Kasting i kilka rad

Dziś: ani słowa o polityce. Znowu obejrzałem sobie uliczny kasting do jakiejś głupawej telewizji. Cyrk! Ale nie o nim będzie, tylko o wyglądzie ludzi, którzy do owego konkursu – bodajże na prezentera czegoś-tam – stawali.  Jedna rozpacz. Jak mówi pewna moja znajoma: wziąć to wszystko i od razu uśpić, żeby nie psuło krajobrazu. Jakieś przerośnięte punki z czerwonymi irokezami, jakieś karczyste drechy, jakieś tłuste babska z opadającymi portkami… Ludzie kochane: ja wiem, że was nie miał kto nauczyć jak się ubrać i jak się zachowywać, a też byśta chcieli być jakąś Angeliną Jolie albo Bradem Pittem. Ale nie będzieta. Ale możeta wyglądać choć trochę człekokształtnie, tylko zapamiętajta parę rad:

Dla chłopaków i nieco starszych chłopów, jadąc od dołu:

  • Zakazuje się kategorycznie noszenia skarpetek do sandałów i obuwia sportowego. Zaleca się nienoszenie również skarpetek do mokasynów miękkich. Do obuwia skórzanego nosimy skarpetki zawsze, ale nigdy białe, nigdy frotte i wyłącznie podkolanówki: jak się podciągnie spodzień – nie ma prawa być widać gołej nogi, nawet centymetra, fuj! Buty skórzane mają być przed wyjściem z domu czyszczone, przynajmniej 10 minut!
  • Zakazuje się noszenia w mieście spodni (specjalnie bojówek) typu 3/4: ohydnie skracają nogę; że zaś większość z was to kurduple, więc wyglądacie w nich jak jamniki. Wiem, że nosi takie Jack Nicholson: no i wygląda jak własny szofer. W dodatku z tym kałdunem jak szofer w ciąży. Czyli rozpacz.
  • Zakazuje się noszenia w mieście dresu, pod karą batożenia zaś zakazuje się noszenia na ulicy majtek treningowych; takowe w zestawie z adidasami i białą skarpetką znamionują niechybnie rasowego chama. Tego typu indywidua mogą startować wyłącznie w kastingach na ciecia, ale też nie zalecam, szanse niewielkie.
  • Zakazuje się pokazywania na ulicy gołych grubych owłosionych i krzywych łyd. Czy wy lustra nie macie? Ma to metr sześćdziesiąt, brzuch jak rozdętą gruchę, i jeszcze te łydy… Okropność wymiotna.
  • Dżentelmenom o objętości w pasie ponad 90 cm (jeśli nie mają w klacie 140 cm i wzrostu w granicach 190 cm) nie zaleca się noszenia koszuli – specjalnie typu T-shirtwpuszczanej w spodnie. Tylko na wierzch! Zaleca się również w takim wypadku użycie luźnej marynarki, niezapiętej; a jeśli już musicie, to pamiętajcie: trzyguzikowa zapina się tylko na guzik środkowy, każda inna musi mieć dolny guzik odpięty. Nie ma inaczej!
  • Zakazuje się – na szczęście, to podobno całkiem niemodne – noszenia spodni, nadmiernie uwydatniających tzw. męskość. Pamiętajcie: ta sama moja znajoma mówiła nie jest ważne, czy jest duży – ważne, żeby był wariat; a tego przez spodnie nie widać!
  • Zakazuje się czarnych garniturów, a już łączenie ich z butem innego niż czarny koloru ma być podobno (i wreszcie słusznie) niebawem ścigane przez IPN jako typowa zbrodnia stalinowska.
  • Zalecenie uniwersalne: pamiętaj, co kiedyś powiedział książę Walii, gdy mu ktoś pogratulował świetnego garnituru skoro zwrócił pana uwagę, to nie jest świetny. Prawdziwa elegancja musi być niedostrzegalna. Więc żadnych wściekłych kolorów, żadnych wzorów, minimum ozdób. Nic ze złota! Żadnych zegarków za 25 tysięcy demonstrowanych z pozorną nonszalancją! Zalecam – na rozmowy oficjalne typu kasting, spotkanie biznesowe, (prywatnie dopuszczalne jest niemal wszystko – ale tylko między ludźmi o podobnych upodobaniach i z podobnej warstwy społecznej!) i tak dalej: szarawy płócienny garnitur, dobra markowa koszula, płócienne markowe buty; żadnego wyżelowanego łba, żadnych łańcuchów na szyi, żadnego piercingu.

