1 września

Z szalenie mieszanymi uczuciami kończę oglądanie i słuchanie sprawozdań z przebiegu 70 rocznicy wybuchu II wojny światowej. Z jednej strony z pełnym przekonaniem wielokrotnie mówiłem, że nic a nic mnie nie obchodzi kto i czym rżnął mojego dziadka, ani kogo i czym rżnął mój dziadek, bowiem dziadkowie ci od dawna są w piachu i nie ma to wszystko razem znaczenia większego, niż – powiedzmy – ewentualny syf Bolesława Chrobrego. Podtrzymuję to stanowisko. Ale dostrzegam też pewne niuanse. Oto siwiutki ruski generał mówi na konferencji prasowej w Moskwie o dokonaniach ichniego wywiadu „nasz wywiad miał dobrą penetrację przedwojennej Polski” – i otóż nie obchodzi mnie: prawda to, czy też nie. Ale to „nasz” jest szalenie znamienne. Nie „radziecki”, „komunistyczny”, czy „stalinowski”; nasz.

W tym kontekście głębokiego sensu nabierają słowa  osoby, którą uważam za polityka Nr 1 Europy, czyli Angeli Merkel. Nie grzeszy ona urodą (brak jej na przykład kompletnie szyi), jest zaprzeczeniem seksu – ale lubię ją cholernie. To świetna baba. O lata świetlne przed całą polską „klasą polityczną”, bez wyjątków. Lata świetlne także przed rozmaitymi Sarkozymi, Berlusconimi i innymi tego typu celebrytami. Mądra, wykształcona, dyplomatycznie bezbłędna. Otóż ona nie „pomyli” się w ten sposób nigdy: u niej bez wątpienia byłaby mowa o wywiadzie „hitlerowskim” czy „nazistowskim”. Nigdy o naszym.

Używając tego – z pozoru niewinnego – słowa rosyjski generał udowodnił, że uważa dzisiejszą Rosję za kontynuatorkę ZSRR. Pewno także za kontynuatorkę Piotra I i Iwana Groźnego…

I nie chodzi o to, że to błąd. Można na to patrzeć tak jak on – można tak jak ja. Błędu logicznego nie ma w obu wypadkach. Tylko on mówi w ten sposób, że dla niego ta historia z rżnięciem dziadków przez dziadków ma znaczenie. I dlatego – twierdzę – on należy w gruncie rzeczy nawet nie do XX, ale do XIX stulecia. A my mamy obecnie wiek XXI.

I najwyższa pora zacząć się oglądać na wiek XXII. Daję wam słowo starego człowieka: on jest cholernie blisko. To chwila tylko. Najwyższa pora przestać się oglądać za siebie. Pomyśleć nie o dziadkach, ani nawet ojcach – tylko o wnukach. A może nawet o wnukach wnuków. Przestać się dąsać, zacząć budować. I, przede wszystkim, myśleć. Wyłączyć te idiotyczne emocje.

Reklamy

11 uwag do wpisu “1 września

  1. Nieporozumienie polega na różnym rozumieniu słowa „państwo”, utożsamianiu go z ojczyzną lub krajem. Otóż państwo, ojczyzna, kraj – to zupełnie różne pojęcia. Państwo – to niemal wyłącznie system ustrojowy (głównie: prawna istota konstytucji, ale nie tylko), aparat władzy i sposób jej sprawowania – i te w II RP, PRL i III RP były całkowicie różne; to nie jest w żadnym razie to samo państwo. Moja ojczyzna, czy mój kraj miały różne formy swojej państwowości; jedne mi się podobają bardziej, inne mniej; jedne są w jakimś tam stopniu moje – inne wcale nie. Z samego faktu, że żyję tu i teraz nie wynika żaden obowiązek akceptacji tego, co się tu dzieje (albo działo); z samego faktu urodzenia w tym kraju nie wynika w ogóle żaden obowiązek (poza pewnymi konsekwencjami prawnymi, ale to inna historia) „miłości do ziemi” (brrr) czy „narodu” (brrr… brrr).

