Nie da się uciec…

Prof. Jack W. Szostak

…przed polityczną rzeczywistością (dlaczego zdjęcie obok nie jest zdjęciem polityka – czytaj niżej). Przyznam, że chciałbym trochę jeszcze pożyć w kraju, który przez kilka choćby lat był po prostu nudny. W którym rozmawiałoby się o nowej premierze we Współczesnym, o kontrowersyjnej wystawie w „Zachęcie”, o jakimś rewelacyjnym trębaczu jazzowym i jego debiucie… Tymczasem ten kraj nie tylko nie jest nudny, ale wręcz swoją barwnością wywołuje nudności, czyli odruch wymiotny.  Zupełnie nie o to mi chodziło. Ale po kolei.

Wprawdzie tzw. afera hazardowa trwa już kilka dni, ale nic nie wskazuje, żeby miała wygasnąć. Niestety, Tusk rozgrywa ją źle. Spóźnia się. I myślę, że w sierpniu – po wizycie Kamińskiego z wiadomą informacją – powinien po prostu zażądać od niego tych materiałów operacyjnych, które obecnie CBA publikuje w swoim biuletynie codziennym, zwanym „Rzeczpospolitą” i poprosić kilka osób o spokojne złożenie dymisji, bez podawania przyczyn. Jeden mógłby odejść ze względów zdrowotnych, drugi z ważnych powodów osobistych… Koleżeństwo i kumpelstwo to piękne uczucia, ale w sytuacji zagrożenia państwa nie ma co się na to oglądać.

Oczywiście, wtedy PiS by te materiały i tak wypuścił i oskarżył Tuska o zamiatanie afery pod dywan. Na miejscu premiera przyznałbym się wówczas do takiego właśnie postępowania i umotywował je troską o spokój w państwie i tym, że nie mamy tu do czynienia z przestępstwem kryminalnym, tylko zwykłą nieobyczajnością;  w takiej sytuacji ujawnianie tajnych materiałów śledczych (bo chyba tylko zupełny idiota uwierzy, że gazeta do nich jakoś „dotarła”?) byłoby dla opinii publicznej oczywistą polityczną zagrywką Kamińskiego – a wówczas każdy by zrozumiał jego zdymisjonowanie. W sumie, też byłby smrodek, ale nie tak jadowity.

A teraz pisuary skoczą do gardeł jeszcze paru co ważniejszym politykom. Bijatyka będzie trwała. I jedyna nadzieja w tym, że inni – podobnie jak ja – mają totalnie dość Braci, i że nic im jednak nie pomoże.

Z innych ciekawostek – sprawa podpisu Pana Prezydenta pod Traktatem Lizbońskim. Coś mi się zdaje, że będzie z tym kłopot: wszak ów podpis, to wypowiedzenie lojalności Rydzykowi. Utrata poparcia moherów może być bolesna, więc Pan Prezydent będzie myślał, a myślał…

No i do kompletu – ów cud mniemany w tej tam Sokółce, czy jakoś tak. Hostia, czyli opłatek, spadła księdzu na ziemię; gdy zgodnie z przepisami kościelnymi wsadził to-to w wodę by się rozpuściło – woda zmieniła się w krwawy roztwór komórek serca jakoby. I poważne gazety zajmują się taką wiadomością! Ręce i piersi opadają. Jeśli to faktycznie komórki ludzkie – to uprzejmie proszę o śledztwo kryminalne: co się stało z resztą zwłok, z których zostały pobrane. Jeśli nie są ludzkie – co podejrzewam – to autora tego dowcipasu także należy oskarżyć o wzniecanie niepokojów publicznych; w obu przypadkach robotę ma tam prokurator. Już się za to podobno wziął; oby się nie przestraszył jakiegoś katabasa, choćby nawet we fioletach czy purpurach.

Mgr K. Adamala

No i tyle na dziś. A jakiś amerykański rodak – bo kto to może być, jeśli nazywa się  Jack W. Szostak – załapał się na Nobla z medycyny; zresztą w zespole ma ewidentną już Polkę, bardzo urodziwą p. mgr Kasię Adamalę (zob. zdjęcie). Zespołowego bo zespołowego, ale zawsze. Ciekaw jestem, czy ktoś pójdzie tropem tego nazwiska. Więcej o człowieku tutaj.

