Nauka potrafi wykończyć się sama

Maria Janion

Ubolewamy często, że rządząca światem, specjalnie w naszych okolicach, banda niedokształconych profanów, nie rozumiejąca w ogóle miejsca i roli nauki  i lekce sobie ważąca jej potrzeby – słowem, banda politycznych troglodytów – niszczy niekiedy w swej głupocie dorobek myśli ludzkiej, przeszkadza nam w rozwoju i tak dalej.

Okazuje się, że naukowcy sami potrafią strzelić sobie w kolano celnej niż by to uczynił niejedyn kibolski snajper. Oto dziś rano w „Gazecie Wyborczej” ukazał się zdumiewający tekst…

… zresztą, co ja będę psuł sobie klawiaturę; oto on. Pisze Joanna Derkaczew:

Od października z programu Szkoły Nauk Społecznych IFIS PAN znikną zajęcia, które ukształtowały kilka pokoleń studentów (badaczy, dziennikarzy, pisarzy, nauczycieli – wśród nich są: Stefan Chwin, Marek Bieńczyk, Stanisław Rosiek, Dorota Siwicka, Izabela Filipiak, Kazimiera Szczuka, Katarzyna Bratkowska). Zanim na początku lat 90. zainicjowano je w SNS, odbywały się na dwóch uniwersytetach (Uniwersytet Warszawski, Uniwersytet Gdański).

Dyrekcja IFIS w czerwcu wysłała do kilku profesorów listy, w których zapowiada, że w zbliżającym się roku akademickim nie skorzysta z ich oferty (takie pismo otrzymała m.in. Maryla Hopfinger-Amsterdamska, żona założyciela SNS prof. Stefana Amsterdamskiego, która prowadziła zajęcia na temat nowych mediów w kulturze współczesnej).

– W związku z trudną sytuacją finansową, a także ze względów merytorycznych nieco przesuwamy akcenty, tak by program był bliższy rdzeniowi szkoły, czyli naukom społecznym oraz filozofii – mówi prof. Andrzej Rychard, dyrektor IFIS. – Chcemy też dać studentom więcej czasu na prowadzenie własnych badań. Oczywiście żałuję, że w tym roku nie będziemy mogli zaoferować studentom seminarium profesor Janion, ale jesteśmy w sytuacji nieustających wyborów. Musieliśmy zrezygnować np. także z socjobiologii i pewnych zajęć filozoficznych. Na szczęście dzięki wsparciu naszego głównego fundatora te zmiany nie są duże. Poza tym program szkoły zmienia się w jakimś zakresie co roku i mamy nadzieję, że przynajmniej pewne z tych zajęć powrócą w przyszłości. Dzięki takiej praktyce studenci w ciągu paru lat studiów mają możliwość wyboru zajęć spośród większej oferty.

Jednak zdaniem prof. Janion nie chodzi tylko o „zmianę akcentów”: – Od dłuższego czasu docierały do pracowników SNS sygnały, że program będzie ciążył w stronę socjologii empirycznej. Dlatego sugestię, że istnieje możliwość powrotu do współpracy w przyszłych latach, traktuję jako zdawkową uprzejmość. Koniec seminarium doktoranckiego, jakie prowadzę na różnych uniwersytetach od 1974 r., to koniec pewnej epoki mojego życia. Jeszcze się z tym nie oswoiłam. Dla samej szkoły redukcja zajęć o profilu humanistycznym jest krzywdząca i szkodliwa. Ideały, jakie towarzyszyły założycielom szkoły, zostały zdradzone. Przez to znika jedyna placówka oferująca tak szeroki typ kształcenia interdyscyplinarnego.

Otwieranie głów

Co niepowtarzalnego było w dotychczasowej formule Szkoły Nauk Społecznych? Powstała w 1992 r. z inicjatywy grupy uczonych (filozofów, socjologów, prawników, ekonomistów, psychologów i politologów) zarażonych przez prof. Stefana Amsterdamskiego ideą stworzenia międzynarodowego programu studiów doktoranckich. Kształcenie miało nie tylko odbywać się sprawniej i ukrócić przeciąganie w nieskończoność prac nad doktoratami. Miało być przede wszystkim bardziej interdyscyplinarne i otwarte. Wszyscy studenci obejmowani byli indywidualnymi programami konsultowanymi z opiekunami naukowymi.

