Znów Winnetou: w kwestii praw autorskich

Nie ulega kwestii, że twórcy – w każdym razie ci „poważniejsi” z pewnością – są w naszym kochanym kraju „kiszkowani”. A to wydawca książki nie płaci – zabawnych zresztą, gdy chodzi o wysokość – honorariów latami (wiem coś o tym…), a to stacja radiowa czy telewizyjna, zapraszając do udziału w programie uważa, iż robi zapraszanemu twórcy zaszczyt tak straszny, że ten nie powinien za swój występ dostać ani grosza… Nic więc dziwnego, że organizacje skupiające twórców – na przykład ZAIKS – kombinują jak mogą, by zewsząd wyciągnąć grosiki dla swych członków. Ale czasami przesadzają. A ponieważ skupiają one głównie tzw. pop-artystów, tj. rozmaitych muzykantów i tekściarzy, więc i na ich interesach się skupiają. Wychodzi czasem śmiesznie. A raczej jak w starym ruskim dowcipie o miłości z tygrysem: i śmieszno, i straszno.

Ostatnio w „Rzepie” opisano żądania organizacji twórców, dotyczące opodatkowania różnych tzw. nośników kontentu. Płyt, różnych aparatów i tak dalej – skoro bowiem nie sposób ściągnąć kasy od wydawców i rzeczywistych użytkowników utworów, to – znów zacytujmy soczysty zwrot rosyjski – pomachiwaj po wsiech. Polskie Towarzystwo Informatyczne, które ostatnio się wyraźnie aktywizuje, zareagowało głosami swoich członków; oto wybór wypowiedzi:

„Może nadszedł czas by właśnie w tych kategoriach traktować te opłaty? Coraz bardziej przypomina to działania pewnych grup, które składają niezapowiedzianą wizytę w lokalu oferując ochronę. Za pieniądze, bez prawa odmowy. Kto odmówi, ten lokalu już nie ma, albo jest w szpitalu.”

„Kupiłem w sklepie płytkę CD. Jak rozumiem, sprzedawca odpalił (zapłacił, uiścił) jakąś część ceny tej płytki odpowiedniemu stowarzyszeniu. Czy w związku z tym moja kopia (załóżmy, że posiadam nielegalnie skopiowany film)  nabiera cechy legalności? Czy tylko jestem nabierany i płacę za bezdurno?”

„Skoro najczęściej informacje mamy jednak w głowie, to możliwe byłoby wprowadzenie 50% ulgi dla tzw. „półgłówków”, a zwolnienia z haraczu dla „bezmózgowców”.”

„Myślę, że kable, gniazdka, anteny wi-fi, (itd.) też im chodzą po głowie. W końcu wiele osób mówi, że internet ma z gniazdka w ścianie albo z kabla, więc czemu nie?? A to, że część ludzi ma go „z powietrza”, daje dobrą podstawę do opodatkowania powietrza jako potencjalnego miejsca łamania praw autorskich” – „Nie wspominając już o palcach o rąk (a może też u nóg) jako potencjalnej „siły sprawczej”…”

„z gniazdkiem to jest dobry pomysł – rzeczywiście urządzenie dostępowe”

„Moim zdaniem haracz na ZAIKS to za mało. Proponuję obłożyć urządzenia sieciowe:
1. abonamentem rtv (w końcu można oglądać iptv i słuchać radia)
2. składkami ZUS (urządzenia sieciowe doprowadzają do likwidacji części miejsc pracy)”

Cóż do tego dodać, szanowni Koledzy? A no – znów: howgh!

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Znów Winnetou: w kwestii praw autorskich

  1. Żądania? Istnieje już przecież podatek od nośników i urządzeń do nagrywania, w wysokości 3% (ustawa o prawie autorskim, art. 20). Doliczenie czegoś podobnego do opłaty za dostęp do Internetu miałoby duży sens – o ile w zamian dostalibyśmy prawo do niekomercyjnego dzielenia się kulturą w Sieci.

    Oczywiście, organizacje reprezentujące „przemysł rozrywkowy” ten pomysł popierają tylko połowicznie. To znaczy – każde pieniądze zawsze chętnie wezmą.

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.