Nasze święto

3maja Dziś, 3 maja, przypada wielkie – i w sumie smutne – święto. Nie, nie to, o którym myślicie. Inne. Przypomniał mi o nim z samego rana kolega mailem.

To Światowy Dzień Wolności Prasy, ustanowiony na ten dzień 20 grudnia 1993 roku przez Zgromadzenie Ogólne ONZ rezolucją numer 48/432. Decyzja ta została podjęta na wniosek Konferencji Generalnej UNESCO, która w dokumencie pod nazwą „Popieranie wolności prasy na świecie” z 1991 roku, uznała wolną, pluralistyczną i niezależną prasę za podstawowy element funkcjonowania każdego demokratycznego społeczeństwa. Data obchodów upamiętnia Deklarację z Windhoek w sprawie popierania niezależnej i pluralistycznej prasy afrykańskiej, ogłoszoną 3 maja 1991 roku przez Seminarium na temat Popierania Niezależnej i Pluralistycznej Prasy Afrykańskiej, zorganizowane przez UNESCO i Narody Zjednoczone w Windhuk w Namibii.

Czego z tej okazji można życzyć sobie i innym polskim żurnalistom?

Kilku rzeczy. Po pierwsze, odbudowania jedności środowiska. Istnienie dwóch stowarzyszeń dziennikarskich “bezprzymiotnikowych” (SDP i SDRP) oraz jednego “przymiotnikowego” (katolickiego) jest szkodliwym dla naszego zawodu idiotyzmem i wynika z absolutnie niewspółczesnych i całkowicie zbędnych podziałów ideologicznych. Skutkuje to brakiem siły i niemożliwością wspólnych wystąpień w kwestiach choćby etyki zawodowej. Jeśli pojawi się na prasowo-radiowo-telewizyjnym firmamencie jakaś hiena czy szuja (a dzieje się tak niestety często) – w zasadzie nie ma możliwości wyrzucenia jej poza nawias. Podobnie podział ten – oraz bezsensowny kult “otwartości zawodu” – doprowadził do finansowej degradacji i upadku statusu materialnego dziennikarza; dziennikarzem można dziś nazwać każdego pracownika mediów, każdemu – bez względu na talent lub jego brak i wykształcenie lub jego brak – można dać etat (a dużo częściej: zlecenie) i jakieś śmieszne pieniądze. W tej sytuacji – skoro każdego w każdej chwili można bezkarnie zastąpić byle kim – o samodzielności i niezależności dziennikarskiej po prostu nie może być mowy.

Po drugie, niezbędne są zmiany w prawie prasowym. To znaczy tak: prawo prasowe jako oddzielna dyscyplina prawna jest w moim głębokim przekonaniu po prostu całkowicie zbędne, damy sobie bez niego radę doskonale. Ale jeśli rozumiemy przez prawo prasowe niekoniecznie skodyfikowane w jednym miejscu przepisy dotyczące mediów, to kilka zmian domaga się wprowadzenia wielkim głosem.

Po pierwsze, to rezygnacja z jakiejkolwiek ochrony osób publicznych (pojęcie “obrazy władz” czy “instytucji państwowych” nie ma na przykład żadnej racji bytu); poza jedną sferą, która powinna być chroniona daleko ostrzej: sferą prywatności. Nikogo nie powinno obchodzić kto i ile ma lub miał żon, kochanek czy dzieci, jakiego jest wyznania, kto był jego dziadziusiem czy tatusiem, jakie jest jego wyznanie – i czy w ogóle jakiekolwiek; i wkraczanie w tę sferę przez dziennikarzy powinno być zakazane i obwarowane ostrymi, może nawet rujnującymi karami finansowymi. Ale tylko takimi: wsadzanie dziennikarza do więzienia za to, co napisał – powinno zniknąć z praktyki sądowej podobnie jak znikła kara śmierci.

Po drugie, z systemu prawnego trzeba pilnie usunąć zarówno penalizację “obrazy uczuć religijnych” (jakoś tak się składa, że te uczucia, ogromnie szeroko zresztą rozumiane z jednej strony, z drugiej zaś w zasadzie ograniczone do religii katolickiej, są chronione przed jakąkolwiek krytyką czy najmniejszym żartem – a uczucia osób niewierzących nie podlegają ochronie w żadnym stopniu), jak i oburzające i gwałcące demokrację przepisy o ochronie “wartości chrześcijańskich” (jeśli już, to niby czemu nie chronić “wartości muzułmańskich” czy “wartości buddystycznych”?).

