„Bo my, Polacy, my lubim pomniki”…

1856421615_d42409ff22 Zacznijmy od testu ze znajomości literatury polskiej: skąd pochodzi tytułowy cytat? Kto wie – bardzo dobrze, czyli zupełnie dostatecznie, jak mawiał mój ukochany wujo-matematyk, znany nie bez podstaw w Warszawie jako “Krwawy Leon” (jedynym stopniem, który automatycznie łączył mu się z podpisem, była “bomba”; ponadto swoich trzech synów – byli jego uczniami, tak się złożyło – osobiście oblał na maturze – ale za to wychował jakąś nieprawdopodobną liczbę zwycięzców i finalistów olimpiad matematycznych, mnie zaś nauczył grać w brydża…). Kto nie wie – niech szuka stosownych informacji na końcu wpisu. Ale do rzeczy.

Polska otóż – Warszawa zaś szczególnie – jest miejscem bogatym w najbrzydsze pomniki świata. Już za czasów PRL-u było z tym niezbyt dobrze, ostatnio zaś porobiło się wręcz koszmarnie. Obok macie przykład – to ofiarowany stolicy przez Polonusów pomnik “Błękitnej Armii”, czyli Hallerczyków. Przedziwna kombinacja symbolizmu z naturalizmem, przy czym ów naturalizm jest mocno pozorny: szabli jeźdźca w rzeczywistości za Chiny nie dałoby się w ogóle wyciągnąć z pochwy, lewa przednia nóżka zaś konika kształt ma raczej dziwny. W sumie – nieludzki kicz.

Pomordowanym-na-Wschodzie_imagelarge[1] Niezłym stołecznym przykładem TFUrczości przez największe TFU jest też pomnik “Poległym i pomordowanym na Wschodzie” – z potwornie dosłowną kiczowatą patriotyczno-katolicką metaforą; moim zdaniem, jedno z najbardziej tandetnych artystycznie dział, jakie powstały po II wojnie, psujące swoim wyglądem całe otoczenie.

Poza Warszawą rozpleniły się głównie tragiczne kicze w postaci seryjnie powielanych (niekiedy zaś jeszcze ohydnie złoconych) figur Jana Pawła II. Ostatnio zaś czytaliśmy o pomyśle wręcz z piekła rodem: o rozpostartym – w zamierzeniu – na 30 hektarach (!) pomniku ofiar Katynia; ma to być ponad 20 tys. postaci, każda z dziurą w głowie… Pomysł ten, zainspirowany w umyśle jakiegoś prowincjonalnego bałwana bez wątpienia słynną chińską Terrakotową Armią, jest tak obłąkany, że aż wierzyć się nie chce, że można o nim poważnie rozprawiać.

Sprawa jest jednak głębsza niż się wydaje i nie sprowadza się do notorycznie złego gustu i braku elementarnego wykształcenia artystycznego mieszkańców ziem między Bugiem a Odrą. Na to koszmarne polskie bezguście nakłada się bowiem jeszcze nasze umiłowanie martyrologii oraz wojaczki; no i ohydna dewocja (wynikająca zresztą – w moim głębokim przekonaniu – wcale nie z potrzeby serca, ale z chęci przypodobania się Grupom Trzymającym Władzę w terenie, czyli głównie różnym Radom Parafialnym). Większość polskich pomników, pomijając te dewocyjne – zauważcie – upamiętnia nieszczęścia i tragedie. Jakoś zaś nie widzę wielu pomników Stefana Banacha, Ernesta Malinowskiego, Marii Curie czy nawet Czesława Miłosza – i z całą pewnością nie jest to przypadek. Nie jest też przypadkiem, żeśmy zafundowali sobie błyskawicznie z rozkoszą figurę Romana Dmowskiego akurat – choć paru przedwojennym (a i późniejszym) politykom chyba bardziej się takie wyróżnienie należało… Że już nie wspomnę o upamiętnieniu niejakiego Kurasia, czyli Ognia, bo jak to wspominam, to do dziś mnie cholera trzęsie.

A w ogóle, to do rangi symbolu “w tym temacie” urasta historia warszawskiej ulicy ks. Popiełuszki, czyli przemianowanej siłą – wbrew ostrym protestom mieszkańców – dawnej Stołecznej. Otóż – zapewne nie wszyscy o tym pamiętają – ta nielubiana przez starych żoliborzan do dziś nazwa… i tak jest wynikiem kompromisu. Mianowicie tuż po transformacji jakaś grupa dewotek chciała Stołeczną nazwać “Ulicą Dzieci Poczętych, Lecz Nienarodzonych”…

Swoją drogą – troszeczkę żałuję, że się tak nie stało. Bywam na tej ulicy dość często. Gdyby nosiła tę proponowaną w 1990 roku nazwę – pękałbym ze śmiechu za każdym razem. Śmiech, powiadają, to zdrowie – przy dzisiejszej naszej służbie zdrowia przydałby się starszemu panu bez wątpienia.

