Nowe Ślady Pitagorasa LII

Próbuję pokazywać te gawędy również i w ten sposób.

Vodpod videos no longer available.
A przy okazji…
Czytam w „Rzepie”:
Jak obliczyć, ile minut można bezpiecznie spać na jachcie podczas samotnej żeglugi? Co wspólnego ma fotografowanie z proporcją? O zastosowaniu matematyki w życiu codziennym będą m. in. opowiadać kapitan Marta Sziłajtis-Obiegło (w wieku 23 lat samotnie opłynęła świat) i Wojtek Wieteska (fotograf, reżyser). Te prezentacje są elementem części wizerunkowej kampanii.Druga, edukacyjna część, skierowana będzie do maturzystów i polegać będzie na codziennym wyświetlaniu o godz. 18.55 w TV4 3,5-minutowych filmów, w których matematycy z Uniwersytetu Warszawskiego będą wyjaśniać różne zagadnienia tego przedmiotu, mogące się przydać w czasie matury.

Kampania potrwa do końca kwietnia. Koszty zorganizowania akcji (113 mln zł) zostaną pokryte ze środków unijnych.

Panie, panowie: osobiście zrobię to sam, za 1/10 tej sumy; i pożyję, że ho-ho. OK?

Reklamy

12 uwag do wpisu “Nowe Ślady Pitagorasa LII

  1. Za ułamek tej sumy zobowiązuje sie do zrobienia habilitacji z matematyki. Fizykę kwantową dorzucę za frico, w ramach bonusa.

    Lubię to

  2. A na próbną maturę z matematyki na poziomie rozszerzonym organizowaną rokrocznie przez CKE to już brak pieniędzy. Wstyd.

    Lubię to

  3. Szanowny Panie,

    jestem pod wrażeniem ! Mój rocznik 1949, pamiętam Pana z dawnych czasów !
    kiedy byłem chłopakiem w wieku licealnym zaczytywałem się w ksiązęczkach z serii Omega. Pamięta Pan ? To co Pan robi to Omega 45 lat później. Wspaniała rzecz.
    Pozdrawiam !

    Weramax

    Lubię to

  4. Szanowny Panie,

    jestem pod wrażeniem ! Mój rocznik 19149, pamiętam Pana z dawnych czasów !
    kiedy byłem chłopakiem w wieku licealnym zaczytywałem się w ksiązęczkach z serii Omega. Pamięta Pan ? To co Pan robi to Omega 45 lat później. Wspaniała rzecz.
    Pozdrawiam !

    Weramax

    Lubię to

  5. Oj, panie Bogdanie… Nie mówi się „5 lat czasu”. Sam Pan kiedyś o tym wspomniał… Przepraszam, że się czepiam…

    Z tymi kosztami to jednak jest przegięcie. Ostatnio gdzieś przeczytałem, że w ramach oszczędności zdejmują „Teleranek”, chociaż jeden odcinek „Teleranka” kosztuje kilkanaście tysięcy. Wychodzi na to, że za 113 mln PLN można by zrobić prawie 10000 tysięcy odcinków „Teleranka” (no, powiedzmy – kilka tysięcy). A przecież jeden odcinek „Teleranka” jest dłuższy niż 3,5 minutowy film z głową gadającą o matematyce. Gdyby emitować je tak jak dotychczas – wystarczyłoby ich na ponad 100 lat.

    Jeżeli tak się teraz gospodarzy w TVP publicznym groszem, to wcale mi nie żal tej instytucji. Żal mi tylko dorobku i zwykłych ludzi, dla których TV była jedynym kontaktem z tzw. wysoką kulturą i wsþółczesną nauką…

    Lubię to

  6. Myślę, że jeszcze koszty emisji trzeba uzwględnić TV4 raczej w ramach ‚pełnienia misji’ tego nie wyemituje. Nie wiem, jakie to pieniądze, pewnie nie za duże.
    Niestety, jest tak, że projekty pokrywane z pieniędzy unijnych mają jakieś kosmiczne budżety. I całe mnóstwo ludzi z tego dobrze żyje, nie mając tak naprawdę bezpośredniego związku z tym, czego projekt dotyczy.
    Podaje się takie przykłady, piętnuje osoby zarabiające na danych projektach a problem należałoby rozwiązać eliminując cały mechanizm sponsorowania przez UE tego typu akcji. Ale takie mówienie klasyfikowane jest od razu jako oszołomstwo.
    A obowiązujące jest cały czas hasło ‚system – tak, wypaczenia – nie!’.

