Inwigilacja w Sieci

Niezawodna (to oczywiście tzw. sarkazm) „Rzeczpospolita” wypuściła informację o tym, że przygotowywana jest ustawowa swoboda hulania specsłużb po Internecie w celu namierzania naszego „złego zachowania”. Zostało to szybko zdementowane jako dość typowa „podsrywka” tej gazety w stosunku do platformerskiego rządu, ale – okazuje się – dzwony dzwonią. Choć niezupełnie w tym kościele. Oto list, który otrzymałem prywatnie od jednego mojego kumpla (matematyka zresztą z wykształcenia); prywatnie, więc nie ujawniam nadawcy. Nie o jego osobę zresztą chodzi, ale o istotę sprawy. Poczytajcie:

Nieudolne, spacyfikowane przez politycznych pajacy wszelkich politycznych odcieni, skłócone personalnie i kompetencyjnie tajne służby chcą sobie po prostu ułatwić zadanie. A to chcą mieć sztywne łącze do ZUS-u, a to pełny i niekontrolowany dostęp do podsłuchu w sieciach telekomunikacyjnych. Teraz chodziło im o Internet. Ostatnio w projekcie noweli do ustawy o ochronie informacji niejawnej wpakowano następujący zapis:
„Ustawa zezwala w zakresie niezbędnym dla ustalenia, czy osoba sprawdzana daje rękojmię zachowania tajemnicy, na zbieranie i przetwarzanie informacji o osobach trzecich, określonych w ankiecie bezpieczeństwa osobowego, bez wiedzy i zgody tych osób”
Czyli, tłumacząc na prosty język mogłoby być tak: facet ze służb bierze swojego agenta i mówi: „wystąp stary o dopuszczenie na poziomie ściśle tajne i wpisz tam w ankietę gdziekolwiek Kowalskiego. Wymyśl coś”. Stuk wykonuje polecenie i bierze swoje wynagrodzenie, a facet ze służb już bez żadnej kontroli i bez jakiejkolwiek zgody sądu czy prokuratora, a nawet bez specjalnej wiedzy leniwego przełożonego, sprawdza sobie na wszystkie strony i podsłuchuje Kowalskiego aż gwiżdże! Pół biedy, gdy to się dzieje w interesie służbowym, ale przecież może to robić także i prywatnie!
Służby mają metody i środki, aby w tajny sposób kontrolować każdego – byle tylko było to uzasadnione i przejrzyste dla upoważnionych do takiej wiedzy. Te metody i środki to skompromitowane przez idiotów-lustratorów działania operacyjne z wykorzystaniem źródeł osobowych. Nie dziwię się, że wobec kretyństwa Instytutu Prześladowań Nachalnych coraz mniej ludzi gotowych jest dobrowolnie współpracować ze służbami – nawet w zbożnym celu. W tej sytuacji namiastką prawdziwej pracy operacyjnej ma być ułatwione wykorzystanie środków technicznych. Logiczne – ale głęboko chore, bo wbrew demokracji i prawom obywatelskim i wbrew zasadom sztuki.
Bardzo przykro przekonali się o tym Amerykanie, podsłuchujący cały świat, z wykorzystaniem m.in. National Security Agency z jej superkomputerami i systemami monitoringu wszystkiego, co krąży w eterze i sieciach. Mieli w ręku wszystkie informacje o zagrożeniu grubo przed atakiem na WTC – zawiodła analiza wymagająca wysokiej klasy specjalisty – człowieka, a nie maszyny – brakowało też sprawnej merytorycznej współpracy i wymiany informacji niemożliwej pomiędzy rywalizującymi służbami, no i klucz do sprawy – brakowało naprawdę dobrze uplasowanych źródeł osobowych i ich właściwego zadaniowania. Wynika to jasno z opublikowanych raportów i komentarzy prasowych. Idziemy w amerykańskim kierunku, bez amerykańskiej techniki i forsy.

Nieudolne, spacyfikowane przez politycznych pajaców wszelkich politycznych odcieni, skłócone personalnie i kompetencyjnie tajne służby chcą sobie po prostu ułatwić zadanie. A to chcą mieć sztywne łącze do ZUS-u, a to pełny i niekontrolowany dostęp do podsłuchu w sieciach telekomunikacyjnych. Teraz chodziło im o Internet. Ostatnio w projekcie noweli do ustawy o ochronie informacji niejawnej wpakowano następujący zapis:

Ustawa zezwala w zakresie niezbędnym dla ustalenia, czy osoba sprawdzana daje rękojmię zachowania tajemnicy, na zbieranie i przetwarzanie informacji o osobach trzecich, określonych w ankiecie bezpieczeństwa osobowego, bez wiedzy i zgody tych osób”.