Z około 30 studentów przyjmowanych co roku do SNS średnio dwie trzecie ma w indeksie wpis Marii Janion. Kazimiera Szczuka studiowała w SNS w latach 1995-99: – Szkoła stworzona przez profesora Amsterdamskiego była imponującym przedsięwzięciem. Łączyła socjologię, psychologię, filozofię, naukę o literaturze, historię, gender studies, badania nad tożsamością narodową. Doktoranci mieli stawać się intelektualistami, nie tylko wyrobnikami na stopień naukowy, ale osobami tworzącymi język opisu całej transformacji, rzeczywistości ekonomicznej, kulturowej i społecznej, która nagle na naszych oczach stała się piekielnie skomplikowana. Prestiż szkoły tworzyli tacy profesorowie jak: Krzysztof Michalski, Maria Janion, Zygmunt Bauman, Michał Głowiński, Daniel Grinberg, Barbara Skarga, Eleonora Zielińska, Małgorzata Fuszara, Ann Snitow, Jolanta Brach-Czaina. Szkoła była przez to miejscem niezwykłym, formującym i otwierającym przed studentami wielkie horyzonty.

Stefan Chwin powtarzał, że rok ’89 go nie zaskoczył, bo był przez prof. Janion przygotowany do „skoku przez wolność”. Dzięki lekturom i dyskusjom od dawna czuł, że przynależy także do kręgu kultury zachodniej.

– To było jak zew krwi. Nagle spotkałam mój klan, moje plemię – mówiła Izabela Filipiak w wywiadzie udzielonym Katarzynie Bielas („Wysokie Obcasy” z października 2007). – Do 20. roku życia czułam się wyobcowana, inna. Bo czytałam. A na tym seminarium była Maria Komornicka, która postanowiła zamienić się w Piotra Odmieńca Własta, i wychowany bez kontaktu z ludźmi Kaspar Hauser.

Owocem seminarium prof. Janion w Gdańsku na początku lat 80. była seria pięciu książek „Transgresje” („Galernicy wrażliwości” 1981, „Odmieńcy” 1982, „Osoby” 1984, „Maski” 1986, „Dzieci” 1988 – w planach były jeszcze tomy: „Bluźniercy”, „Aktorzy”, „Wygnańcy”, „Sobowtóry”, „Wizjonerzy”, „Wampiry” i „Tragicy”). „Transgresje” zawierały artykuły Marii Janion i jej uczniów, zapisy rozmów ze studentami, fragmenty z literatury pięknej i popularnej, zdjęcia, rysunki, wiersze. W kolejnych tomach nie tylko odkrywano dla polskiej humanistyki nowych autorów i rugowane z dyskursu publicznego tematy, ale też proponowano nowy sposób uprawiania refleksji humanistycznej.

Obecnie w przygotowaniu jest „Księga Janion” – projekt jej wychowanków. Ma zebrać teksty i wypowiedzi tych, którzy w czasie kilkudziesięcioletniej pracy dydaktycznej byli jej magistrantami i doktorantami, a także być „drzewem genealogicznym” pokazującym, jak wpływ pani profesor rozszerza się na uczniów jej uczniów.

Nowy język, nowy nurt

W roku 1995 międzynarodowe jury pod przewodnictwem socjologa, politologa i polityka Lorda Ralfa Dahrendorfa powołane przez wiedeński Instytut Nauk o Człowieku przyznało SNS prestiżową nagrodę im. Hannah Arendt ufundowaną przez Körber-Stiftung. Warszawską szkołę od początku wspierała finansowo fundacja George’a Sorosa (Higher Education Support Program), który widział w niej instytucję ważną dla badań nad problemami społecznymi, gospodarczymi, politycznymi i kulturowymi krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Ograniczenie dotacji z powodu kryzysu ekonomicznego jest jednym z powodów, którymi kierownictwo szkoły tłumaczy zmianę jej programu (w przyszłym roku akademickim SNS otrzyma 77 proc. obecnej dotacji, a w kolejnym – 68 proc.).

