Cyrk na Woronicza

Obserwując to, co się dzieje od pewnego czasu w publicznej telewizji, zaczynam pomału dostawać małpiego rozumu. Z jednej strony SLD  – czy koła doń zbliżone – w sojuszu z Kaczorami; z drugiej – Platforma w niezaprzeczalnym już po dniu dzisiejszym związku z Giertychem i jego Wszawymi. Tego się w zasadzie nie da pojąć; jedynym racjonalnym wytłumaczeniem jest to, że absolutnie nikomu z nich nie chodzi o nic, poza władzą w tej idiotycznej wieży Babel. No i to by się dało od bidy zrozumieć, gdyby owa władza – jak dowodzi historia – nie była politycznie samobójcza: kto rządzi na Woronicza, przegrywa przecież nieuchronnie najbliższe wybory. Jeśli tego nie widzą – to są albo skończonymi durniami, albo walczą wyłącznie o posady dla szwagrów, kochanek itp. W obie te ewentualności jakoś nie mogę uwierzyć, to zaś oznacza, że znalazłem się w domu wariatów. Nie ma w tym wszystkim cienia racjonalności.

Advertisements

6 myśli na temat “Cyrk na Woronicza

  1. Tylko że tych różnic programowych i tak większość wyborców nie zna, tylko głosują „wedle telewizora”. Ciekawe, ilu wyborców przed pójściem do lokalu wyborczego siada z programami partii kandydujących i (już nawet nie mówię o dokładnym studiowaniu) czyta i się nad tym zastanawia? 1, 2 proc.?

  2. Racjonalnosc jest, jesli sobie uswiadomic, ze partie polityczne to tak naprawde zwiazki zawodowe majace zagwarantowac dobrze platne zatrudnienie czlonkom. Niewielkie w gruncie rzeczy roznice programowe sa wyolbrzymiane w okresie wyborow.

  3. Ja już bym prędzej zapuścił zasłonę miłosierdzia na obecną koalicję i opozycję. Korwin potrafi pleść bzdury (gdzie on chce dzisiaj upchać monarchię?), ale gada też do rzeczy, choć mówcą raczej wielkim nie jest.

  4. Przeprosili i wycofali się. A „narzędzie walki politycznej” z telewizji to takie, że – co udowodniono badaniami socjologiczno-psychologicznymi – może ona nieznacznie wzmocnić już wyznawane poglądy widzów, nigdy zaś je zmienić. Więc prawicowa telewizja lewicy na swoją stronę nie przeciągnie – i odwrotnie. Konfesyjna nie zachęci ludzi do religii, ateistyczna – nie zniechęci wierzących. To po co ten cały cyrk? Tylko po kasę, tak czy inaczej. Co do poglądów Mikkego… spuśćmy na przemyślenia mojego byłego studenta zasłonę miłosierdzia. Matematykiem też był kiepskim.

    1. Telewizja może też – gdy jest w rękach PiS – zbywać milczeniem afery, w których maczali palce członkowie tej partii, szeroko za to informować widzów o przekrętach ludzi Platformy. Gdy jest w rękach PO – będzie dokładnie odwrotnie; w obu za to przypadkach szczególnie eksponowane będą szwindle osób związanych z lewicą. A to właśnie na podstawie takich przesłanek podejmuje decyzje wyborcze poważna część elektoratu. Zbyt poważna, by można było sobie darować próbę jej pozyskania.

  5. Będę się czepiał jednego zdania: „(…) kto rządzi na Woronicza, przegrywa przecież nieuchronnie najbliższe wybory„. Równie dobrze można powiedzieć, że wybory nieuchronnie przegrywa w Polsce ten, kto… wygrał poprzednie. I chyba będzie to nawet bliższe prawdy, bo jak dotąd ani jedna rządząca III RP ekipa nie zdołała ponownie przekonać do siebie wyborców. A ci przecież nie rozczarowali by się do rządzącej partii, gdyby ta wcześniej… nie wygrała wyborów! Logiczne, prawda? Idąc tym torem, doszlibyśmy do wniosku, że najbardziej samobójcza jest nie władza w telewizji, lecz władza w ogóle.

    Jest trochę racji w twierdzeniu JKM, że (cytuję z pamięci) „gdyby Hitler miał do dyspozycji telewizję, Niemcy do dziś nie wiedzieliby, że przegrali wojnę„. Nie tylko więc o „o posady dla szwagrów, kochanek itp.” chodzi uczestnikom walki, lecz o przydatne w walce politycznej narzędzie.

    I jeszcze pytanie niezwiązane z tematem notki. Czy bohaterowie notki z 24 lipca br. przeprosili?

Możliwość komentowania jest wyłączona.