Dwa słowa w sprawie równości

LiberteEgaliteFraternite[1] …no, może ciut więcej, niż dwa. Kilka, niezbyt, jak sądzę, rozsądnych uwag do niewinnej – zdałoby się – notki pochwalnej dla doskonałej kliniki weterynaryjnej zmusza mnie do wyjaśnienia stanowiska w kilku sprawach natury rudymentarnej. Zacznę od odpowiedzi na kąśliwe – jeśli dobrze odczytuję intencje Autora – pytanie: czy wszystkie psy (w domyśle oczywiście: ich właścicieli) stać na obsługę w Klinice Małych Zwierząt.

Odpowiadam: niestety, nie. Ale to niestety odnoszę tylko do psów, nie zaś do właścicieli. Bo nigdzie nie jest powiedziane, że każdy człowiek ma prawo do posiadania psa. Wręcz uważam, że niektórym powinno to być zakazane: tym właśnie, którzy nie zdają sobie sprawy, że trzymanie w domu zwierzęcia to nie jest tylko przyjemność, ale i obowiązek. Oraz koszty.

Brutalnie mówiąc: jeśli cię nie stać na zapewnienie zwierzęciu minimum komfortu i zrobienie wszystkiego, by ono miało życie dobre, by zostało wyleczone, gdy zachoruje, by czuło, że jest potrzebne – nie bierz go do domu. Prawo do satysfakcji, jaką daje przyjaźń ze zwierzęciem (odrzucam w ogóle prawo do satysfakcji z posiadania czy panowania nad zwierzęciem – jak sądzę z wielu obserwacji, jedną z głównych motywacji ludzkich; taka satysfakcja, to coś dla mnie absolutnie obrzydliwego) nie może być w żadnym wypadku nadrzędne w stosunku do praw zwierzęcia do godziwego bytowania. A to oznacza, że jak cię nie stać – to, niestety, z tej przyjemności zrezygnuj.

Zupełnie podobnie – pewno się niektórzy oburzą – wygląda dla mnie kwestia płodzenia dzieci. Stacje telewizyjne i tabloidy co jakiś czas (dużo za często, jak na moją wytrzymałość) serwują nam rzewne reportażyki o jakiejś samotnej mamusi sześciorga dzieciątek, która rozpaczliwie woła o pomoc – i jest zarówno ona, jak i reporterzy (z tym, że ci ostatni, jak mi się wydaje głównie służbowo) przekonana, że jej się ta pomoc ze strony państwa należy. Oczywiście: nie pomoc w formie zapewnienia dzieciom profesjonalnej opieki w stosownym, przyzwoicie prowadzonym domu, ale pomoc finansowa. Bo “najważniejsza jest opieka matki”, bo “rodzina instytucja święta”…

A owe dzieciątka przywołała na świat albo tej matki nieświadomość, że można pewnym faktom skutecznie zapobiegać – albo przekonanie, że “życie jest świętym darem czyimś-tam”. Oraz nieświadomość, że – jeśli to dziecko ma mieć godziwe życie, to musi jego chów kosztować, i to zdrowo: do dojścia do pełnoletniości pewno tyle, co dwa luksusowe samochody. Więc na sześcioro dzieci może sobie pozwolić – poza człowiekiem bardzo zamożnym, i wtedy nic mi do tego – albo szaleniec, albo absolutny egoista, albo wreszcie ktoś, kto chce mnie okraść: bo niby dlaczego za jego nieświadomość, przyjemności albo przekonania ideologiczne płacić ma państwo – z moich emeryckich podatków?

Tia… Człowiek ma niezbywalne prawo do rozmnażania. Człowiek ma prawo do plomby w zębie. Człowiek ma prawo do posiadania psa…

Ale nie każdemu przysługują te prawa w równym stopniu. Każdemu przysługują na poziomie minimalnym. Nie można zabronić oczywiście ludziom płodzenia dzieci, nawet w nadmiarze; ale można im (i trzeba) ograniczyć prawo do unieszczęśliwiania tych dzieci wychowaniem w skrajnej nędzy; i proszę mi nie przywoływać przykładów szczęśliwych czternastoosobowych rodzin, gdzie wszyscy cieszą się codzienną kromką czerstwego chleba i przeżyciem – jakimś! – kolejnego roku. Wiem: takie rodziny bywają. Ale jest to statystyczna rzadkość i wybryk natury. Naturalnie: do chwalenia w mediach. Ale nie do stawiania za przykład; bo przeciętni rodzice takiej rodziny raczej szczęśliwi nie są. A czasami regulują produkcję potomstwa kiszeniem go w beczkach, prawda?

