O delikatnym przesuwaniu akcentów

{{pl|1=Ryszard Kaczorowski}}

Image via Wikipedia

W tragicznej katastrofie pod Smoleńskiem zginął m. in. Ryszard Kaczorowski, wielce sympatyczny i dziarski starszy pan, ostatni Prezydent RP na uchodźstwie. Tak też Go tytułowano – do wczoraj. Od wczoraj jest ostatnim prezydentem II Rzeczypospolitej… Tak w każdym razie jest określany w TVN24

Z miejsca mówię: bardzo mi żal tego dzielnego i żywotnego pana. Czytałem gdzieś niegłupie zdanie, że gdybyśmy w 1990 roku – przed dwudziestu laty, gdy p. Kaczorowski liczył sobie lat 71! – nie uznali, że jest za stary na politykę i wybrali Go prezydentem – Polska mogłaby dziś wyglądać odrobinkę milej. Może tak, może nie – ale jakoś dużo gorzej by na pewno nie było..

Chodzi jednak o tego “ostatniego prezydenta II RP”. Kaczorowski nim zgoła nie był. Powołany – w drodze wyznaczenia przez poprzednika, nie zaś żadnej demokratycznej procedury, dodajmy – na swój urząd w roku 1989 był niewątpliwe ostatnim Prezydentem RP na uchodźstwie (cokolwiek znaczyła wtedy ta godność), choć i z tym są pewne problemy i subtelności. Ale rzecz w tym, że  II RP w tym momencie po prostu w znaczeniu prawnomiędzynarodowym nie istniała.

Sięgnijmy do Wikipedii. Czytamy tam:

6 lipca 1945 dotychczasowi sojusznicy Rzeczypospolitej, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone wycofali uznanie dyplomatyczne Rządu RP na uchodźstwie, uznając powołanie Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej z udziałem Stanisława Mikołajczyka za wykonanie postanowień konferencji jałtańskiej w kwestii powołania rządu polskiego uznawanego przez wszystkie państwa tzw. Wielkiej Trójki (Wielką Brytanię, USA i ZSRR).

W tym dniu – najpóźniej – II RP zeszła zatem z kart historii. Uchodźcy tej decyzji nie uznali, ale ich sprzeciw nie ma żadnej – najmniejszej nawet – mocy prawnej. Przypomnijmy zaś przy okazji, że w kwestii prezydentury samo uchodźstwo w Anglii było bardzo podzielone i sprawa legalności funkcjonowania urzędu prezydenta po roku 1954 jest dyskusyjna; zainteresowanych odsyłam do Wikipedii, gdzie rzecz jest całkiem dobrze i zwięźle opisana.

W sumie – drobiazg, powiecie. Niby tak; co kogo dziś obchodzą londyńskie spory sprzed dziesiątków lat? Ale widzę w działaniu TVN24 działanie celowe; i, moim zdaniem, nie chodzi wcale o p. Kaczorowskiego, tylko o ten rok jego powołania i numerację Rzeczypospolitych. Jeśli przyjmujemy, że w 1989 gdziekolwiek we Wszechświecie istniała Druga – to eo ipso unieważniamy PRL. Tylko daję wam słowo honoru, że ona istniała. Sporo z nas w niej żyło, nawiasem mówiąc. I całkiem sporo nie znało w ogóle innej Ojczyzny. Nie dlatego zgoła, że byli jakoś źle wykształceni…

Reblog this post [with Zemanta]
Reklamy

9 uwag do wpisu “O delikatnym przesuwaniu akcentów

  1. nie rozumiem tylko dlaczego ma Pan taki szacunek do wikipedii, ostatnie zrodlo do ktorego sam siegnalbym po informacje, acz nie kwestionuje Panskiego punktu widzenia.

    Polubienie

    • Widzi Pan – sam tam współpracowałem przy tworzeniu kilkuset artykułów, od samego niemal początku. To bardzo dobre źródło moim zdaniem, choć – naturalnie – trzeba je (jak cały Internet) traktować ostrożnie, fakty sprawdzając z reguły jeszcze co najmniej w dwóch innych miejscach. Ale jak się coś cytuje publicystycznie, to nie po to, by się „podeprzeć autorytetem”, tylko dlatego, że się akceptuje zastosowany cytat jako adekwatny do własnego punktu widzenia. Chwyta pan?

      Polubienie

    • Mam – mówiąc szczerze – uczucia mieszane. PRL był zupełnie inną formą ustrojową niż klasyczna republika, więc układ II RP – (III RP = PRL) – (IV RP = dzisiaj) jest cokolwiek nielogiczny. Ale z drugiej strony I RP, czyli szlachecka, też w gruncie rzeczy nie bardzo pasuje w tym ciągu numeracji jako „republika”, jak dziś to słowo rozumiemy. Więc niech może tak zostanie: II RP-PRL-III RP? Mnie nazwa PRL nie wadzi; żyłem w niej właśnie, nie w żadnej RP z numerkiem. W gruncie rzeczy chodzi bowiem tylko o to, by nie negować w ogóle istnienia PRL jako bytu prawnego, by nie zamieniać tego okresu w „czarną dziurę”. To było normalne państwo polskie (rzecz prosta, z ograniczoną do pewnego stopnia suwerennością – ale przecież z drugiej strony nie ma państwa, które byłoby w 100% suwerenne, bo każde jest jakoś związane układami i prawem międzynarodowym), tylko w innej formie istniejące. Nawiasem mówiąc, przyjęcie innego rozwiązania i rozerwanie ciągłości spowodowałoby prawną katastrofę: wszystkie umowy, decyzje, układy, ustawy – stałyby się nieważne z niewyobrażalnymi konsekwencjami dla ludzi. Ale nie będę rozwijał tego tematu.

      Polubienie

    • A ja widzę. Jednoczesne istnienie dwóch państwowości tego samego kraju prowadziłoby do niesamowitego zamieszania prawnego. I – chcąc nie chcąc – nie można przyjąć tu innego kryterium poza formalnym uznaniem międzynarodowym. Czyli – Jałta i jej konsekwencje, choć wielu się to nie podoba…

      Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.