Panienki oraz – zwłaszcza – panie

  • Zakazuje się noszenia dekoltów pępkowych osobom, które mają w pasie więcej niż 70 cm. W szczególności jak ci, kochana, wiszą fałdy skóry nad portkami, albo brzuch sterczy (wyjaśniam: sterczy, jeśli nie jest całkowicie płaski) to po pierwsze przestań tyle żreć, po drugie za Boga tego nie pokazuj; bo się zrzygam, a i wielu innych też! Tłusty, wylewający się brzuch – ohyda.
  • Zakazuje się noszenia spódnic typu fru-fru, z falbankami, pierdułkami, bombkami i tak dalej. Nie zaleca się chodzenia z gołymi nogami, chyba że nie mają końca aż do pachy i są cudownie zadbane; więc na wszelki wypadek, bo większość z was nie ma za grosz samokrytycyzmu – także latem: rajstopy, kochanie!
  • Zakazuje się noszenia zbyt małych biustonoszy, szczególnie tych, co przecinają wyraźnie biust w połowie. Paskudztwo! Takie samo paskudztwo: baba bez biustonosza, z majtającymi się tymi, no… w okolicach pasa; jak ci, kotku, nie sterczą porządnie samoistnie, to ich nie puszczaj luzem. Dobranie biustonosza do sylwetki – to sztuka; jak ktoś nie umie, musi się przygotować na wizytę u specjalistki i szycie tej części garderoby na specjalne zamówienie (w Warszawie jest podobno jedna, która robi cuda), ale to kosztuje majątek, uprzedzam.
  • Zakazuje się piercingu. Małolaty z kolczykami wszędzie – niech przyjmą do wiadomości, że są przerażające i rzygotliwe. Starsze z piercingiem niech zrozumieją, że się tragicznie ośmieszają!
  • Łba nie malować na jaskrawości! To robi wrażenie wyłącznie w Kaczej Wólce, w dodatku Dolnej – bo Górna już z tego gówna wyrosła!
  • Nie nosić cycków na wierzchu, zwłaszcza tych powyżej dwójki: taka wystawiona mleczarnia jest całkowicie nie miejscu, specjalnie w kontaktach służbowych i choćby trochę oficjalnych!
  • Nie więcej, niż jeden pierścionek na jednej dłoni; najlepiej w ogóle tylko jeden, jeśli już!
  • Nie używać tipsów: ohyda!
  • Jak najmniej obcisłości i dopasowań! Jak masz minimum 170 cm wzrostu i ważysz przy tym nie więcej, niż 60 kg, ale i nie mniej niż 52 (jestem tolerancyjny!) – możesz sobie na to i owo pozwolić; w przeciwnym wypadku uważaj, uważaj, i jeszcze raz uważaj: lepiej nie staraj się rzucać w oczy, bo będzie źle!
  • Widziałem też jedną taką, która mogłaby z powodzeniem walczyć o tytuł miss Auschwitz. Ciężarówka mogłaby jej przejechać między krzywymi udami, a gołe miała aż do wzgórka łonowego niemal; biustu zero, łeb model trupia czaszka – a była najwyraźniej z siebie bardzo zadowolona…
  • Zalecenie uniwersalne: nie wiesz jak, załóż spokojne dżinsy i luźną szarawą bluzkę, nie krzykliwą. Włosy umyj (zdumiewająca liczba pań demonstruje ohydne tłuste strąki – nie wiadomo czemu ufarbowane; czy one myślą, że jak sobie pieprzną jakąś rudość, to nie widać brudu?)
  • I, kochane panie, błagam was: nie obnoście się tak triumfalnie z ciążami. Uwierzcie mi, to wygląda dość okropnie.

No i to by było mniej więcej na tyle, gdy chodzi o refleksje po kastingu. Ogólna jest taka: okropnie rzadko patrzymy w lustro. Zgoła niezwykle i bez uzasadnienia jesteśmy z siebie zadowoleni. A jak mawiał mój ukochany przyjaciel: z taką odwagą i taką samooceną, to boso po polu minowym za…ać, nie do telewizji się pchać…

Reklamy

20 myśli na temat “Kasting i kilka rad

    1. A to jeszcze inna sprawa. To, o czym pisałem – to kwestia estetyki i pewnego, powtarzam, kodu obyczajowego. Tu mamy problem prawa do demonstracji religijnej. Moje osobiste – wiem, że kontrowersyjne dla wielu – zdanie jest takie: żadnych utensyliów religijnych w konstytucyjnie świeckim państwie publicznie, obojętne – muzułmańskich, żydowskich czy chrześcijańskich. Żadnych więc burek, kwefów, łańcuszków, jarmułek i krzyżyków. Dopuszczalne są – powtarzam, moim zdaniem – tylko w miejscach kultu i lokalach prywatnych. Chyba, że są elementem swoistego munduru służbowego i związane z oficjalnie pełnioną funkcją (sutanna, habit zakonny).

Możliwość komentowania jest wyłączona.