to nie zwrócić uwagi –  w którym jednego dnia jeden z kandydatów na prezydenta zapiernicza na pielgrzymkę mężczyzn do jakichś Piekar, drugi zaś w dyrdy leci do wszechświatowej świątyni kiczu w Licheniu…

Trochę mnie uwiera, że na Komorowskiego mimo to trzeba będzie zagłosować, ale z teokracji to się będziemy wyzwalać potem. Najpierw pozbądźmy się braciszka.

Advertisements

11 thoughts on “Stare znajome pastwisko

  1. W temacie zwrotu „do jakichś Piekar”. Szanowny Gospodarzu, wiem że Gospodarz ze wspaniałej WARSZAWY, którą ostatnio dotknęła straszliwa katastrofa polegająca na zalaniu kilku garaży o czym trąbią wszystkie media, ale proszę nie obrażac mojego miasta. Do wiadomości, chodzi o Piekary Śląskie, 60-tysięczne miasto sąsiadujące z Bytomiem, serce Śląska. A potem ludzie w Warszawie się dziwią że nikt ich w Polsce nie lubi, przydałoby sie trochę skromności i szacunku dla innych. Pozdrawiam.

  2. Ja tylko liczę na to, że jak Komorowski – ta ciepła klucha – wygra, to nie będzie „w ciemno” realizował poleceń przewodniczącego i partii. „Szorstka przyjaźń” byłaby w tej sytuacji spełnieniem marzeń.

    A przy okazji: okazało się, że facet, który rzucał sztucznym członkiem, w 2007 roku pomagał przy okazji kampanii platformy. Warto by się go zapytać, co mu się stało przez te 3 lata, że tak zmienił front. Zidiociał?

  3. Powoli i sukcesywnie maska aniola z Jaroslawa sama opada,Chcialoby sie te sytuacje przypisac do powiedzonka co ta ” na zlodzieju czapka gore”.zlodzieja jednak tu nie mamy, ale cos w tym jest.
    Kiedy Jaroslaw II Nielubiany Kaczynski dowiaduje sie ze zbiera sie Rada Bezpieczenstwa NArodowego, celem zapoznania sie z zapisami zpokladowych czarnych skrzynek w kabinie pilotow, on nwymysla, ze niby rodziny ofiar w pierwszej kolejnosci powinny sie zapoznac z tym materialem, lecz jednoczesnie do Belwederu wysyla adwokata debilka, wiedzac doskonale, ze nikt jego nie wpusci na to posiedzenie. Co za prymitywna naiwnosc!!
    pare godzin pozniej ten ze sam Jaroslaw stwierdza, ze przedstawione materialy nie wnosza nic do sledztwa i nadal utwerdza w przekonaniu ze sledztwo powinno byc prowadzone w Polsce itd itp. i wszystkiiemu winny jest Rzad, jakoby idzioe na ustepstwa za cene dorbych stosunkow z Kremlem. Jakos to sie kloci z tym co Jaroslaw wypowiedzial na deszczowy wiecyku goralskim w Zakopanem. Idzmy jednak dalej tym tropem.Jaroslaw odmawia przedstawienia szczegolow swoje rozmywy z bratem Prezydentem Lecham za posrednictwem telefonu satelitarnego na kilka minut przed wypadkiem nieszczesnego samolotu. Dlaczego? A moze Jaroslaw Kaczysnki wie cos, do czego nie dokopie sie zadna komisja badajaca przyczyny katastrofy?
    Czy nie jest zadziwiajacym, ze Jaroslaw wypowiedzial sie ze jego brat Lech nie byl samobojca, natomiast ani slowem nie wypowiada sie na temat wyczynow pilotow Tu154, Yaka40 i wiezy kontrolnej w Smolensku, njakby te faktory wogole nie mialy zadnego znaczenia w tragicznej katastrofie!!
    Teraz JAroslawowi – acz nie wprost – sprzyjac zaczyna polski purpurat kosciola katolickiego, ktory przy okazji Swieta Bozego Ciala zaczyna piec piesni moralizatorskie do wiernych o potrzebie wyboru czlowieka i grupy wokol niego, ktorej szczegolnie bliska jest Polska. A komu jest Polska daleka? Bezposredni ni jakze czytelny podteskt KK zaczyna niejako te ostatnia prosta przed dniem 20 czerwca, aby zamanipulowac uczuciami i nastrojami spolecznymi na tyle skutecznie, by Jaroslaw w I Turze nie przegral z kretesem.
    ale dosc o JAroslawie.
    Nasz Bronislaw istotnie nie nalezy do blyskotliwych i o szczegolnej inteligencji kandydatow.Sprawia jednak on wrazenie zagonionego w gonitwie konia, ktorego tchu juz zaczyna brakowac, a i zmeczenie niemal wali go z nog.
    Nie sprzyja mu pelnienie funkcji Marszalka, P.O.Prezydenta RP i kandydata na Prezydenta RP.To za duzo, jak na niego i dlatego wypada on tak jak wypada, ale i tak dominuje.
    Zadziwiajaco rosnie zainteresowanie Napieralskim. Czyzby mialby byc on przyslowiowym ” czarnym koniem” wyborow? A moze dobrze by bylo zetknac sie z taka niespodzianka.
    Reszta kampanii to bezbarwna nudna sztampa.