    Lubię to

  7. Postanowiłem zrobić prosty kosztorys takiego przedsięwzięcia. Powiedzmy – robimy 50 odcinków po 3,5 minuty; daje to 175 minut, w zaokrągleniu 180 minut, czyli 3 godziny. Nagrywać będziemy po 25 odcinków w jednym rzucie, czyli po 1,5 godziny. Potrzeba na to – z próbą – 4,5 godziny studia (tak, tak – nie więcej, jak się towarzystwo nie opieprza) – ale powiedzmy, że hojnie zamówimy cały dzień, tj. 8 godzin. Dobre studio „gołe” kosztuje 1000 zł za godzinę; będziemy hojni damy dwa razy tyle. Czyli za dwa dni studyjne zapłacimy: 16 godzin x 2000 zł = 32 000 zł. Na dwa dni potrzebujemy: dwóch operatorów kamer (dniówka 1000 zł, hojna), oświetleniowca (dniówka 500 zł), dźwiękowca (dniówka 500 zł), realizatora wizji (dniówka bardzo hojna: 2000 zł), szef produkcji (obsługa finansowa, dokumentacja!) – 2000 dziennie. Reszta ekipy studyjnej – 2000 zł dziennie dla wszystkich; wszyscy razem za dwa dni: 16 000. Z dużym zapasem zamówmy sobie na każdy odcinek godzinę montażu elektronicznego; niech ona też kosztuje 1000 zł, co daje nam kolejne 50 000 zł. Razem już 96 tys. Scenografia może być dobierana (zastawki typowe, fotel, jakiś kominek, kwiatki); nie jest warta więcej niż 5000 zł. 50 scenariuszy – bądźmy hojni, zamówimy je u pierwszorzędnych uczonych (choć zrobiłbym to sam dużo taniej i z całą pewnością nie gorzej) – po 5000 zł, to kolejne 250 tys., razem już 348 tys. Prowadzenie – znów hojnie – po 2000 zł za odcinek = 100 000, w sumie 446 tys. Potrzebne będą plansze graficzne, powiedzmy po 5 na odcinek, więc 250 godzin pracy grafika komputerowego, 100 000 zł. Razem 546 tys. Nieprzewidziane wydatki: dopełnienie do 1 mln złotych.
    W sumie da się to – z palcem w nosie – zrobić za „dużą bańkę”; i powiem wam tyle, że gdybym z taką propozycją kosztorysu przyszedł do Macieja Szczepańskiego, to w piątej minucie rozmowy już bym nie pracował w telewizji. Biorąc 10 „baniek” firma producencka zedrze ze zleceniodawcy skórę. Sto „baniek” – i zleceniodawca wraz ze zleceniobiorcą powinni spotkać się na koszt państwa w stosownym apartamencie na Rakowieckiej i mieć jakieś 5 lat czasu na przemyślenie umowy…

    Lubię to

    • Dorzucę jeszcze popularnonaukową fantastykę w rodzaju „Przez ocean czasu”, na której wychowało się i uczyło całe pokolenie; ta choćby książka poniżej kilkuset złotych za tom na Allegro się nie pojawia. A kiedy ostatni raz wydano (z szacunkiem dla Gospodarza) Lilavati i Śladami Pitagorasa? Chyba w 1961 roku. Dzieci wychowane na Disneyowskiej papce wyrastają na dorosłych, pilnych czytelników horoskopów gazetowych.

      Lubię to

      • Z książkami Jeleńskiego tak żle jeszcze nie jest. Z bibliografii na stronie WSiP wynika, że dziewiąte wydania obu tomów rozrywek matematycznych zostały wydane w 1993r. i 1995r.
        Tyle, że (o ile pamiętam z wizyt w bibliotece szkolnej za moich podstawówkowych czasów) egzemplarze z lat sześćdziesiątych były porządniej szyte, a z Lilavati z 1992, którą dostałam jako nagrodę szkolną wypadają kartki.

        Lubię to

  8. Bogdanie, egoista przez Ciebie przemawia. Ty to zrobisz za 1/10 kwoty, ale przecież z tych 113 milionów wiele osób będzie bardzo dobrze żyć. Firma obsługująca projekt, pomysłodawca jako konsultant, znajomi, krewni… Naprawdę, nie odejmuj tym biedakom chleba od ust 😉

    Lubię to

  9. Za część tej sumy można by wznowić doskonałe książki popularnonaukowe i edukacyjne dla dzieci, jakie wydawano w PRL. I jeszcze zarobić. Ech, chyba odgrzebię starą biblioteczkę i porecenzuję te perełki. Choćby „Zerko Żeglarza” (wspaniale przemycająca matematykę w postaci przygodowych historii), czy zbiory artykułów z wydawnictwa Alfa…

    Lubię to

Możliwość komentowania jest wyłączona.