Advertisements

13 thoughts on “Nie da się uciec…

  1. O polskości p. Szostaka szukałem, oczywiście po to by na wiki wpisać i odpowiednio skategoryzować, ale oprócz lekkich tekstów typu „pradziadek przyjechał z Polski” niczego poważnego się ni doszukałem. Mam nadzieję, że z czasem ktoś laureata o to spyta (jak zdaje się rzecz miała z innym laureatem, p. Wilczkiem) i będzie można poważny przypis zrobić. Pozdr dla wikipedysty Bogmisa 😉

  2. Kompletnie Pan – jak mi się wydaje – nie rozumie pojęcia „fakt naukowy”, ani też lubianego przeze mnie rzeczywiście relatywizmu. Co mają – poza tym – nauki, nawet humanistyczne, do wierzeń? To, że potoczne rozumienie twierdzeń nauki rozmija się z rozumieniem ścisłym – nie ma nic do relacji nauka-wiara i nie stanowi o prawdziwości jednej lub drugiej strony; tym bardziej, że kategoria prawdy do wierzeń w ogóle nie jest stosowalna. Nie należy na przykład do pola zainteresowań nauki pytanie od ilu komórek w zygocie zaczyna się dusza, bo samo pojęcie „dusza” jest nienaukowe, przeto dla racjonalisty puste (czyli nic nie znaczy). I tak dalej. Wierzenia i nauka – to dwa różne, ściśle odseparowane światy; ten pierwszy mnie w ogóle nie interesuje; chyba, że jako zjawisko socjologiczne.

    1. Jak rozumiem, użył pan stwierdzenia, które cytowałem, żeby podkreślić, że niemożliwa jest przemiana fizyczna mąki w komórki serca. To jest być może (nie jestem biologiem, ani fizykiem) zgodne z *aktualnym* stanem wiedzy, ale czy to oznacza, że jest *prawdziwe*? Twierdzi pan, że wierzenia pana nie interesują, a tymczasem odnoszę wrażenie, że wierzy pan w niepodważalność pozytywistycznych teorii i „praw”, które wynikają ze stosowania zawodnej metody indukcyjnej.

  3. „Fakty naukowe nie podlegają po prostu dyskusji.” Chyba trochę się pan zagalopował … . Nie raz, nie dwa dawał pan do zrozumienia (np. w „Nowych śladach …”) że wszystko jest względne, nawet w matematyce. Więc co dopiero w naukach przyrodniczych, o humanistycznych nie wspominając.

  4. Z takimi sformułowaniami: w zasadzie zgoda. Naciskać też sobie wierzący mogą na władze w dowolnej sprawie ile chcą – jak każda grupa społeczna, byle w ramach prawa – ale i mający inne zdanie mogą je najdobitniej wyrażać. Co do in vitro – jak ktoś uznaje tę metodę za niedopuszczalną, to niech z niej nie korzysta; jak ktoś uważa zapłodnioną komórkę za człowieka, to niech sobie np. nie używa pigułki wczesnoporonnej; jego wybór, ma prawo taki wybór zrobić. Ale narzucać go innym – to już zupełnie nie. Bo nic takiego jak „prawo naturalne” i „uniwersalna moralność” nie istnieje. Światopoglądy i wynikające z nich np. zasady moralne należy oczywiście nawzajem szanować, ale jeśli „oni” chcą mnie przekonać do kreacjonizmu, albo nakazać uznanie możliwości fizycznej przemiany mąki w komórki serca – to, przepraszam, usłyszą, że bredzą; choćby ich to obrażało. Fakty naukowe nie podlegają po prostu dyskusji. Kwestionowanie tego obraża mnie (i parę milionów podobnie myślących…).