Więc tak jest z prawem do posiadania dzieci. O prawie do posiadania zwierząt i “panowania nad nimi” (to, zdaje się, cytat z Biblii…) już mówiliśmy: ludzkie prawo do przyjemności czy korzyści materialnej (w wypadku np. zwierząt roboczych czy rzeźnych) nie może mieć pierwszeństwa nad prawami tych zwierząt; w każdym razie prawo to nie jest ani powszechne, ani niczym nieograniczone.

A prawo do plomby? Cóż, ująłbym to tak: skoro wszyscy lub prawie wszyscy płacimy składki na ZUS, to prawo do bezpłatnego załatania dziury w zębie przysługuje każdemu z nas. Ale do załatania najprostszego i wtedy, kiedy przychodnia zdoła to zrobić (więc nie zaraz-natychmiast, tylko może za tydzień…) – jakimś amalgamatem, czy czymś takim. Z całą pewnością nie ma charakteru powszechnego prawo do wybielania zębów czy też ich lakierowania; za to, kochanieńki, jak chcesz to robić – musisz bulić. Zwykła proteza – ależ tak; implanty – zupełnie nie…

Więc jest oczywiste, że nie każdego stać na wszystko. Każdemu wedle jego potrzeb… Znamy to. Komunizm nie sprawdził się jednak nawet jako pomysł, już nie mówiąc o fatalnych wynikach nieudolnych i prymitywnych prób realizacji tej idei.

Równość praw powinna tedy polegać przede wszystkim na równości szans, nie na identyczności przywilejów. Każdy powinien mieć na przykład szanse na zdobycie dowolnego wykształcenia, przede wszystkim zaś ludzie zdolni. Ale człowiek wykształcony – czy w ogóle fachowiec, zwłaszcza rzadki – nie może być płatny tak samo, jak sprzątacz ulic. Nie ma na to rady. Możemy tylko dyskutować o właściwej rozpiętości dochodów; ale nie mówcie mi, że za dużo zarabia lekarz czy uczony w kraju, w którym od tego lekarza czy uczonego setki albo i tysiące razy więcej zarabia jakiś kopiący kawał nadmuchanej skóry debil. A ponieważ tak jest wszędzie, więc nie rozmawiajmy o tym w ogóle, dobrze?

Jasne, słabszym powinniśmy pomagać. Przede wszystkim jednak przez odpowiedni system podatkowy, niwelujący nierówności, i przez odpowiednie ustawienie budżetu. W którym będą środki na bezpłatne środki antykoncepcyjne dla tych, którzy wiedzą, że ze skutkami pewnych przyjemności wiązać się może określona odpowiedzialność (na stwierdzenie, że niektórym religia zabrania stosowania takich środków odpowiadam: to niech ci niektórzy zasuwają do swojego proboszcza o wsparcie, nie do mnie; podobnie bardzo do mnie przemawia hasło: nie chcesz aborcji, to jej sobie nie rób) ; na domy dziecka, przedszkola i żłobki; na elementarną opiekę lekarską i tak dalej.

No dobra. Wiem, że się wielu ze mną nie zgodzi. Mają prawo być innego zdania; ale i ja mam prawo myśleć to, co napisałem.

Reklamy

18 uwag do wpisu “Dwa słowa w sprawie równości

  1. Drogi autorze, pan jesteś lewicowiec? Więcej nam takich trzeba. Ale czy rodzinie do szczęścia potrzebny jest 50 calowy telewizor i luksusowy apartament? Czy może wystarczy być razem? Choćby o suchym chlebie, choćby w butach noszonych po drugim bracie? No i jak wiadomo nie ma większej niesprawiedliwości jak równość.

    Polubienie

  2. W tym biblijnym „panowaniu” nie chodzi o władzę dla samej władzy, lecz o odpowiedzialność.

    Co do rodzin wielodzietnych: być może – choć nie jestem o tym przekonany – zakładanie ich przez ludzi niezamożnych jest rzeczywiście błędem. Ale co winne są temu dzieci? Dlaczego one mają płacić za błędy swoich rodziców? A nie ma chyba wątpliwości co do tego, że w domu dziecka – choćby w największym dobrobycie – dziecko będzie cierpiało z powodu oddalenia od rodziny.

    No i jeśli przyjmiemy, że państwo nie powinno (z Pana podatków) wspierać rodzin wielodzietnych, to czy „równość szans” dla dzieci z takich rodzin (choćby w dziedzinie zdobywania wykształcenia, które wszak darmowe jest tylko w teorii) nie stanie się pustym sloganem?

    Polubienie

  3. @majlo

    W ogóle publiczna opieka zdrowotna jest bez sensu. Ty żyjąc zdrowo musisz płacić za leczenie osoby która wypala 2-3 paczki papierosów dziennie albo ma 40 kg nadwagi. Bezsens prawda?

