W sprawie przedawnienia

No to wsadzę kij w mrowisko z miejsca: uważam otóż, że pora najwyższa, by świat poszedł krok dalej po – niemal powszechnym w cywilizowanej części globu – odrzuceniu kary śmierci i wprowadził ogólnie obowiązujące zasady przedawnienia na wszystkie przestępstwa i zbrodnie. Włącznie ze zbrodniami wojennymi i zbrodniami przeciw ludzkości, w tym hitlerowskimi i stalinowskimi. Dyskutować można – moim zdaniem – tylko o terminie (czy za morderstwo i ludobójstwo 30 lat, czy może 50 i tak dalej), nie o zasadzie. Jeśli nie przyjmujemy – a zdaje się, że większość z nas to odrzuciła – kryterium zemsty, to pozostawianie jakichkolwiek czynów nieprzedawnionymi nie ma sensu.

Patrzę na przykład na obrzydliwą, zaślinioną i zupełnie już nieludzką mordę niejakiego Iwana Demianiuka. Ten człowiek stoi – czy raczej siedzi na wózku inwalidzkim – nie w sądzie, nad grobem, jest już nie pół- ale ćwierćżywy. Czemu ma mi zależeć na tym, by ostatnie tchnienie wydał w celi, a nie we własnym domu? Co to zmieni? Odstraszy kogoś? Zniechęci do popełnienia podobnego czynu? Oczywiście: nie, nie takie rzeczy robiło się mimo Norymbergi i obowiązującego nieprzedawnienia w b. Jugosławii czy w Indochinach. Cóż więc da to komukolwiek prócz satysfakcji?

Wiem, że to się nie może różnym moralistom podobać. Jakże to: minęło 30 czy pięćdziesiąt lat – i mamy mu darować? A on żył wśród nas jakby nigdy nic?

No właśnie: jakby nigdy nic. Zachowywał się zatem normalnie przez owe lata. Nie naruszał prawa. Może to ma jakieś znaczenie?

Czytam w tegotygodniowym “Przeglądzie” świetny tekst Andrzeja Walickiego, członka rzeczywistego PAN, emerytowanego profesora Instytutu Filozofii i Socjologii PAN oraz Uniwersytetu Notre Dame w USA. Artykuł (to tylko część pierwsza większej całości) nosi tytuł “O polskiej rzeczywistości moralnej” i dotyczy nie tych spraw, o których wspominam wyżej, ale problematyki możliwości  tzw. narodowego pojednania po naszej transformacji ustrojowej. Pojednania, do którego nie doszło. Z pozoru więc o czym innym; ale – niezupełnie.

Pisze profesor Walicki m. innymi o bardzo niedawnym okresie pisowskich fascynacji lustracyjnych:

Ciekawe, że sama myśl o przebaczeniu uznawana była za liberalny permisywizm, a nie za głęboko chrześcijańską wartość. Również hierarchowie Kościoła głosić poczęli, że warunkiem przebaczenia jest poniesienie kary, a przynajmniej przyznanie się do winy i wyrażenie skruchy. Gdzie podziała się więc rdzennie ewangeliczna myśl o przebaczeniu bezwarunkowym i powszechnym?

Nieco dalej prof. Walicki przypomina, że idea generalnego przedawnienia i zapomnienia nie jest żadną nowinką: że na przykład już konstytucja Francji z roku 1814 wręcz zakazywała wszelkiego dochodzenia, kto był kim przed Restauracją, zaś w demokratycznej Hiszpanii niedawno nie wolno było nawet wspominać, kto był kim po czyjej stronie w wojnie domowej.

Na początek zatem – to taki mój prywatny teścik na lewicowość partii tzw. lewicowych, czy ogólniej – liberalnych obyczajowo: może by zgłosić odpowiedni projekt ustawy, choćby pod dyskusję publiczną, niekoniecznie od razu do laski marszałkowskiej? Żeby uznać na początek, że żadne czyny sprzed lat trzydziestu nikomu nijak wypominane, ani poczytywane za zasługi – nie będą? Że nie jest ważne, czy ktoś był pachołkiem sowieckim czy żołnierzem wyklętym? Że nie było zbrodnią ani zdradą paktowanie z czerwonym, ani zasługą powiewanie sztandarem ze znanym liternictwem? A potem może pójdziemy z tą inicjatywą dalej, na forum międzynarodowe?

Aha, a co z IPN? Odpowiedź jasna: zabetonować na 100 lat.

Że to indyferentyzm moralny? Że to stawianie w jednym rzędzie katów z ofiarami?

Pewno tak. Ale… I have a dream…

Reklamy

19 uwag do wpisu “W sprawie przedawnienia

  1. Z niedawnej lektury „chrześcijańskiej” (komentarz do ewangelii, o ile pamiętam) — potępia się grzech, a nie grzesznika. Problem polega na tym, że to częściej teoria niż praktyka. Albo raczej — wiele zależy od tego, kim jest grzesznik.

    (Nie żebym sie w pełni zgadzał z wpisem, bo uważam, że w jakiś sposób należy potępić dawne przestępstwa, także sądowo, o ile przyczyny polityczne uniemożliwiały wcześniejsze ukaranie, i nie ważne, czy chodzi o czasy sprzed przemian demokratycznych, czy o ucieczkę polityka w immunitet. Tyle, że tak samo nie uważam, by cokolwiek pozwalało na zawieszenie refleksji humanitarnej nad sytuacją oskarżonego. Moralne zaznaczenie nie musi oznaczać wykonania kary, ani tym bardziej wysilonego szukania pretekstów by kogoś ‚dorwać’.)

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.