Początek wojny, czy tylko bitwa?

davinci Jak wiadomo, Europejski Trybunał Praw Człowieka wypowiedział się niedawno w kwestii krzyża w szkole. Wypowiedział się negatywnie, stwierdzając że znak religijny w przestrzeni publicznej może naruszać prawa ludzi, którzy tego znaku nie akceptują – bądź to dlatego, że  akceptują inne znaki i inną religię, bądź to dlatego, że nie akceptują żadnych tego typu symboli, są bowiem ateistami; a praw mniejszości w cywilizowanym świecie naruszać nie wolno. Oczywiście, mimo że sprawa nie dotyczy bezpośrednio Polski, natychmiast pojawiły się ruchy obrony krzyża i zaczął się ostry protest katolików. Myślałem, że do momentu, w którym ktoś z Polski nie wytoczy analogicznego procesu – nic więcej poza jazgotem nie nastąpi. Myliłem się.

Oto, co dziś pisze “Wyborcza” na swoim portalu:

Dyrektor jednej z lubelskich szkół prywatnych wziął sobie do serca orzeczenie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który niedawno uznał, że wieszanie krzyży w szkołach godzi w uczucia religijne ateistów i osób wyznających religię inną niż chrześcijaństwo. Adam Kalbarczyk, dyrektor Prywatnego Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącego w Lublinie chce, by krzyż wisiał tylko w tej sali, w której odbywają się hipotezy. Arcybiskup Józef Życiński jest oburzony i nazywa działanie dyrektora „happeningiem”.

– Nie zamierzam zakazywać wyrażania w szkole swoich uczuć religijnych, ale wychodzę z założenia, że religia jest prywatną sprawą. Ateiści krzyż wiszący na ścianie mogą odebrać jako wywieranie presji. A oni także mają prawo do bycia w przestrzeni publicznej, jaką jest szkoła – komentował swój pomysł dyrektor Adam Kalbarczyk. Dodał, że już wcześniej był przekonany, iż krzyże w szkołach wisieć nie powinny, a wyrok Trybunału podsunął mu sposób rozwiązania tej sprawy w jego gimnazjum i liceum, w którym ok. 20 procent uczniów zamiast na religię woli chodzić na etykę. (…)

No i teraz się zacznie na serio, jak sądzę. Dyrektor AK dostanie za swoje; będzie miał życie ciężkie, to pewne. Tym większy szacunek mu się należy. Okazał wielki hart ducha i godną podziwu odwagę cywilną. A tym, którzy zapytają z hipokryzją „o jakie tu wyrażanie presji może chodzić” powiem coś takiego: niedawno mój nie pierwszej zgoła młodości przyjaciel został przez jakieś babsko zbesztany za obrazę krzyża… w sklepie (!) – w którym właściciel wywiesił krucyfiks – bowiem nie zdjął w tym sklepie nakrycia głowy; nawiasem mówiąc, beretu. Którego nie zdejmuje się nawet przy ukłonie, jak wiadomo.

Nie będę rozwijał tematu, bo właściwie wszystkie argumenty za i przeciw już padły i jedna strona drugiej najwyraźniej nie przekona, w każdym razie na dziś. Nie muszę Czytelnikom tego blogu mówić (znacie mnie wszak!), że argumenty o podporządkowaniu mniejszości woli większości i o wyższości jakiegoś prawa naturalnego nad stanowionym – w najmniejszym stopniu do mnie nie trafiają.  I właściwie nie zamierzałem zabierać w tej sprawie głosu, bo nie lubię pisać banałów. Ale ten dzielny człowiek z Lublina musi wiedzieć, że nie jest sam. Szacun – jak mówią młodzi – panie Adamie.

Reklamy

27 myśli na temat “Początek wojny, czy tylko bitwa?

  1. Wiem! Ale wmawianie sobie i innym, że ‚tak musi być’ nie spowoduje, ze będzie lepiej. Może chociaż jeden z redaktorów przeczyta te dyskusję i przed opublikowaniem kolejnego tekstu przeczyta go dwa lub trzy razy, to już będzie sukces.

  2. Nie przekonuje mnie określenie ‚nisko opłacani studenci’.
    Jeśli ktoś nie potrafi bez błędów napisać tesktu, nie powinien być moim zdaniem studentem.

Możliwość komentowania jest wyłączona.