Wyznanie neofity

Dr Gregory House

Dr Gregory House

Melduję: nawróciłem się. Nie, nie cieszcie się fideiści wszelkich wyznań: mój ateizm i antyklerykalizm jest patologiczny, genetyczny, diabelski i nieuleczalny. Nawróciłem się… na oglądanie seriali telewizyjnych. A w każdym razie jednego. Przyznaję: niegdyś, w okresie telewizji łupanej czyli czarnobiałej, oglądałem je – bywało. Wspominam z sentymentem „Bonanzę”, „Konia, który mówi”, „Ściganego”, „Belfegora – upiora Luwru”… A także, rzecz jasna, „Stawkę”, „Czterech pancernych”, „Czarne chmury”, „W drodze”, „Dyrektorów”, „Czterdziestolatka”; może o czymś tam jeszcze zapomniałem (naturalnie: „Przystanek Alaska” był też wielki!). Ale po obejrzeniu pierwszej polskiej „telenoweli” (piszę w cudzysłowie, bo ten absolutnie idiotyczny termin jest wynikiem pracy nieudolnego tłumacza z angielskiego), czyli „W labiryncie” – dałem sobie spokój. Uznałem, że takie produkcje obrażają moją inteligencję; z małymi wyjątkami, jak choćby niedawny „Rzym”. No i niedawno dałem się namówić na ponowną próbę…
Nie zaskoczę was, wiem o tym. Ten serial ma już miliony zwolenników na całym świecie; wcale mnie nie dziwi, że wsiąkłem po uszy. Nie jestem więc pierwszy; ale z gorliwością neofity melduję: Doktor House jest genialny.

Dlaczego?

Kilka powodów. Po pierwsze – znakomity główny bohater: wyrazisty, ogromnie nietypowy. Brzydki, w dodatku inwalida. Gruboskórny, niechlujny, źle wychowany, agresywny, ogromnie pewny siebie. W sumie – powinien być niesympatyczny, wręcz odrażający; tyle, że genialny jako lekarz. A tu… wszystkie znane mi panie powiadają mi, że sprzyjających okolicznościach nie odmówiłyby mu żadnego dowodu sympatii…

Już samo to dowodzi mistrzostwa scenarzystów. Ale jest i więcej powodów, by zdjąć przed nimi kapelusz (jeśli ktoś jeszcze coś takiego nosi…). Otóż rzecz się dzieje w ogromnym nowoczesnym szpitalu – ale praca tego szpitala pokazana jest w doskonale zmontowanych, dynamicznych scenach, które… rozgrywane są dosłownie w paru dekoracjach! Minimalizm scenografii – i oszczędność producentów – posunięta do granic; a mimo to – widz czuje wielkość tego szpitala i epicki wręcz rozmach narracji! Niektóre sceny czy ujęcia (marsz House’a korytarzem wraz z zespołem asystentów, jazda windą) powtarzane są do bólu – i nic to nie razi; przeciwnie, dodaje opowiadaniu swoistego rytmu! I w żadnym odcinku nie jest takie samo.

Lekarze w tym serialu nie są ani śmieszni, ani przesłodzeni. Są pełnokrwistymi ludźmi: z wadami, z niedoskonałościami. Są często brutalni i bezwzględni; zdarza się im – już tytułowemu bohaterowi zwłaszcza – popełniać czyny nieetyczne: oszukiwać siebie nawzajem, ołgiwać pacjentów, ba – włamywać się do ich mieszkań… I widz to rozumie; więcej, akceptuje. Tak, jak akceptuje to, iż nie każdy odcinek kończy się happy endem: zdarza się, że lekarze przegrywają. Czasem także z powodu popełnionych błędów.

W dodatku – background naukowy serialu jest na najwyższym poziomie. Tu nie ma lipy medycznej; każdy przypadek – choć bywają skrajnie nietypowe – jest uzasadniony, logiczny i wytłumaczony naukowo; często wyjaśniony za pomocą pomysłowej animacji, która „siedzi” w opowieści niezmiernie naturalnie. W żadnym momencie nie mamy wrażenia, że ktoś bawi się z nami w jakąś natrętną dydaktykę. Jest to więc fabularny serial popularnonaukowy, ale zrobiony tak, że owa popularyzacja jest absolutnie niedostrzegalna.

Słowem: mistrzostwo świata. W dodatku okraszone aktorstwem na najwyższym poziomie warsztatowym.

Jeśli ktoś nie wie, co znaczy termin „realizacja misji telewizji publicznej środkami artystycznymi”, to niech natychmiast leci to oglądać. Ale czy są tacy, co już tego nie robią?

Tu jest – doskonała – strona www tego serialu.

Reklamy

24 uwagi do wpisu “Wyznanie neofity

  1. Dr. House został idealnie wykreowany i sprzedany.. Serial mi się podobał ,lecz fabuła trochę monotonna. Każdego odcinka dr. House zmaga się z jakąś zagadką medyczną ,którą oczywiście rozwiązuje ku zaskoczeniu całego personelu .Ostatnio serial zyskał ogromną nawałnicę fanów. Nie wiem czym to jest spowodowane .. Może tym ,że wszystko po jakimś czasie wchodzi w skład popkultury . Nawet taki stary buntownik jak dr. House …