    1. Z pewnością. Ale lubię sobie czasem przesadzić, by wzmocnić efekt. Taki chwyt stylistyczno-retoryczny. Teokracji jeszcze faktycznie nie mamy; no ale pełzającą, to chyba jednak tak…?

      1. Szanowny Gospodarz ma skłonność do życzenia wszystkim katolikom tego, co narodowy-„katolicyzm” życzy Jemu, czyli całkowitej marginalizacji.
        Zupełnie niepotrzebnie. Kandydat liberalny z prawdziwego zdarzenia może być katolikiem, muzułmaninem czy kim chce. Ważne żeby np. jako katolik, był w stanie powiedzieć „Nie rozwiniemy Polski bez naszych Ateistów”.
        A ludzie tego pokroju są nawet na propisowskiej prawicy- np. Jan Pietrzak głosił po zakazie Parady Równości „Wolność Gejom i Radiu Maryja”. Kornel Morawiecki opowiada się za prawami mniejszośći seksulanych.

        Komorowski za wczoraj ma dwa plusy: w miarę ładnie obrócił w żart kwestię tego sztucznego penisa (nie tak błyskotliwie jak Gospodarz, ale zaoferował, iż podaruje niezaspokojonemu fanowi PiSu kolejne gadżety).
        Pod kościołem odmówił wywiadu, co mogło znaczyć „jestem tu jako osoba prywatna”.
        A to jest postawa, która powinna spełniać oczekiwania zarówno niewierzących jak i tych, którzy wierzą, ale mają dość udowadniania, że nie są narodowo-„katolickimi” wielbłądami.

  4. Cieszy mnie Pańska sympatia do WordPressa. Gdyby potrzebował Pan przy nim jakiejś pomocy, zapraszam do kontaktu. (Proszę wybaczyć, że umieszczam tę informację w komentarzu, ale nie znalazłem tu innej formy kontaktu – mam nadzieję, że się Pan nie obrazi).

    1. Na razie daję radę, choć z niektórymi rzeczami mam kłopoty – na przykład zrobiłem wszystko zgodnie z instrukcją by pokazały się w witrynie ratingi, wszystko ustawiłem, sygnału błędu nie mam – i kicha. Podobnie z umieszczeniem odwołań do scribda bez kodu embed; niby można, a wtyczka nie działa. Ale czekam na WP 3.0, to podobno już bliziutko. W każdym razie dziękuję za życzliwość i nie omieszkam skorzystać z oferowanej pomocy, jak sam nie dam rady.

  5. Tak, cięte odpowiedzi łatwiej odstrzelić mając czas na ich opracowanie. Przypomina mi się złośliwość dziennikarki gazety „Folha de São Paulo”, której czytelnik posłał w paczce kupkę. Ta pani serdecznie podziękowała w kolejnym felietonie mówiąc jak to ją wzruszyło, że prezent dla niej czytelnik wyciągnął sobie spod serca.

    Ale choć dobrze się czyta o takich błyskotkach, nawet mając refleks i skojarzenie, czy warto się w takie gierki wdawać? Czy to jednak nie jest zgodą na zmianę stylu i tematu?

    Tak, wiem, mając świetne porzekadło, to nieprawdopodobne, by polityk je sobie podarował dla utrzymania jakości debaty. Popularność to najbardziej uwodzicielska z pokus.

Możliwość komentowania jest wyłączona.