Sporo jest jeszcze do zrobienia. Rzecz tylko w tym, że dla większości – jeśli nie wszystkich – partii, stronnictw i ugrupowań politycznych jest to typowe cuchnące jajko. Strach problem w ogóle ruszać, bo się łatwo narazić jakiemuś Dziwiszowi, albo – jeszcze gorzej, bo ten drugi w praktyce ważniejszy – Rydzykowi.

Reklamy

10 uwag do wpisu “Nasze święto

  1. Bo i cóż napisać? Po raz kolejny stwierdzić, że Szanownemu Gospodarzowi cały czas w głowie czasy, gdy trzeba były mieć pozwolenie komisji na to, by coś robić. Że jedność środowiska oznacza zwykle ‚kto nie z nami, ten przeciwko nam’. Kto miałby decydować o tym, że ktoś jest dziennikarzem a ktoś inny – nie? Pan Wildstein czy Pan Żakowski?
    Gdzieś ostatnio usłyszałem, że Krzystof Komeda nie załapał się do Stowarzyszenia Kompozytorów Polskich (czy czegoś równie ładnie się nazywającego), nut nie znał dostatecznie dobrze.
    Kazik ładnie te ‚komisyjne czasy’ podsumował: http://www.youtube.com/watch?v=NIWq2nQQoIs, mam nadzieję, że nie powrócą.

    Polubienie

    • Zupełnie nie chodzi o żadne pozwolenie komisji. Chodzi o dobrze działającą korporację (tak jest: nie boję się tego słowa!) zawodową. Korporacja programowo odżegnałaby się od wszelkich ideologii i polityki. Pewno byliby w niej i Wildstein i Żakowski, Ziemkiewicz i Michnik, Urban i Bratkowski. Mogłaby powstać przez automatyczne połączenie wszelkich istniejących organizacji, pod warunkiem zrzeczenia się przez nie jakichkolwiek afiliacji, odrzucenia tradycji PRL-owskiej, solidarnościowej, katolickiej i tp. Wszyscy oni wybraliby demokratycznie z siebie jakieś ciało kwalifikacyjne, które oceniałoby debiuty dziennikarskie adeptów tylko i wyłącznie pod kątem jakości rzemieślniczej ich pracy, bez patrzenia na ideologię. I każdy miałby nadal prawo drukować na dzisiejszych zasadach bez poddawania się tej ocenie; tylko dostawałby za teksty z automatu sztywną stawkę minimalną, a po 2-3 latach takiego kiblowania przedstawiałby swoje dzieła – całkowicie dobrowolnie – do oceny. Pozytywnie ocenionego żaden wydawca nie miałby prawa zwolnić z pracy bez kolosalnych odszkodowań; pozytywnie oceniony – czytaj przyjęty do korporacji – dostawałby stawki, powiedzmy, też z automatu minimum pięciokrotnie większe; i żaden wydawca nie miałby prawa wydać czy nadać niczego, jeśli przynajmniej połowa zatrudnionych nie byłaby członkami korporacji. Do tego oczywiście powinna być potężna komisja etyki zawodowej z uprawnieniami do przesuwania człowieka na powrót do etapu adepta, z wszelkimi konsekwencjami dla niego i dla wydawcy. Chodzi o to n. in. by wydawcom i właścicielom związać ręce i by robienie jakiegoś medium było naprawdę ryzykowne finansowo. Wiem, że te rzucone swobodnie uwagi można obśmiać, że to sprzeczne z liberalizmem, wolnym rynkiem i świętym prawem własności; ale chyba nie muszę w tym miejscu pisać, gdzie je mam?
      To tylko sen. Sen o tym, że media będą robione pod dyktando dziennikarzy, nie zaś właścicieli z podejrzanej konduity gotówką, dawców reklam, panienek z marketingu, polityków i kościoła katolickiego – wszystkich razem i każdego z osobna. I że konkurować będzie kolega z kolegą liczbą uzyskanych prestiżowych nagród i liczbą zadowolonych czytelników, nie zaś uległością wobec dysponenta i taniością dostarczanych materiałów.
      I nie dyskutujcie ze mną, że to nierealne; wiem o tym doskonale. Tak mi się tylko śni.