No i obiecane wyjaśnienie dla mniej biegłych w literaturze. Tytuł niniejszej notki jest cytatem z wiersza “Pomnik studenta”, niesłusznie dziś trochę zapomnianego wielkiego poety Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Całość wierszyka jest tutaj.

Reblog this post [with Zemanta]
Reklamy

17 uwag do wpisu “„Bo my, Polacy, my lubim pomniki”…

    • Mnie osobiście ten berliński pomnik – jako niefiguratywny, operujący odległym od tematu skojarzeniem, abstrakcyjny – dosyć się podoba. Pamiętam jednak (choć z niechęcią), że de gustibus...

      Polubienie

    • To jest bledna alternatywa, wiekszosc wybitnych politykow II RP – np. Witos, Pilsudski, Narutowicz – ma juz swoje pomniki w Warszawie

      Polubienie

    • Moraczewski. Rataj. Daszyński. Wieniawa nawet; czyż ten cudowny birbant i szwoleżer nie jest kwintesencją pewnego typu Polaka? Nawet Beck nie wzbudziłby mojego protestu, choć postać to nieco kontrowersyjna. Anders ma ulicę – czy to nie za mało? Ale – pies trącał polityków. Gdzie pomnik „łamaczy kodów” od Enigmy? Gdzie Polska Szkoła Matematyczna jako całość?

      Polubienie

      • W porządku – politycy wybitni, ale Dmowskiemu, poza tym że był nacjonalistą i antysemitą (co jest wystarczającym powodem do jego potępienia przez lewicę) nie można nic takiego zarzucić, by nie uczcić go pomnikiem. Obiektywnie patrząc to on i Piłsudski „załatwili” nam niepodległość. Piłsudski walką zbrojną, Dmowski dyplomacją.

        „Gdzie pomnik “łamaczy kodów” od Enigmy? Gdzie Polska Szkoła Matematyczna jako całość?”
        W Poznaniu, przed Zamkiem.

        Polubienie

        • Dobrze; odpuszczam Dmowskiemu, choć jego wspomniane cechy – antysemityzm i nacjonalizm – są obrzydliwe nie tylko dla lewicy, jak sądzę, ale w ogóle dla uczciwych ludzi. Ale w sumie nie o to przecież idzie; zaczęliśmy od tego, że nasze pomniki są po prostu paskudne i kiczowate. Tu jest główny problem!

          Polubienie

  1. Niestety niektóre pomniki są straszne.Cóż takiego złego uczynił Prezydent Starzyński, że wystawiono mu taką karykaturę na Placu Bankowym.A biedna karykatura Prusa schowana ze wstydu w krzakach.Chyba jedyny udany pomnik ostatnich czasów,to ten, który lepił sobie świeżo mianowany premier od Izabel.Patrz K.I.Gałczyński Dyrektor i pomnik.

    Polubienie

  2. ” Stefana Banacha, Ernesta Malinowskiego, Marii Curie czy nawet Czesława Miłosza –”
    Nie ma chyba powodu, aby stawiać pomnik Pani Curie, osobie o raczej problematycznej polskośći. Jak i Pana Miłosza.
    Pani Curie, wykształcona we Francji, tam pracująca i mężatka z Francuzem. Osoba, wg. ówczesnych norm niemoralna. Szwedzka Akademia Nauk dała jej do zrozumienia, iż oczekuje, że ona nie przyjedzie po odbiór nagrody osobiście.
    Coż, Pani Curie pokazała, gdzie ma wszystkie normy społeczne i moralne…

    Polubienie

  3. Nie chcialby pan mieszkac na ul. Poczetych-Nienarodzonych? Moze lepsza bylaby Ofiar Katynia, i ktorej niedawno czytalam? Czy moglby mnie ktos zatrudnic, abym za prawdziwe pieniadze wymyslala nazwy ulic: plac Zdrady Jaltanskiej, zaulek Antypedalski, bulwar Odnowy Moralnej, ulica Genetycznego Patrioty, Aleja Speiprzajacego Dziada – moge tak do polnocy wymyslac.

    Polubienie

    • Och, propozycje nazw ulic są przepiękne. Już wyobrażam sobie nową wersję starego skeczu Kabaretu Moralnego Niepokoju: pójdzie pan bulwarem Odnowy Moralnej, potem przejdzie przez plac Zdrady Jałtańskiej i Aleją Spieprzającego Dziada dojdzie do ulicy Genetycznego Patrioty.

      Polubienie

    • Proszę nie zapominać o historii najnowszej. Srodowiska prawdziwych Polaków z entuzjazmem powitałyby ulicę Agenta Tomka. Nagrodę od red. Sakiewicza już dostał!

      Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.