Tarski. Czytać!

Alfred Tarski

Alfred Tarski

Skończyłem właśnie czytanie wspaniałej książki małżeństwa Fefermanów o Alfredzie Tarskim. Wszystkim polecam! A oto dlaczego:

  • Po pierwsze, nazwisko Tarskiego jest chyba jeszcze mniej znane w Polsce, niż nazwisko Banach; a obaj byli matematykami genialnymi (choć Banach zajmował się „prawdziwą” matematyką, a Tarski tą częścią matematyki, która nosi nazwę logiki). Tymczasem kulturalny i w miarę wykształcony obywatel naszego kraju oba te nazwiska powinien znać tak samo dobrze, jak Kościuszki, Mickiewicza, Chopina, Kopernika czy JPII. Albo lepiej. W końcu Tarski zdefiniował prawdę (choć tylko dla języków sformalizowanych…).
  • Po drugie, książka jest napisana świetnie. Czytałem wiele biografii sławnych ludzi (lubię takie lektury), w których autor podchodzi do swego bohatera na klęczkach, starannie tuszując wszelkie jego słabości i – przy okazji – pozbawiając go wszelkiego człowieczeństwa. Tu – nic takiego. Genialny polsko-żydowsko-amerykański matematyk jawi się nam jako postać pełnokrwista, nie unikająca żadnych uciech życiowych, trudna w pożyciu, czasami nawet okropna.

Bardzo interesujący tekst prof. Jana Woleńskiego o Tarskim i wspominanej książce jest tutaj. Od siebie dodam jeszcze, że dla mnie specjalnie ciekawe było to, że wiele postaci występujących na jej kartach znałem doskonale osobiście. W szczególności zięcia Tarskiego, Andrzeja Ehrenfeuchta, z którym w trakcie studiów miałem ćwiczenia z algebry wyższej – i poznałem go jako świetnego dydaktyka, niezawodnego kolegę i człowieka o niesamowitym poczuciu humoru. Był namiętnym brydżystą; ja wówczas także. Kiedyś w jednej z sal ćwiczeniowych graliśmy akurat roberka, gdy weszła inna z postaci występujących w biografii Tarskiego, profesor Wanda Szmielew. Spojrzała na nas z niechęcią i powiedziała: – Panowie, nie mam pojęcia, co wy widzicie w tym brydżu: raz zagrałam, zrobiłam szlemika i uznałam problem za rozwiązany…

Potwierdzam przy tym zdanie Fefermanów: Szmielew – gdy ją poznałem, miała koło czterdziestki – była zniewalająco piękna. Absolutnie nie dziwię się Tarskiemu, że zajmował się nią bardzo intensywnie nie tylko jako promotor jej doktoratu…

I nie tylko w sprawach naukowych odniósł sukces. Jak i w wypadku licznych innych pań, co z uznaniem podkreślam.

A Ehrenfeucht zasłużył sobie na żartobliwy wierszyk taki:

Nie wszyscy o tym wiedzą,
Andrzej Ehrenfeucht
Przy brydżu stale siedząc
już dostał hemoroid

Ha, wierszyk – jak wierszyk. Ciekawostką jest to, że stanowił on eleganckie podsumowanie historii pewnego problemu, za rozwiązanie którego była przez kilka miesięcy wyznaczona nagroda w postaci tabliczki czekolady. Problem polegał na znalezieniu… rymu do dość skomplikowanego fonetycznie nazwiska Andrzeja. Wygrał ów konkurs dzisiejszy profesor, świetny matematyk, Stefan Rolewicz:

Rolewicz, chwała mu, cześć
wymyślił asteroid.
Lecz jakąż tu przypiąć treść
do „Andrzej Ehrenfeucht”?

Tak się zaczynał ów wierszyk, którego czterowiersz końcowy przytoczyłem wyżej. Środka – niestety – nie pamiętam.
I
I takie to były gry i zabawy matematyków w koszmarnych czasach końca stalinizmu…

Anita Burdman Feferman, Solomon Feferman, „Alfred Tarski. Życie i logika”, tłumaczenie: Joanna Golińska-Pilarek i Marian Srebrny, Wydawnictwa Akademickie I Profesjonalne, Warszawa 2009

Reklamy