– Wiadomość o przerwaniu seminarium pojawiła się pod koniec roku akademickiego, by studenci nie zdołali zaprotestować – twierdzi Maria Janion. Co będzie z doktorantami? Wedle wiedzy dyrekcji SNS, żaden ze studentów szkoły nie pisze aktualnie doktoratu u prof. Janion – gdyby tacy się jednak znaleźli, będą mogli ubiegać się u władz szkoły, by profesor nadal zajmowała się nimi na zasadzie tutorialu, czyli bezpośredniej współpracy poza systemem zajęć.

SNS zamierza teraz inwestować w zajęcia o nowym charakterze. – Wprowadzamy nurt public policy, którym zainteresowani są nie tylko studenci, ale i nasz sponsor – tłumaczy prof. Rychard. – Chodzi głównie o refleksję nad procesami decyzyjnymi władz, nad ważnymi publicznymi kwestiami, takimi jak np. polityka zdrowotna, edukacyjna. Narzędzia i wiedza z tej dziedziny mogą być przydatne także dla organizacji pozarządowych. – Neoliberalne myślenie o konieczności generowania zysku przekreśla cały projekt kształcenia ludzi zdolnych do wprowadzania nowego języka do sfery publicznej – mówi Kazimiera Szczuka. – Za parę lat pewnie będziemy to odkręcać, bo okaże się, że naukowcom do prawdziwej kreatywności konieczny jest dostęp do świata wiedzy i erudycji pozornie nie związanej z ich ścisłą dziedziną. Jak zwykle jesteśmy do tyłu o dwadzieścia lat, bo na zachodzie model taśmy produkcyjnej na uczelniach jest dziś powszechnie krytykowany. Warto przeczytać choćby Marthę Nussbaum, która sprzeciwia się instrumentalizacji kształcenia.

– Ta sprawa to przypis do ciągnącego się od XIX w. sporu o naukowość – mówi prof. Janion. – Władze szkoły wielokrotnie podkreślały, że SNS powinna iść w stronę większej naukowości. A w ich rozumieniu nauki nie mieści się np. krytyka literacka czy hermeneutyka.

Oczywiście – ryk się w mediach podniósł przepotworny. Pan profesor Rychard pojął jednak błyskawicznie, że wykonał był najklasyczniejszego samobója i wycofał się ze sprawy rakiem w tempie walca. W kilka godzin po ukazaniu się „GW” w kioskach i rozpętaniu się piekła w Radiu TOK FM przesłał do „GW” taki oto list:

Kierując się dobrem Szkoły i widząc, że interpretacja zmian w przyszłorocznym programie może być niekorzystna dla Szkoły, zamierzam zwrócić się niezwłocznie do Pani profesor Marii Janion z zaproszeniem do kontynuacji seminarium także w nadchodzącym roku akademickim – napisał do „Gazety” prof. Andrzej Rychard, szef Szkoły Nauk Społecznych IFiS PAN.
Seminarium prof. Marii Janion w Szkole Nauk Społecznych IFiS PAN, marzec 2002 r.
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Seminarium prof. Marii Janion w Szkole Nauk Społecznych IFiS PAN, marzec 2002 r.
W związku z artykułem „Koniec seminarium Marii Janion” Joanny Derkaczew („Gazeta” z 22 lipca) uprzejmie informuję, że program Szkoły Nauk Społecznych zmienia się praktycznie każdego roku, tak, aby w ciągu czteroletniego cyklu studiów zapewnić studentom bogatszą ofertę zajęć.
Dlatego nie wszystkie seminaria są oferowane co roku – i tak też przedstawiłem tę kwestię p. Derkaczew. Wbrew tytułowi przywoływanego tekstu, nie miał być to zatem „koniec” seminarium prof. Marii Janion, lecz miałem nadzieję, że będzie ono kontynuowane po rocznej przerwie.
Zapewniam Panią Profesor, oraz wszystkich zainteresowanych tematyką seminarium, że nie była to tylko zdawkowa uprzejmość. Alarmistyczny ton artykułu jest więc moim zdaniem nieuzasadniony. Przewijająca się w nim sugestia, że prawdziwe, interdyscyplinarne wartości akademickie są zagrożone w Szkole przez tzw. neoliberalne myślenie prowadzące do kształcenia „wyrobników na stopień naukowy” nie jest prawdziwa.
Zarazem jednak kierując się dobrem Szkoły i widząc, że interpretacja zmian w przyszłorocznym programie może być niekorzystna dla Szkoły, zamierzam zwrócić się niezwłocznie do Pani profesor Marii Janion z zaproszeniem do kontynuacji seminarium także w nadchodzącym roku akademickim, mając nadzieję, że Pani Profesor te zaproszenie przyjmie.
Cały czas staramy się rozwijać i wzmacniać główny cel Szkoły jakim jest tworzenie interdyscyplinarnego i międzynarodowego studium doktoranckiego w szeroko rozumianych naukach społecznych i filozofii. To nasz cel, którego nikt nie zamierza porzucać ani zdradzać. Jednoznacznie o tym świadczy oferta corocznych zajęć i grono wybitnych profesorów. Symbolem tego mogą być choćby kolejne wykłady inauguracyjne, wygłaszane w ciągu ostatnich lat przez Anthony Giddensa, Michała Kleibera, Anne Lonsdale czy wykład tegoroczny, którego tematem będzie „The Politics of Social Sciences as a Vocation”, a wygłosi go prof. Jeffrey Goldfarb z New School for Social Research. Mamy nadzieję, że symbolem tym także wciąż będzie seminarium profesor Marii Janion.