    O ileż lepiej było by w społeczeństwie liberalnym gdzie każdy odpowiada za siebie. Nie masz ubezpieczenia? Zdychaj na ulicy ja mam i mam cie w ….. Masz ośmioro dzieci? No to masz bracie problem wzorem Monthy Pytthona sprzedaj część na eksperyment medyczne może wyżyjesz.

    Zastanawia mnie tylko kto będzie autorowi naprawiał kran czy wywoził śmieci? Przecie te wychuchane dzieci „atomowych” rodzin które (a jakże) skończą Uniwersytety nie będą kalały wymuskanych rączek praca fizyczną.

    Polubienie

    • A jaki jest związek antykoncepcji z leczeniem raka? Antykoncepcja niczego nie leczy.
      Niestety, obecnie w Polsce jest tak, że publiczna, darmowa-niby służba zdrowia to (poza wyjątkami, rzecz jasna) ponury żart. Stomatologia została ‚sprywatyzowana’ i działa znacznie lepiej, niż w czasach, gdy prywatnych gabinetów trzeba było szukać ze świecą w ręku. Podobnie optometria (nie mylić z okulistyką) i ginekologia (nie mylić z położnictwem – większość porodówek jest cały czas pod opieką państwa i pewnie stąd wieloletnia akcja, by ‚rodzić po ludzku’).
      Co do naprawiania kranu i wywożenia śmieci – w którejś z książek Sołżenicyna autor (jeśli dobrze pamiętam) nad dołem umieszczonym za wychodkiem zastanawiał się, kto będzie takie doły sprzątał, gdy już socjalizm zwycięży.
      Wydaje mi się, że socjalizm z założenia nastawiony jest na walkę a nie na zwycięstwo. I zawsze znajdzie się jakiś ‚wróg’ (‚kułak’, ‚badylarz’, ‚czarny’), którego się do pracy fizycznej zagoni.

      Polubienie

    • @ marchewa. Nie jest bez sensu. Można ją potraktować jako zbiorowe ubezpieczenie właśnie, za które płacimy jako społeczeństwo (pośrednio: dobrowolnie, bośmy wybrali określony ustrój), niekoniecznie sobie to uświadamiając. Byłaby bez sensu, gdyby była niczym nieograniczona, a nie jest: określa ją pewien koszyk minimum; i to własnie jest pewna ‚zdobycz cywilizacyjna’, nie żaden socjalizm.

      Poza tym – skąd sąd, że każdy skończy uniwersytet? Jak będzie miał odpowiednie predyspozycje, to może i skończy – ale przecież zdolności i talenty nie są rozdzielane przez Przyrodę „po równo”. „Wymuskania rączek” kupić nie można (to teoria, oczywiście – w praktyce różnie bywa); ale dzieci dostatecznie bogatych rodziców i tak będą miały takie rączyny, nawet jak będą skończonymi debilami…

      No a wreszcie: czy Marchewa nie zna ludzi, którzy pokończyli wyższe uczelnie, a pracują jako hydraulicy i murarze? Otóż ja znam takiego inżyniera. Nie narzeka na biedę.

      Polubienie

      • Dotowanie rodzin wielodzietnych to też jest forma zbiorowego ubezpieczenia przy takim a nie innym systemie emerytalnym. Oczywiście fajniej było by gdyby regulowano to za pomocą ulg podatkowych. Ale niezaradni a płodni obywatele pozostaną problemem i musimy coś z nim zrobić.

        Przedszkola, praca dla kobiet w domu etc.. to są świetne rozwiązania. Ale póki co wolimy prostotę becikowego które ma pono rosnąć w miarę powiększania rodziny i zasiłki dola niezaradnych.

        Polubienie

  4. Prawie pełna zgoda, tylko nie rozumiem, czemu chciałby Pan zapewniać bezpłatną – czy też „bezpłatną” – antykoncepcję. Tak samo jak nie mam życzenia oddawać części swoich pieniędzy na samotne matki sześciorga dzieci – a przynajmniej nie mam życzenia robić tego pod przymusem – tak samo nie chciałbym nikomu sponsorować antykoncepcji, zwłaszcza że ta też do najtańszych nie należy.

    Polubienie

    • Oczywiście – pełna i bezwarunkowa bezpłatność nie wchodzi w rachubę; przepraszam, że niezbyt wyraźnie to wyartykułowałem. Ale pewne dotacje na ten cel – należałoby to dokładnie policzyć – państwu się opłacą: nie będzie musiało wydawać wielokrotnie większych sum na domy dziecka, procesy, więzienia itp. Natomiast dostęp do antykoncepcji (płatny i pod nadzorem lekarza być może) powinien być powszechny, także do środków wczesnoporonnych („day after”); jak komuś to się nie zgadza z przekonaniami, to z tego po prostu nie skorzysta.