Czyli, tłumacząc na prosty język mogłoby być tak: facet ze służb bierze swojego agenta i mówi: „wystąp stary o dopuszczenie na poziomie „ściśle tajne” i wpisz tam w ankietę gdziekolwiek Kowalskiego. Wymyśl coś”. Stuk wykonuje polecenie i bierze swoje wynagrodzenie, a facet ze służb już bez żadnej kontroli i bez jakiejkolwiek zgody sądu czy prokuratora, a nawet bez specjalnej wiedzy leniwego przełożonego, sprawdza sobie na wszystkie strony i podsłuchuje Kowalskiego aż gwiżdże! Pół biedy, gdy to się dzieje w interesie służbowym, ale przecież może to robić także i prywatnie!

Służby mają metody i środki, aby w tajny sposób kontrolować każdego – byle tylko było to uzasadnione i przejrzyste dla upoważnionych do takiej wiedzy. Te metody i środki to skompromitowane przez idiotów-lustratorów działania operacyjne z wykorzystaniem źródeł osobowych. Nie dziwię się, że wobec kretyństwa Instytutu Prześladowań Nachalnych coraz mniej ludzi gotowych jest dobrowolnie współpracować ze służbami – nawet w zbożnym celu. W tej sytuacji namiastką prawdziwej pracy operacyjnej ma być ułatwione wykorzystanie środków technicznych. Logiczne – ale głęboko chore, bo wbrew demokracji i prawom obywatelskim i wbrew zasadom sztuki.

Bardzo przykro przekonali się o tym Amerykanie, podsłuchujący cały świat, z wykorzystaniem m.in. National Security Agency z jej superkomputerami i systemami monitoringu wszystkiego, co krąży w eterze i sieciach. Mieli w ręku wszystkie informacje o zagrożeniu grubo przed atakiem na WTC – zawiodła analiza wymagająca wysokiej klasy specjalisty – człowieka, a nie maszyny – brakowało też sprawnej merytorycznej współpracy i wymiany informacji niemożliwej pomiędzy rywalizującymi służbami, no i klucz do sprawy – brakowało naprawdę dobrze uplasowanych źródeł osobowych i ich właściwego zadaniowania. Wynika to jasno z opublikowanych raportów i komentarzy prasowych. Idziemy w amerykańskim kierunku, bez amerykańskiej techniki i forsy.

Myślę, że jest to tekst wart uważnego przeczytania i chwili namysłu. Boję się, że uniknięcie kontaktu z Wielkim Bratem (tym od kolegi Orwella) staje się pomału niemożliwe…

Advertisements

8 thoughts on “Inwigilacja w Sieci

  1. Ale Pan jest miły. No dobrze, już dobrze, nie musi się Pan tak zapieklać i bawić się w tworzenie w głowie nowych gatunków… Usuwam się, bo przecieź to Pan potffurko!

    Cmok cmok!

  2. Przeczytałem Pana wpis o jakichś tam błędach gramatycznych. Pan upomina, popełniając kardynalne błędy ortograficzne i interpunkcyjne. W lewym szpalerze blogu, pod linkiem do księgarni jest napisane: „!Obecnie w zespole StudiaOpinii.pl, gdzie trafisz klikając na zdjęciu”.

    Mwheh

    Powinno być: (…)gdzie trafisz, kliknąwszy na zdjęcie.

    Imiesłów odprzysłówkowy uprzedni, przecinek dzielący grupę orzecznikową od imesłowowego równoważnika zdania… No i ta końcówka fleksyjna słowa „zdjęcie”. Powtórka z liceum?

    1. Miałbym dla Pana pewną propozycję, ale – ze względów grzecznościowych – zachowam ją dla siebie. Jest bowiem pewien gatunek człowieka, który lubi się czepiać np. literówek. Irytuje mnie to, naturalnie; ale powiem tylko tyle: dobrze mu tak.

    2. Jak się nie wie i nie zna to się baran jeden z drugim czepia takich bzdur. Nie na darmo się mówi, że jak się nie rozumie tekstu to zawsze można się domagać zmiany kroju czcionki. Tysiące są takich „ekspertów” między Odrą a Bugiem.

  3. Każda akcja budzi reakcję i pewnie niedługo doczekamy się powszechnego (oczywiście zachowując proporcje) stosowania silnych kluczy szyfrujących wraz ze steganografią. Oczywiście różne tajne służby mają środki na deszyfrowanie takich wiadomości, ale o ile będzie to trudniejsze…

  4. Przypomina mi się plakat, który kiedyś widziałem w internecie. Był na nim napis: „Nineteen eighty-four was not a manual guide”. Niestety, niektórym się wydaje, że był i trzeba im bacznie patrzeć na ręce, bo obraz z powieści Orwella naprawdę w końcu przybierze całkiem inny wymiar…

Możliwość komentowania jest wyłączona.