      Polubienie

      • No jasne, znów sen i to o 22:14, ja dopiero się szykuję na sen o bezprzykładnych romantykach, czyli tych co wyginęli na suchoty lub syfilis. Jak się Szanownemu Panu udało przetrwać?
        Nie ważne! Widać udało się.
        Na właścicieli bym nie liczyła. Biznes to kryterium zysku. Poczytność, to sprzedaż za tym idzie oglądalność reklam. Budzę ze snu!. To dziennikarze przyzwyczaili nas, że ważniejsza jest informacja, czy Doda przyszła odebrać nagrodę w majtkach, czy bez. Samą mnie, to bardziej interesuje niż polityka kredytowa banków i jej wpływ na cenę nieruchomości, bo dziennikarze nie byli mnie w stanie tym zainteresować, po prostu nie znali się na tym. Natomiast stawiając pytanie czy Doda miała te cholerne majtki czy nie, to tak, oczywiście, na tym niektórzy dziennikarze nawet się znali i byli wręcz rozsmakowani w temacie.
        Więc cóż, ja też zaczynałam być zainteresowana, też w sensie ekonomicznym, czy należy przypadkiem nie należy zaoszczędzić w inwestycję w majtki i być cool?

        Korporacje są podejrzane. Sama obserwowałam z zachwytem, jak dziennikarze rozprawiali się z korporacjami prawników. Efekt: Panienko sama podpisz ten pozew, bo jak się ujawnianie że-m prawnik, to Sąd odrzuci pozew znajdując 100 powodów. A skąd ja mogę wiedzieć, jak jestem nowy i nigdy za patronem teczki nie nosiłem w zamian za informacje jak to się robi.

        To dziennikarze kształtują swoich czytelników. A, że osiągnęli dno? Cóż, od dna można się odpić, chyba, że tam jest już taka kupa g…a, że się nie da. I chyba taki stan prasa (żurnalistyka) osiągnęła, czego Miły Pan Gospodarz jest przykładem proponując red. Ziemkiewicza do komisji programowej. Czy nas, no dobrze mnie, ma za kompletną idiotkę.
        Ale, miłych dalszych snów Wielce Szanowny Panie.

        Polubienie

        • Nie, Moniko. Nie mam nikogo bezpodstawnie za idiotę, a już Panią szanuję szczególnie; to raz. Ale – to dwa – casus Ziemkiewicza wart jest rozważenia: jego dziennikarstwo jest wredne i obce mi całkowicie. Ale on UMIE PISAĆ i ma łatwość pisania! Wie, jak się tekst konstruuje, zna się na robieniu tytułów, umie sformułować informację i w ogóle zna mnóstwo żurnalistycznych kruczków! To FACHURA Z WARSZTATEM, tylko jego produkcja się Pani nie podoba (mnie też). Nie chodzi w moim „śnie” o PROGRAM i POGLĄDY ani o RACJĘ – a tylko i wyłącznie o umiejętności zawodowe. Ja wiem, że młodej idealistce trudno takie obrzydliwie bezideowe credo zaakceptować, ale to kwestia Pani uroczego wieku.

          Polubienie

    • A tak przy okazji jeżeli chodzi o Komedę, to starał się o przyjęcie do Związku Kompozytorów Polskich ? (nie było Stowarzyszenia był Związek) bo ja gdzieś czytałam, że raczej kontestował, podobnie jak tzw. tradycyjną muzykę, zajmując się i fascynując jazzem. Zresztą, o ile wiem, to pierwsze kompozycje to projekty (kompozycje) związane z poezją i muzyka filmowa to lata 58 – 59. Interpretację standardów trudno zaliczyć do kompozycji. Poza tym z wykształcenia był lekarzem, o ile wiem laryngologiem i to całkiem nie złym jako dr. Trzciński. Nuty znał, ale też trudno byłoby znaleźć z rocznika 30 ubiegłego wieku, kto nut nie znał. Teraz wydaje się to nieprawdopodobne, ale wtedy nie było telewizji a i radio jakieś takie niewydarzone i ludzie sobie grali – ot tak rodzinnie, zatem to nie było kryterium wystarczające. Poza tym po roku 1960 praktycznie był już poza Polską.Ale nie mam nic przeciwko temu, aby przyznać status kombatanta, bo uwielbiam Komedę.

      Polubienie

  2. Chyba nie jestem pewna, co do paru przez Pana poruszanych aspektów. Stawia Pan postulat wyeliminowania pojęcia obrazy władz i instytucji państwowych w kraju w którym fe facto instytucje państwowe nie istnieją, bowiem istnieją tylko żłoby do których większość się pcha, aby się nachapać. To akurat wiem z prasy.

    Jeżeli tak do tej pory była realizowana ochrona władzy i instytucji państwowych, to co będzie jak już bez ograniczeń będzie po niej można było jeździć jak się chce. Akurat przeciwnie instytucja państwowe winne być pod ochroną a nie podstawą kariery dziennikarskiej mierzonej kto głupiej, ale za to dotkliwiej władzy przywali.