    1. Co do naciskania- nie neguje prawa innych grup do wpływu na władzę.
      W kwestii aborcji istnieje uzasadnienie dla „narzucania”: dla osoby uważającej, że życe zaczyna się od poczęcia (niekoniecznie wynawcy jakiejkolwiek religii) sytuacja wygląda tak: jeden człowiek chce zabić drugiego. I tu nawet libertarianie (podkreślę ponownie: nie tylko wierzący) wyciągają jednoznaczny wniosek: mając taki pogląd należy dążyć do tego by nie dopuścić do zabójstwa. Rozumiem, że jest to przedmiotem sporu, zresztą fatalnie prowadzonego (argumenty z wiary z jednej strony, krzykliwe demonstracje z drugiej).
      „Kreacjonizm” rozumiany dosłownie to nawet wśród wierzących idea niszowa. Proszę porównać z nauką JPII.
      Co do Sokółki to zakładając dobrą wolę Kościoła (tj. nieposługiwanie się „dyspozycyjnymi” naukowcami- wśród uczonych zapraszanych do badań niewyjaśnionych zjawisk są ateiści/agnostycy) kwestia przemiany jest akurat badana naukowo.
      Stwierdzenie, iż obraża Pana irracjonalizm w każdej formie (bo do tego należy sprowadzić ostatnie zdanie) to raczej chwyt retoryczny. Aktorzy mówiący „szkocka sztuka” zamiat „Makbet” musieliby być prawnie ścigani za znieważenie racjonalistów.

      1. Ktoś, kto decyduje się „naukowo” badać możliwość przemiany mąki w komórki serca, sam się dyskwalifikuje jako naukowiec. Z równym powodzeniem można by mówić o „naukowym” rozważaniu problemu czy Księżyc jest zrobiony z zielonego sera…

  5. Moje skromne zdanie:
    Biskupi mają prawo do pouczania katolików. Katolicy zabierają głos w sprawch publicznych. Raz mądry raz głupi. Stopien nacisku na władze publiczne uzasadniony jest być może tylko w kwestii aborcji, ew. in vitro. Te zagadnienia w katolickim systemie wartości są sprawami życia i śmierci.
    Jestem przeciwnkiem cenzury dla obu stron.
    Obraza uczuć religijnych powinna być kwestią smaku a penalizacja jej nie ma sensu. Natomiast faux pas są dla mnie:
    -wypowiedź fideisty do niewierzącego: „Jesteś ateistą, więc nie masz sumienia”, (obraza „uczuć ateistycznych”- jest nią każde stwierdzenie, że brak wiary oznacza nieznajomość prawdziwej wartości człowieczeństwa),
    -krytyka obiektów kultu przez niewierzącego (z punktu widzenia wierzącego ateista/agnostyk „nie zna się” na tym temacie).
    Resumując: światopogląd drugiej strony należy po prostu uszanować a spór warto ograniczyć do tego co wynika ze światopoglądu.

  6. Spostrzeżenia polityczne raczej ok, ale ta Sokółka: zasadniczo jest to sprawa wierzących, oczywiście nie neguję prawa ateistów/agnostyków do jej komentowania, pytam tylko jaki jest cel takich komentarzy?
    A to, co mnie poruszyło najbardziej to: „Wzniecanie niepokojów publicznych”? Litości. Mieni się Pan liberałem obyczajowym. Liberalizm obyczajowy to też wolność dla religii. Wierzący mogą zorganizować akcję kładzenia się krzyżem w swoich ogródkach lub noszenia na czołach pasek z Gwiazdą Dawida lub Półksiężycem (oczywiście nie przez osoby innej wiary a przez „swoich”). Niewierzący mają prawo to skomentować i nic poza tym.

    1. Cel? Oczywisty: zapobieganie szerzeniu bredni. Ciekawe, dlaczego niektórzy rozumieją tolerancję jako uznanie prawa do pouczania całego społeczeństwa przez np. biskupów, natomiast nie dopuszczają możliwości stwierdzenia, że te pouczenia są niekiedy kretyńskie. Wielki krzyk zawsze o „naruszenie uczuć religijnych”, a jak jeden z drugim katabas gada głupoty, to nie narusza to przypadkiem moich uczuć ateistycznych, które są równie dobre jak WC? Rozum i moją inteligencję wolno obrażać, a majaków pani Malinowskiej już nie?

  7. Fakt, mści się brak decyzji. Ja wiem- chce „wyważonej”- tyle, ze w tym przypadku- czas jego wrogiem

    ps. jeśli chodzi o Sokółkę- komórki macierzyste?

Możliwość komentowania jest wyłączona.