Mianownik rulez!

lingerie-advertisement[1] Pewno się czepiam. Pewno jestem upierdliwym staruszkiem. Ale mózg mnie boli, gdy słyszę, co wyprawiają nasi szpenie od reklamy z gramatyką. To znaczy tak: oni generalnie wyprawiają różne straszne rzeczy, ale chodzi mi teraz o coś absolutnie konkretnego: o konsekwentne używanie mianownika tam, gdzie jest on całkowicie bez sensu. Dla przykładu: jakiś tam kosmetyk jest “od Maybelline, New York”, albo “od Wella” (firma się właśnie nazywa Wella, nie Welll!). A przecież – jeśli się już koniecznie chce wbić klientowi do głowy nazwę firmy i nie chce użyć drugiego przypadku – można powiedzieć “od firmy Wella”….

Tak się składa, że nieźle znam ludzi z branży reklamowej, specjalnie jednego dżentelmena. Pytam więc człowieka, czy widzi błąd. – Oczywiście – powiada – widzę. Każdy widzi, kto ma ukończoną z sukcesem podstawówkę; wszyscy się z tego śmiejemy. – To dlaczego to się bez przerwy powtarza? – pytam.

– A, widzisz, to już nie od nas zależy – brzmi odpowiedź – rzecz w tym, iż klient płaci, klient wymaga, klient ma rację. Szefowie firm oraz ich marketingowcy zostali nauczeni na jakichś tam wydziałach zarządzania czy jakichś kursach – słusznie to zauważyłeś – że nabywca powinien zapamiętać nazwę marki w pierwszym przypadku. Ten zaś dodatek “od firmy”, który problem poprawności załatwia, to jakiś ułamek sekundy czasu reklamowego, za który przecież trzeba płacić. Zapewne to przyszło – jak niemal wszystko w tej dziedzinie – z USA; tyle, że gramatyka angielska jest jakby ciut od naszej inna.  No, ale ludzie, z którymi pracujemy – ci szefowie firm, ci ich specjaliści – to zazwyczaj w najlepszym wypadku inteligenci w pierwszym pokoleniu, na ogól zaś takie to świeżo dorobione i niedouczone prostactwo z głębokiej prowincji; poziom, że zęby bolą: pochlać, popieprzyć, książki nie brać do ręki. No, ale przecież agencja reklamowa nie będzie ich uczyć, ani przekonywać. Życzą sobie w reklamie biuściastą blondynę z tyłkiem na wierzchu albo Supermana z wydatną moszną – będzie; ma być nazwa w mianowniku – będzie… Kasa rządzi, misiu.

– Rozumiem – powiadam. – Ale coś mi się wydaje, że oni wydają kolosalne pieniądze cokolwiek bez sensu. Nie dość, że z językiem wyprawiacie straszne rzeczy; nie dość, że traktujecie odbiorcę jak idiotę…

– Ależ on rzeczywiście jest idiotą! – wtrąca się mój specjalista.

– …dobra, powiedzmy że jest. Ale nie słyszałem ani nie czytałem – a cokolwiek jednak czytuję – o żadnych wynikach badań, które by dowodziły, że głupie i kosztowne reklamy promują towar lepiej niż proste, inteligentne i czysto informacyjne. Po kiego zatem grzyba wyrzucać miliony na spoty realizowane w RPA, z angażowaniem klasowych reżyserów i  pierwszorzędnych aktorów, z użyciem niebywale kosztownych technik komputerowych i tak dalej?

– Ależ misiu: przecież i tak zapłaci za to nabywca w sklepie, bo te wydatki wliczy się w cenę. A jakby przyjąć twój punkt widzenia, to jutro można zamykać branżę. No i ja się za miesiąc przesiadam z jeepa cherokee w tramwaj. A szefowie firm, którzy te reklamy zamawiają, muszą nastawić się na brutalną samoobsługę seksualną, zamiast dmuchać angażowane do reklam owe biuściaste blondyny…

Reklamy

21 uwag do wpisu “Mianownik rulez!

  1. B M :

    Ale o czym to świadczy? Chyba o tym tylko, że nic na tym świecie, żadna prawda, nie ma charakteru absolutnego, a jedynie statystyczny. Nawet zdanie 2×2 = 4 może wzbudzić wątpliwości (a już jak wypowie je niejaki JK, to po prostu nie uwierzę, że jest prawdziwe…)

    1=2

    1) Nikt nie zaprzeczy, że:

    3-1=6-4

    2) Pomnóżmy to przez (-1):

    1-3=4-6

    3) Dodajmy do obu stron równania jednakowe liczby:

    1-3+9/4=4-6+9/4

    4) Obie strony równości stanowią kwadraty dwóch różnic:

    (1-3/2)2 = (2-3/2)2

    5) Z obu stron wyciągamy pierwiastek drugiego stopnia:

    1-3/2 = 2-3/2

    6) Do obu stron dodajmy tę samą liczbę 3/2:

    1=2

    😉

    Ciekawi mnie, kto się kryje za JK. 🙂

    Polubienie

    • Rozumowanie ładne, ale niestety starutkie. Jeszcze z czasów „Śladów Pitagorasa”, tych Jeleńskiego – a może nawet starsze. Swoją drogą, ciekaw jestem jak wielu naszych Czytelników wie, na czym polega psikus… A JK, to – naturalnie – Jacek K., albo Jarek K. Kumple zresztą…

      Polubienie

      • Zgadza się, Panie Bogdanie, dość stary ten sofizmacik. „Śladów Pitagorasa” nie miałem przyjemności trzymać w rękach, ale 1=2 znam akurat z „Lilavati”, tego samego autora.

        Polubienie

  2. „Rozumiem, że odmiana nicka (zwłaszcza takiego jak mój ) przez automat to nietrywialny problem”
    Czy nie można by przy rejestracji dawać do wypełnienia formularza z polami na wersje nicka w każdym przypadku?
    Zdaje mi się, że informatycy już się po prostu przyzwyczaili, że tak się robi, i nawet nie zastanawiają się nad tym, by coś zmieniać.

    Polubienie

    • Nie jest to takie proste. Na ogół korzysta się z systemów nabytych jako gotowe, z reguły – zachodnich (anglojęzycznych), w których wprowadzanie zmian w kodzie (technicznie oczywiście prościutkie) jest z uwagi na prawo autorskie i patentowe niedozwolone. Procedury występowania o zgodę – którą by się zapewne uzyskało – są zaś czasochłonne i kłopotliwe.

      Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.