Szymborska trzykrotnie zgwałcona

Obejrzałem sobie w TVN w niedzielę film Katarzyny Kolendy o Wisławie Szymborskiej. Bardzo się na to szykowałem, bo poezję Szymborskiej uwielbiam; stacja mi w tym szykowaniu się wydatnie zresztą pomogła, bo promocję film miał wyborną. Obejrzałem – i ciśnienie mi skoczyło niemal tak, jak w czasie finiszu Justyny Kowalczyk. Przepraszam za dosadność, ale myślałem, że zdechnę na miejscu. Tylko tym razem nie z emocji, a z wściekłości.

Otóż bowiem ów film (jaki on był – o tym niżej, ale to w tym wypadku niezbyt w sumie ważne)  został trzykrotnie przerwany ogromnymi porcjami w najwyższym stopniu nieapetycznych reklam, w tym jedną na jakieś 60 sekund przed końcem. Rozumiem, że stacja jest stacją komercyjną. Rozumiem, że wydała na film Kolendy masę pieniędzy: plenery w Irlandii, Sycylia, Nowy Jork… Ale czy naprawdę pieniądze trzeba robić na wszystkim? Czy wielkiej poetce w pół słowa musi przerywać durna pinda, opowiadająca dyrdymały o jakichś kosmetykach, garach, czy w ogóle nie wiadomo o czym?

Szefostwo programowe TVN wystawiło sobie fatalne świadectwo. To są – okazuje się – prostacy i dorobkiewicze, plebs intelektualny i zwykli mentalni menele. Nie mam słów: takiego braku wrażliwości i elementarnego wychowania nie widziałem od dawna. Chyba od czasu słynnego rechotu tego ponurego chama, który piastował wysokie funkcje u pisuarów.

A teraz o samym filmie. Średni on był, mianowicie. Mało się bowiem z niego nowego o poetce dowiedziałem. Że ma poczucie humoru zgoła nadzwyczajne – każdy wie. Że pisuje nie tylko mądre liryki, ale i sprośne niekiedy limeryki – takoż. Że pozostawała przez wiele lat w szczęśliwym i spełnionym nieformalnym związku – też wiadomo. Że w młodości miała zapatrywanie skrajnie lewicowe – także; tych wierszy o Wissarionowiczu cioty solidarnościowej rewolucji jej przecież nigdy nie darują. No, może nowe było to, że miała okazję ten okres swojej twórczości jawnie zlekceważyć i słusznie zbagatelizować. Kolenda nie zadała jednak Szymborskiej kilku pytań, na które odpowiedzi byłyby zapewne dla obowiązującej normy “moralno-politycznej” kłopotliwe.

Natomiast formalnie… Nie było przesadnie wspaniale. Nadużywanie tricków elektronicznych typu dzielenie ekranu, czy “picture-in-picture” – czemuż to miało mianowicie służyć, pani reżyser? I jaka właściwie była teza tego filmu?

W sumie, gdyby to było w dawnych czasach, kiedy zdarzało mi się zasiadać w różnych komisjach kolaudacyjnych, dałbym “dostatecznie z plusem”. Ale dobre i to; wolę “dostatecznie z plusem” o Szymborskiej, niż “celujący” o Michale Wiśniewskim, na przykład. I niewątpliwie lepiej idzie pani Kolendzie w roli realizatorki filmów, niż prezenterki telewizyjnej czy radiowej. Wyglądu telewizyjnego ci u niej brak, głosu radiowego i dykcji takoż. Więc niech już robi filmy.

Reklamy

18 uwag do wpisu “Szymborska trzykrotnie zgwałcona

Możliwość komentowania jest wyłączona.