    Polubienie

  2. W pełni popieram opinię na temat serialu. Świetnie zarysowani bohaterowie (zasłużone 2 Złote Globy dla niepowtarzalnej kreacji Hugh Lauriego), wyśmienite i błyskotliwe dialogi. Nigdy nie mam czasu i chęci aby zapoznać się ze wszystkimi odcinkami, ale, po raz kolejny, podczas kanikuły do niego powracam. Przyjemnie jest obejrzeć sobie w wakacyjny wieczór ten serial – i do tego w telewizji publicznej! Całkiem niedawno emitowano odcinek, w którym na samym początku House został postrzelony. Najlepszy który widziałem – absolutne mistrzostwo.
    I ja także polecam serial „Dexter”. Swoją drogą kolejny serial, który opiera się na jednej wyrazistej i oryginalnej osobowości.
    Ah, gdyby u nas tworzono takie seriale. Czas ckliwych romansideł i płytkich, jednak, akcyjniaków powinien bezpowrotnie minąć. TVN niedługo rozpocznie emisję dreszczowca, pt. „Naznaczony”. Wiążę duże nadzieję z tą produkcją, pomimo, że nie będzie tak mocno osadzona w rzeczywistych realiach, jak wyżej wymienione seriale. TVN zawsze ustala nowe trendy (vide programy z „gwiazdami”, seriale kryminalne), więc może coś się w naszej telewizji zmieni.

    Polubienie

  3. Pozwolę sobie polecić Panu Bogdanowi i wszystkim go odwiedzającym kolejny paramedyczny serial „Regenesis” (nie mam ręki do pisania recenzji, ktoś o lepszym piórze niech wypełni tę luke) – czasem ma wrażenie, że House, M.D. to nowsza wersja Davida Sandstromme’a z wzmiankowanego serialu.

    Polubienie

  4. Kolejna próba…

    majlo:

    Oczywiście, że Scott czasem może nie mieć racji, tam go nawet czasem poprawiają w komentarzach. Często pisze, że w danej dziedzinie nie jest specjalistą, i coś tam uważa, ale pewien nie jest. Zjawisko to, co ciekawe, nie występuje w serialu, House i jego współpracownicy wiedzą i potrafią zrobić wszystko spoza własnej specjalności, od ciężkich przypadków neonatologicznych, przez obsługę skanera MRI, po operacje neurochirurgiczne. Rzecz nie do pomyślenia i, jak kilkukrotnie zauważył Scott, absolutnie niedozowolona – do odpowiednich procedur trzeba mieć odpowiednie umiejętności oraz uprawnienia.

    Często jest jednak pewien i wytyka błędy, które były oczywiste i w dodatku nic do akcji serialu nie wnosiły. Albo coś tam wnosiły, ale niewiele, i można było napisać scenariusz zachowując jaką taką prawdę medyczną i atrakcyjność dla widza. Tak też było z oczywistymi błędami wytkniętymi przeze mnie i Sporothrix.

    Lab & specialists – myślę, że nie masz racji, podając przyczynę finansową. Labu można nie pokazywać, do labu wysyła się próbkę, wraca wynik. Już nie mówiąc o tym, że kilka 5-sekundowych ujęć paru statystów siedzących nad mikroskopami czy przy jakichś maszynach diagnostycznych (w oświetlonym pomieszczeniu, na Jowisza!) kosztuje zapewne grosze w porównaniu z gażą Laurie. Myślę, że raczej chodziło o wmówienie jakiejś niesamowitej wszechstronności lekarzy.

    Na ile można nagiąć rzeczywistość na potrzeby akcji, to w sumie ciekawe pytanie. Jak powiedział lekarz i producent „ER” pod linkiem, który wkleję jako puentę, i który ukradłem Scottowi: „The action, however, is deliberately made fast-paced and dramatic, Dr. Baer admitted. „Real life in an emergency room is often quiet, even boring,” he wrote. „If we were to re-enact a minute-by-minute account of actual events … we would not have 35 million viewers each week.””

    Ale jak się idzie za daleko, to generuje się nierealistyczne oczekiwania co do szybkości i skuteczności diagnostyki, czy szybkości i skuteczności leczenia. Wiesz, coś w stylu „moja mama ma taką samą chorobę jak u House’a, tam pacjent wstał i szczerzył zęby w uśmiechu po pierwszym zastrzyku, a moja mama dostaje leki od trzech tygodni, tylko leży i jęczy i mruga jednym okiem, a w dodatku lekarze mówią, że pewnie tak zostanie”. Spod tego samego linka „A 1996 study in the New England Journal of Medicine found that 75% of the patients who went into cardiac arrest on three shows – ER, Chicago Hope and Rescue 911 – were revived, compared to the real rate of six to 15%.”

    No i jest jeszcze jeden efekt, który mnie osobiście zaskoczył, o którym tekst po owym ciągle obiecywanym linkiem traktuje:
    http://www.nationalpost.com/news/story.html?id=1419824

    Polubienie

  5. miskidomleka :Majo, mi też się tak samo robi z komentarzem. Już raz go straciłem i pisałem od nowa, teraz mam o duplikowaniu. Spróbuję jeszcze raz

    Oceń komentarz

    PDRTJS_settings_233688_comm_35003 = {
    „id” : „233688”,
    „unique_id” : „wp-comment-35003”,
    „title” : „Majo%2C+mi+te%C5%BC+si%C4%99+tak+samo+robi+z+komentarzem.+Ju%C5%BC+raz+go+straci%C5%82em+i+pisa%C5%82em+od+nowa%2C+teraz+mam+o+duplikowaniu.+Spr%C3%B3buj%C4%99+jeszcze+raz…”,
    „item_id” : „_comm_35003”,
    „permalink” : „http%3A%2F%2Fbogdan.wordpress.com%2F2009%2F08%2F21%2Fwyznanie-neofity%2F%23comment-35003”
    }

    NIc z tego, spróbuję jeszcze raz za parę godzin.

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.