    Fatalny wizerunek instytucji państwa plus niskie place – bo darmozjadom nie powinno się więcej płacić, powoduje, że nabór do władzy następuje z selekcji negatywnej., bo nikt przy zdrowych zmysłach nie pójdzie do służby publicznej bo nie dość, że będzie klepał biedę, to jeszcze może być bezkarnie obrażany. Taka samo nakręcająca się degradacja. Ale w służbie frustratów, których zresztą dziennikarze sami sobie wychowali, nadal należy bić władzę.

    Zresztą mogłabym i do innych kwestii się ustosunkować, ale chyba lepiej dołączyć się do życzeń dla żurnalistów. A czego im życzyć?

    Cóż, może na początek parę choć parę lekcji u prof. Bralczyka? Nie nie chodzi o egzamin, bo to by zniszczyło polską żurnalistykę. Po prostu parę lekcji. Poza tym, choćby podstaw wiedzy, szczególnie tej, o której decydują się pisać i może; aby byli tak ogólnie na bieżąco, bo np. (ale to tylko przykład) nie podejmuję się oszacować czy do jakiś choćby niewielkiej liczby dziennikarzy dotarło, że prokuratura jest już niezależna od rządu?

    Może jednak życzyć żurnalistom, aby podawali fakty, a nie zabawiali się w ocenianie, zwłaszcza w tych obszarach, o funkcjonowaniu których, nie mają pojęcia.

    PS. A tak w ogóle to jak zwykle mnie Pan nabrał. Pisze Pan o żurnalistyce i żurnalistach. Co to takiego? Można jeszcze coś takiego spotkać? W Izbie Pamięci Narodowej? Przecież teraz, to czasy tabloistyki.

    Polubienie

    • Z żalem przyznaję Pani „słuszną rację” co do oceny stanu polskiego żurnalizmu (proszę zauważyć, że celowo nie używam pięknego terminu „dziennikarstwo”) i stopnia jego stabloidyzowania. Miarą jakości produkcji w tej branży nie jest jednak – no, mówmy prawdę, nie powinno być – to, kto silniej przywali, ale kto racjonalniejsze argumenty za daną sprawą przystępniej opinii publicznej wyłoży. To jest jakieś w miarę racjonalne kryterium; i paru takich ludzi w tym kraju jednak jest. Mogę zarekomendować, jeśli Pani zechce – ale prywatnie: co się będę kolegom narażał…

      Polubienie

      • Poproszę bardzo, bardzo, ale minimum pięciu (bo może dwóch to sama bym wskazała) łącznie z artykułami, które pan uważa za ich życiowe osiągnięcia. czyli numer jeden w ich CV. Tylko nie z dinozaurów. Studia po 1990 r Obszary zainteresowań: prawo, gospodarka, oświata, zdrowie, religia lub ogólniej kościół (zresztą wszystko mi jedno który) ewentualnie stosunki międzynarodowe choć te ostatnie niechętnie – bo sama nie rozumiem tych około racjostanowych fobii.

        Oczywiście ma Pan racje (jak zwykle) pisząc, iż kryterium powinno się przyjmować racjonalność argumentacji. Śledziłam krytykę min Kopacz na przykład jeżeli chodzi o powszechne szczepienia. Byłam pełna podziwu, przecież życie każdego Polaka – bezcenne – to bardzo racjonalny argument. Byłam pełna podziwu.

        Teraz też, każdy ma prawo i nawet obowiązek wejść w posiadanie pełnej wiedzy o katastrofie już w tydzień po jej zaistnieniu. Też mi się podoba. Bardzo racjonalne.

        Polubienie

        • Znów, niestety, racja. Ale myślę, że znalazłbym tę piątkę. W samej „Polityce” jest pewno z dwójka. A czytuje pani magazyn „Duży Format” Wyborczej? Ja prawie co tydzień znajduję tam teksty, które mnie zachwycają. A publikacje niektórych popularyzatorów nauki? Przecież to jest światowy poziom. Nazwisk publicznie jednak nie będzie – ze zrozumiałych względów. A – tak przy okazji – czemu Pani odrzuca dinozaurów? Pamięta Pani Buena Vista Social Club? To film nie tylko o tym, jak zły Castro udupił wielkich muzyków…

          Polubienie

  3. Zadziwiające milczenie zwykle licznych komentatorów budzi grozę.

    Dla mnie pojęcie „rzetelny polski dziennikarz” to (z wyjątkiem nielicznych) oksymoron.

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.