      Polubienie

      • dotacje, policzyć,… komisja, przewodniczący komisji,… zastępca,… komisja rewizyjna… komisja badająca nieprawidłowości…
        Mieliśmy ostatnio obrabiany w mediach przykład na to, jak szczelny potrafi być system refundowanych leków.
        Czy ktoś z popierających tzw panią janosikową zadeklarował, że wpłaci do NFZ chociaż część pieniędzy, które z niego ‚wyszły’?
        Naprawdę, co stoi na przeszkodzie, by ten prowokujące do wynaturzeń pomysł z częściowym refundowaniem antykoncepcji przesunąć do ‚organizacji pożytku publicznego’?
        Można by przecież utworzyć taką organizację. Osoby, które są ‚za’ refundowaniem (czyli zgadzają się na to, by za ich pieniądze ktoś mógł sobie brutalnie mówiąc pop….) przekazywałby by tej organizacji 1 czy może i 50% a organizacja by za te pieniądze kupowała to, co Pan postuluje kupować za moje pieniądze.

        Polubienie

  5. Widzę, Panie Bogdanie, że wbrew nieco kąśliwym wypowiedziom o „niemądrej” krytyce znakomitej kliniki dla psów odczytał Pan moją wypowiedź jako dotyczącą ludzi. I istotnie, była to raczej refleksja nad stanem ludzi, a nie psów, a raczej nad tym, że niektóre znane mi psy są, w kwestii zdrowia, traktowane lepiej niż niektórzy znani mi ludzie, i nie jest to ani zasługą tych psów, ani winą tych ludzi. Najlepiej byłoby, aby i jedni, i drudzy byli traktowani jak najlepiej: ja staram się zapewnić to moim (trzem) ukochanym kotom. Ale nie mogę tego powiedzieć o wszystkich kotach z mojej wsi niedaleko dużej metropolii. Serdecznie pozdrawiam, do pozdrowień dopisuje się zasypiający mi na kolanach Pręgowaty.

    Polubienie

    • Rozumiem, że nasza dyskusja jest nieantagonistyczna. Zgadzamy się, najlepiej by rzeczywiście było, by jedni i drudzy byli traktowani najlepiej; z tym, że ja uważam,że psy statystycznie (koty z pewnością także)absolutnie zasługują na lepsze traktowanie, niż wielu ludzi (przykładów na wszelki wypadek nie przytoczę, ale nikomu nie bronię domyślać się moich upodobań…).

      Polubienie

  6. Panie Bogdanie
    NIe chce Pan założyć jakiejś partii z aspiracjami do rządzenia? Program już Pan ma. Organ prasowy (internetowy) też jest. I przynajmniej jednego obywatela, który Pana popiera w tzw. całej rozciągłości :). Czyli mnie.
    Pozdrawiam

    Polubienie

    • Obawiam się, że we dwóch (plus, ewentualnie, tych kilkanaście czy kilkadziesiąt starszych pań, które być może miałyby jakieś powody, by mnie lubić) władzy nie zdobędziemy, nawet wzmocnieni moim psem. Więc chyba szkoda czasu…
      Ale propozycja pochlebna, dziękuje.

      Polubienie

      • No, doszedłbym ja oraz pewnie spora liczba czytelników. Mogę jeszcze wziąć psa brata, który co prawda mieszka w bloku, ale za blokiem ma ugory do wybiegania się.
        Co prawda, nadal trochę mało…

        Polubienie

      • panie Bogdanie poparcie polonii w szkocji panu gwarantuje, niech pan ruszy ta polsze zeby zachcialo nam sie wracac. revelsteina na prawa reke i zmienimy to bagno.

        Polubienie

  7. Miłoszu, nie ma przysłowia o M2 🙂
    Rozsądku, odpowiedzialności i pomyślunku trzeba ludzi uczyć, ale ani to medialne, ani łatwe. Zdecydowanie, wśród cenionych obecnie wartości, te plasują się na szarym końcu.

    Polubienie

  8. Co się tyczy zwierząt – a chyba zwłaszcza psów – święta prawda. Przez lata mieszkałem w bloku, gdzie jak wiadomo apartamentów trudno uświadczyć. A mimo to wiara chodowała tam dobermany, rotwailery itp. A frustracje, wynikające prawdopodbnie z zamknięcia przez 23 godziny na dobę w przysłowiowym M2, wyładowywały na niewinnych sąsiadach zamiast na kretynach-właścicielach.

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.