    Polubienie

  2. Chciałem już sam napisać, ale podpisuję się tylko pod komentarzem Teodory. To nasze przedwojenne (nie „burżuazyjne”) państwo dokonało np. rozbioru Ukrainy w pokoju ryskim, rozbioru Litwy i rozbioru Czechosłowacji. Nic tu teraz po przeprosinach i wytykaniu sobie. Wiemy o tym, i koniec pieśni. Zająć się wreszcie tym XXI wiekiem, bo inaczej on się nami zajmie.

    Polubienie

    • To trudna sprawa i samego mnie trochę gniecie. Nie czulibyście jakiegoś fałszu, gdyby szef dzisiejszego polskiego wywiadu mówił, że nasz agent Zacharski wykradł Amerykanom jakieś tam ważne plany? A nie pęklibyście ze śmiechu, gdyby eksszef SB mówił z dumą, że nasz kontrwywiad właśnie zdemaskował współpracowników radzieckich służb specjalnych z 1968 roku? Kraj jest ten sam; państwo zupełnie nie. Zauważcie, że ja nie oceniam; stwierdzam tylko fakt istnienia różnicy. PRL nie był tym samym państwem co II RP, III RP nie jest ani tym samym co II RP, ani tym samym co PRL. Przechodziły w siebie nawzajem w sposób na ogół mniej lub bardziej ciągły; ale są w istocie swej całkiem różne. Nie ma powodu mówić, że „nasze” służby specjalne wyrywały komuś paznokcie w latach czterdziestych. I tak dalej. Warto jednak wprowadzać te rozróżnienia, bo inaczej łatwo popaść w schizofrenię.

      Polubienie

      • Zgadzam się, II RP, PRL i III RP bardzo się od siebie różnią, ale to były (są) kolejne etapy trwania mojej ojczyzny, państwa, którego jestem obywatelką.
        Dla szefa dzisiejszego wywiadu Zacharski to nie „nasz” agent, ale dla osoby będącej,jak ja, „tylko” obywatelem RP wręcz przeciwnie.

        Polubienie

  3. A czy uważa Pan również, że dokonania sprzed 4.06.1989 to nie były dokonania naszego państwa, że w meczu Górnik Zabrze – AS Roma to nie nasza drużyna pokonała przeciwnika, że odbudowy wyniszczonego wojną kraju dokonało nasze społeczeństwo? Czy nie obawia się Pan, że Jego rozumowanie jest niebezpiecznie bliskie tworzeniu >>czarnej dziury<< z okresu PRL?

    Wydaje mi się, że należy zachować pamięć , choć jestem przeciwniczką pamiętliwości .

    Pozdrawiam, T.

    Polubienie

  4. Wszystko z biegiem czasu jakos sie klajstruje, goi, zabliźnia – ale „politycy” typu naszego prezydenta z masochistycznym upodobaniem zwrywają strupa. Żeby ropiało i truło.
    Znakomite podsumowanie celebry daje p. Jacek Pałasiński w ‚Studiu Opinii”.
    Nic dodac, nic ująć.

    Polubienie

  5. Nietaktem jest również ocenianie urody polityka (jako żeńskiej osoby?) Ważne, że ma mózg, szyja w jej fachu nie jest konieczna 😉

    Polubienie

    • Nie czuję nietaktu. Jeśli mogę napisać o Sarkozym, że kurdupel (bo jest!), to niby czemu nie pisać o Merkel, że nie ma szyi? Wszak nie ma!

      Polubienie

  6. Bogdanie,

    Zgadzam się z Tobą, że należy wyłączyć idiotyczne emocje. Sęk w tym, że to są w stanie zrobić tylko ludzie mądrzy, zdający sobie sprawę z przemijania wydarzeń i ich coraz mniejszego znaczenia. Większość polityków to skretyniali celebryci, którym brak mądrości życiowej oraz wiedzy i wykształcenia. Tego ostatniego nie mylić ze studiami, politycy przecież miewają nawet tytuły profesorskie.
    Po prostu najłatwiej jest grać na emocjach, bo demos zawsze żywo reaguje na podbijanie narodowego bębenka. A i im samym pewnie też dużą satysfakcję sprawia możliwość publicznego plecenia bzdur. Wszak po każdej mowie mogą zasiąść na stolcu z dumnym „ale im pokazałem”. Szkoda, że na ogół pokazywana jest goła d…

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.