Coś się wyjaśnia: burzy nie będzie

Prawdę zresztą mówiąc – specjalnie na nią nie liczyłem. Nie wydawało mi się prawdopodobne, by nastąpiła aż taka rewolucja, o której wspomnę poniżej. No i nie nastąpiła. Tomasz Wróblewski będzie nowym redaktorem naczelnym „Dziennika Gazety Prawnej”. Wróblewski zastąpi Michała Koboskę, który wraca do wydawnictwa „Axel Springer Polska”. „Dziennik” to własnie jeden z dwóch tytułów, o których „puszczałem trochę farby”; wtedy, 21 stycznia, wiedziałem, że Kobosko odchodzi. I w tym dniu najbardziej prawdopodobnym kandydatem na jego następcę był bardzo przeze mnie lubiany, a dla wielu, szczególnie z prawej strony naszej sceny politycznej ogromnie kontrowersyjny Tomasz Lis. A to by była rewolucja.

Wróblewski jest niewątpliwie dziennikarzem bardzo zdolnym (powiedziałbym: dziedzicznie zdolnym, bo to syn wspaniałego słynnego AKW z „Polityki”)  i organizatorem świetnym. Pod jego kierunkiem „Dziennik” ma szanse co najmniej zaistnienia na polskim rynku prasowym. Ale gdyby naczelnym został Lis – to by się działo! Lis jest bowiem dziennikarzem totalnym: tak samo biegłym w pisaniu tekstów gazetowych czy dużej publicystyki „książkowej”, jak wręcz urodzonym do radia czy telewizji, ze wspaniałym głosem, nienagannymi (w studiu i na wizji; poza wizją bywa podobno ostro inaczej, co mnie zresztą nie tylko nie oburza, ale wręcz budzi we mnie zazdrość, że ten facet tak potrafi…) manierami, słusznym wzrostem, tzw. dużą męską urodą i tak dalej. Różni się tym wszystkim od takiego, powiedzmy, Igora Jankego czy Zaremby, jak Gregory Peck od przeciętnego bohatera filmów klasy „C”. I cechuje go wielka wyrazistość poglądów – z pewnością nie „narodowo-katolicko-socjalistycznych” – połączona z ogromną asertywnością.

Wszystko to piszę – wyjaśniam – bez osobistej znajomości z red. Lisem. Bardzo w sumie żałuję, że to nie on dostał „Dziennik”. Pod Wróblewskim będzie to z pewnością gazeta poważna; ale nie szalona. Jest pewne, że „Dziennik” Wróblewskiego nie będzie budził mojego wstrętu takiego, jak „Rzepa” Lisieckiego; będę go czytywał, ale nie sądzę, bym go zaprenumerował. „Dziennik” Lisa – kupiłbym z zamkniętymi oczami. Byłaby niezła jazda.

Jedno jest, co obu panów łączy: obaj mają niesłychanej urody małżonki. Chapeau bas!

Reblog this post [with Zemanta]
Advertisements

One thought on “Coś się wyjaśnia: burzy nie będzie

  1. To ja przypomnę tylko sprawę, gdy w „Dzienniku” pojawił się artykuł, gdzie litery w poszczególnych wierszach układały się w hasło (OIDP) „Lisowi wała” 🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.