W związku z artykułem „Koniec seminarium Marii Janion” Joanny Derkaczew („Gazeta” z 22 lipca) uprzejmie informuję, że program Szkoły Nauk Społecznych zmienia się praktycznie każdego roku, tak, aby w ciągu czteroletniego cyklu studiów zapewnić studentom bogatszą ofertę zajęć.

Dlatego nie wszystkie seminaria są oferowane co roku – i tak też przedstawiłem tę kwestię p. Derkaczew. Wbrew tytułowi przywoływanego tekstu, nie miał być to zatem „koniec” seminarium prof. Marii Janion, lecz miałem nadzieję, że będzie ono kontynuowane po rocznej przerwie (wytł. moje – BM).

Zapewniam Panią Profesor, oraz wszystkich zainteresowanych tematyką seminarium, że nie była to tylko zdawkowa uprzejmość. Alarmistyczny ton artykułu jest więc moim zdaniem nieuzasadniony. Przewijająca się w nim sugestia, że prawdziwe, interdyscyplinarne wartości akademickie są zagrożone w Szkole przez tzw. neoliberalne myślenie prowadzące do kształcenia „wyrobników na stopień naukowy” nie jest prawdziwa.

Zarazem jednak kierując się dobrem Szkoły i widząc, że interpretacja zmian w przyszłorocznym programie może być niekorzystna dla Szkoły, zamierzam zwrócić się niezwłocznie do Pani profesor Marii Janion z zaproszeniem do kontynuacji seminarium także w nadchodzącym roku akademickim, mając nadzieję, że Pani Profesor te zaproszenie przyjmie.

Cały czas staramy się rozwijać i wzmacniać główny cel Szkoły jakim jest tworzenie interdyscyplinarnego i międzynarodowego studium doktoranckiego w szeroko rozumianych naukach społecznych i filozofii. To nasz cel, którego nikt nie zamierza porzucać ani zdradzać. Jednoznacznie o tym świadczy oferta corocznych zajęć i grono wybitnych profesorów. Symbolem tego mogą być choćby kolejne wykłady inauguracyjne, wygłaszane w ciągu ostatnich lat przez Anthony Giddensa, Michała Kleibera, Anne Lonsdale czy wykład tegoroczny, którego tematem będzie „The Politics of Social Sciences as a Vocation”, a wygłosi go prof. Jeffrey Goldfarb z New School for Social Research. Mamy nadzieję, że symbolem tym także wciąż będzie seminarium profesor Marii Janion.

Hmm… Kpi Pan, Panie Profesorze, czy o drogę pyta? To seminarium doktoranckie (albo i magisterskie, co za różnica!) można tak sobie przerwać, na rok? A doktoranci sobie pewno pojadą na ten roczek do Londynu zarobić troszkę przy garach, czy tak?

W porannej audycji TOK FM padło jednak jeszcze zdanie przerażające, iż na całą sprawę miało wpływ stanowisko sponsora Instytutu. Otóż, jeśli to prawda, ktokolwiek to jest, powinien zostać publicznie napiętnowany i po prostu zniszczony moralnie; cieszyłbym się wręcz, by ów sponsor sam zbankrutował.

