Pani O

olejowaNiestety, będę nieelegancki wobec kobiety. Otóż muszę wreszcie powiedzieć wyraźnie, że dziennikarstwo pani Moniki Olejnik – ani, co gorsza,  sama pani Olejnik jako postać – nie odpowiada mi w najmniejszym stopniu. Zacznę od tego, czego – ponoć – nie powinno się kobiecie wypominać, czyli od wieku. Pani Monika nie jest już bynajmniej kobietą młodą, stylizuje się zaś na tzw. podfruwaję (niektórzy mówią „seksówę”) , co zaczyna już być żałosne; pomarszczona babcia w miniówie jest to widok dość nieestetyczny i w telewizji – jak sądzę – niestosowny. Ale to najmniejszy defekt.

Dużo poważniejszy defekt, to styl uprawianego przez panią Monikę dziennikarstwa, czy raczej ulubionego jej gatunku – wywiadu na żywo. Ma to być w założeniu dziennikarstwo agresywne, wywiad drążący i wydobywający z rozmówcy to, czego niezbyt chce on powiedzieć; ale, na wszystkie bogi, czy to musi być robione w tak nachalny i pełny złego wychowania sposób? Pani Olejnik, agresywnie przerywając rozmówcy wypowiedź, nie steruje wcale wywiadem w założonym kierunku (jak sądzi ona sama, czy też jej wielbiciele i szefowie), ale jest po prostu niegrzeczna i nietaktowna; przy okazji sprawia zaś wrażenie, że odpowiedzi partnera nie interesują jej w najmniejszym stopniu: ona ma swoją tezę, swoje wie, i co jej tam jakiś profesor, polityk czy biznesmen będzie tu zawracał głowę. Co gorsza, owo swoje zdanie i sympatię – czy częściej antypatię – dziennikarka ujawnia w sposób, który zaprzecza elementarnym zasadom sztuki dziennikarskiej. W sumie jest to kwintesencja braku kindersztuby połączona z tzw. ewidentnym wywaleniem we łbie.

Doskonale to wyszło w niedawnej rozmowie pani „redaktor” z Aleksandrem Gudzowatym. Biznesmen zapowiedział, że nigdy więcej rozmawiać z p. Olejnik nie będzie; i, prawdę mówiąc, dziwię się łagodności jego reakcji. Rozmowa była bowiem taka, że ja na jego miejscu już w piątej minucie bez wątpienia rozdarłbym mordę i powiedział co o niej myślę słowami daleko mniej łagodnymi. No, ale ja nie muszę już – na szczęście – dbać o swój wizerunek…

Zastanawiam się, dlaczego p. Olejnik zbiera wszystkie możliwe nagrody i jest wyraźnie hołubiona przez kierownictwa wszelkich mediów. Pewno chodzi o to, że jej pyskówy nadganiają nadawcom oglądalność: prymitywny i chamski statystyczny widz lubi, jak ktoś w jego imieniu robi z jakiejś prominentnej osoby idiotę, albo po prostu ją w chamski sposób flekuje. A co: myśli taki jeden z drugim, że jak mu się w życiu udało, to już nie można mu dokopać?

Bardzo to w sumie polskie. Czyli obrzydliwe.

Reklamy

21 uwag do wpisu “Pani O

  1. tak troszeczkę na marginesie głównego wątku…a jakie to „wszelkie możliwe” nagrody Monika Olejnik dostała ostatnio ?

    Polubienie

  2. Podpisuję się pod tym tekstem obiema rękami. „Zjawisko” opisywałem kiedyś u siebie, tyle że mniej delikatnie. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wielokrotnie nagradzana i hołubiona Olejnik stała się wzorem dla młodych dziennikarek. Ten styl wściekłej suki, wiecznie złej i nie dającej się pogłaskać, starają się naśladować (ze zmiennym szczęściem) młode dziennikarki tvn24. Najbliższa wzorca jest Pochanke, zwłaszcza w wywiadach z Kwaśniewskim, najmniej Anita Werner, która z kolei dodaje sobie powagi kamienną maską, ale to jest do zniesienia, a nawet zabawne.
    Pozdrawiam

    Polubienie

  3. Przy okazji: lata temu uczyłem podstaw tego zawodu (telewizyjnego) w pewnej uczelni. No i tłumaczyłem jednej panience, że jeśli chce mieć dobry kadr rozmówcy z ulicy (chodziło o szybki wywiad uliczny) i czysty dźwięk, to powinna poprosić operatora kamery, by położył jej „lufę” – czyli tubę obiektywu – na ramieniu; wówczas obraz „będzie chodził” za reporterem. Panienka zaprotestowała: ale przecież mnie wówczas nie będzie widać…

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.