Rzecz jasna – sponsor może finansować badania naukowe; bardzo to szlachetne i chwalebne. Co więcej, sponsor ma pełne prawo wyboru tematu finansowanych badań; na przykład nie zdziwi mnie, jeśli jakaś firma elektroniczna sfinansuje badania nad mało nawet ciekawym naukowo, ale ważnym praktycznie rodzajem półprzewodnika. Niby kto ma robić takie badania: ciocia prezesa firmy? Rzecz jasna, bywa z tym ślisko – bo sponsorowanie badań nad wyższością, powiedzmy, jednego leku nad innym przez producenta jednego z nich jest absolutnie nie do przyjęcia.

Ale sponsorowanie badań to jedna sprawa, a wskazywanie kto ma je prowadzić i w jaki sposób – to już całkiem co innego. To już brutalna ingerencja chama w życie naukowe, która powinna się dla niego bardzo źle skończyć. Co najmniej kompromitacją.

Tak sobie myślę, że pani profesor Janion – ozdoba polskiej  humanistyki (bardzo niewygodna dla pewnych środowisk konserwatywno-prawicowych) nie powinna przyjąć „szlachetnej” propozycji dyrekcji Instytutu. Słowo się rzekło – kobyłka u płota. Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało.

Nie mam wątpliwości, że parę prywatnych uczelni z radością zaproponuje Pani Profesor etat i przyjmie jej seminarium wraz ze studentami. I zapłaci – powiedzmy – dziesięć razy tyle, co PAN. Bo wie, że na tym potężnie skorzysta.

Boję się tylko, że jakaś uczelnia zagraniczna zainwestuje w Profesor Janion i jej uczniów jeszcze dziesięć razy więcej i wywiezie nam z Polski ceniony ośrodek naukowy.

PS. Panie Profesorze Rychard: czy zastanawiał się Pan, jakie jest w miarę honorowe wyjście z tej sytuacji? Bo ten pański list, to jawna lipa. Więc może by tak – podać się do dymisji? A swoją drogą ciekawe: media, które uwielbiały Pana Profesora zapraszać do różnych dyskusji i prosić o uczone komentarze – zrobią to jeszcze kiedyś? Osobiście odradzam: będzie kompromitacja.

Reklamy

10 myśli na temat “Nauka potrafi wykończyć się sama

  1. Trzeba sie zapytac doktorantow, czy chca uczestniczyc w seminarium ww.pani. Czy potrzebuja tego seminarium. Ja, osobiscie, nie chce. Nie potrzebuje. A Pana Profesora Rycharda bardzo szanuje i do niego na seminarium sie zapisalam. A jestem doktoratka IFiS PAN…

    1. Niezbyt może elegancki (przepraszam), ale adekwatny komentarz: jeden lubi ser szwajcarski, drugi woń własnych skarpetek. Obaj jednak mają prawo do istnienia. Szczególnie w nauce upodobania prostej publiki – w tym wypadku, także doktorantów – mają znaczenie tylko dla niej samej. Chcą – zrobią taki wybór; nie chcą – zrobią inny; ich sprawa. W nauce, nawet w humanistyce, prawdy nie ustala się przez głosowanie. I na szczęście nie studenci, doktoranci itp. – ani księża – decydują, kto ma być profesorem albo prowadzić seminarium. No, może w IV RP byłoby inaczej, ale tych bolszewików na razie pogoniliśmy w diabły.

  2. Ciekawostka dotycząca Polskiego Słownika Biograficznego, kierowanego przez prof. Andrzeja Romanowskiego. Gdy zabrakło funduszy, rozpoczęła się społeczna akcja słania listów (podpisał list mój ojciec, historyk, podpisałem też ja), która wpłynęła na decyzję ministerstwa o przyznaniu funduszy na ten niezmiernie ważny i oryginalny projekt. I byłoby fajnie, gdyby nie to, że na przyjęcie środków nie zgodził się… bezpośredni przełożony prof. Romanowskiego. Przyczyny nieznane – albo niechęć do podwładnego, znanego krytyka PiS-u, albo złość, że dostał je PSB, a nie cały instytut. Dziwna sprawa.

  3. Po matematyce, teraz broni Pan dla odmiany bardzo specyficznej humanistyki.

    Zabawne swoją drogą, że dla obrony seminarium wspomina się książkę Marty Nussbaum, tą samą, w której znajduje się tak szokujący dla niektórych passus o większej podatności inżynierów na ideologizację. I którą zacytował nieszczęsny Majcherek.

    Ale do rzeczy: na Pana miejscu uważałbym, czego bronię. Nie znam niestety programu seminarium Marii Janion (Pan może zna), ale z tego co mi się obiło o uszy to część otaczającego ją środowiska zajmuje się właśnie swoistego typu interdyscyplinarną mieszanką (socjologia, psychologia, filozofia, nauka o literaturze, historia, gender studies, badania nad tożsamością narodową). I ta interdyscyplinarna mieszanka niebezpiecznie ociera się o kompletny bełkot.

    Na przykład taki profesor Dybel, wykładowca rzeczonej Szkoły Nauk społecznych, zajmuje się „naukowo” czymś takim:

    http://www.lacan.pl/spip.php?article16

    Polecam lekturę, ze szczególnym naciskiem na „diagram seksualnej różnicy” (na szczęście to nie autor tego artykułu go wymyślił). Zaraz, zaraz, ja w jakiejś książce jakbym o tym czytał…. ktoś się chyba z tego nabijał. Tylko jaka to była książka?

    Oczywiście, na seminarium pani Janion może być bardzo sensownie (choć wypowiedzi niektórych jej uczniów są trochę niepokojące). Jednak cała szkoła, z punktu widzenia osoby, która ceni sobie rygory ścisłości formułowania poglądów i staromodne przywiązanie do kryterium prawdy (a Pan jest, jak mniemam, taką osobą) wydaje się być odrobinę podejrzana. Może więc zmiana programu wcale dobrze by tej szkole zrobiła?

    1. Nie znam programu seminarium Pani Profesor. Nie znam również Pani Profesor; ale znam (i cenię ich intelekt) parę osób, które w tym seminarium uczestniczyły. I wiem, że Maria Janion to „brand” światowy. To mi w zasadzie wystarcza. Czy zaś humanistom zdarza się bełkot? Ależ oczywiście; niestety nawet matematykom to się zdarza także, choć znacznie rzadziej. I w jednej specjalności, i w drugiej (oraz każdej innej) bywają – także z tytułami profesorskimi – ludzie, oględnie mówiąc, przeciętni. Lub zajmujący się dziwną lub nawet zwariowaną tematyką; lub taką, którą Pan lub ja uznamy za nieciekawą. Ja dla przykładu nie widzę nic interesującego ani w gender studies, ani w teologii, na przykład; w inżynierii sanitarnej zresztą też niezbyt wiele problemów mnie pasjonuje. Ale dopuszczam do siebie myśl, że to ja jestem po prostu baran. Czy należy tego wszystkiego zakazać? Czy przeciętnych lub słabych naukowców należy eksterminować? Chyba jednak nie…
      PS. Opiszę może kiedyś pewną rozprawę z matematyki, poświęconą korelacjom budowy anatomicznej kolarza z jego wynikami w Wyścigu Pokoju: boki zrywać. Ale co z tego?

  4. Politrucy z Wyborczej nie mogli pozwolić, żeby tak poniżać „autorytet”. Nagonkę przeprowadzili tak skutecznie, że Rychard już się wycofuje ze swojej decyzji.

    1. Żeby była tzw. jasność: zgoła nie zawsze podzielam poglądy publicystów „GW”; nie zawsze też podobają mi się decyzje personalne kierownictwa tego pisma. Ale nie zmienia to faktu, że jest to jedna z najlepszych gazet w Europie, a z pewnością najlepsza w Polsce. Natomiast ludzie tryskający – z mojego punktu widzenia irracjonalną, ale zapewne słusznie uzasadnioną własnymi kompleksami – nienawiścią do pisma i jego środowiska, to albo skończeni głupcy, albo obrzydliwi endecy. Najczęściej jedno i drugie naraz.

  5. Doktoranci mieli stawać się intelektualistami, nie tylko wyrobnikami na stopień naukowy

    To najtrafniejszy cytat, taka zasada powinna panować na wszystkich szczeblach nauki i edukacji. Począwszy od przedszkola.
    Nie jestem nikim ważnym, ani ekspertem, ale nieraz obserwowałem w swojej pracy, jak młodzi ludzie rozkwitają intelektualnie, kiedy pozwoli i pomoże im się rozwijać wszechstronnie.

Możliwość komentowania jest wyłączona.