Odchodzą wielcy, kończy się pewna epoka

Walter Cronkite (1916-2009)

Walter Cronkite (1916-2009)

Zmarł prof. Leszek Kołakowski. Zmarł – ciekawe, czy Amerykanie w ogóle to zauważyli – Robert McNamara, który najpierw animował i wspierał wojnę w Wietnamie, potem zaś się z tego wsparcia z publicznym płaczem wycofał. Zmarł wreszcie bardzo już sędziwy – Walter Cronkite, legenda dziennikarstwa telewizyjnego, uczeń wielkiego Eda Murrowa, tego co to wykończył medialnie senatora McCarthy’ego. Polecam wszystkim świetny tekst o Cronkicie pióra Marty Wieczorkowskiej-Curry, kobiety – dodam- tyleż pięknej, co mądrej; czyli absolutnego specjału…

Do jej rozważań dodam jednak coś od siebie.

Otóż wraz z Cronkitem kończy się chyba pewna epoka w światowym dziennikarstwie telewizyjnym. Epoka, w której zwracano uwagę na perfekcyjność warsztatu. Cronkite – szczycący się mianem „najbardziej godnego zaufania człowieka Ameryki” – nie tylko mówił prawdę i nie tylko mówił do sensu i z wyraźną wiarą w to, co mówił. On także mówił świetnie. Miał cudowny głos, wspaniale niski, brzmiący, donośny, rewelacyjnie zmodulowany, z nadzwyczajną dykcją; wsłuchajcie się w jego komentarze, rozpoznacie każdą głoskę. Tak głos – wierzcie mi, wiem co mówię, przeprowadziłem w życiu parę konkursów (och, przepraszam – dziś się mówi castingów…) na dziennikarzy telewizyjnych – zdarza się raz na 10000.Taki głos miał wielki dziennikarz muzyczny Willis Conover, taki głos miał aktor Telly Savalas (który też przez pewien czas prezenterzył w jednej z amerykańskich telewizji)

Ponadto Cronkite mówił inaczej niż jego standardowi koledzy: znów, wbrew obowiązującej dziś modzie – dużo wolniej. Amerykanie mierzą wszystko, więc zmierzyli i to: Cronkite mówił w tempie około 140 słów na minutę (to znaczy czytał w ciągu minuty mniej więcej pół strony maszynopisu), współczesna zaś średnia amerykańska wynosi dziś ponad 190 słów na minutę. Rzecz jasna, jego teksty były dużo łatwiejsze do rozumienia, specjalnie dla ludzi dojrzałych; może to stanowiło też o jego nadzwyczajnym autorytecie?

Cronkite’owski sposób mówienia miało w Polsce kilku wielkich komentatorów: Karol Małcużyński, Bartosz Janiszewski, kompletnie dziś zapomniany Edward Kmiecik, Jan Zakrzewski… Żaden z nich nie żyje. I nie ma już nikogo, kto potrafi mówić o kobiecie bez użycia rąk i tak, by go zrozumiał 90-letni przygłuchy staruszek. Szybciej, szybciej – pogania reżyser – i jak skończysz, to się potknij; jak walniesz dupą o podest, to nam oglądalność z miejsca wzrośnie…

Tfu. Naprawdę: pora umierać. Nieprawda, że jakaś epoka się kończy: ona się już skończyła. Nadeszły czasy Joli R.

Reblog this post [with Zemanta]
Reklamy

5 uwag do wpisu “Odchodzą wielcy, kończy się pewna epoka

  1. Doskonały głos miał także Richard Burton (vide Wojna Światów).
    Też nie lubię mówców ścigających się w liczbie słów na minutę. Dotyka ta choroba nawet osoby sympatyczne, jak uroczo zacinający się Owsiak. Gdyby nie chęć przypodobania się widowni, to widownię dałoby się wychować do lubienia mowy brzmiącej bardziej po ludzku. A widowni teraz musi się podobać, czy to się komuś podoba, czy nie, bo oglądalność/słuchalność etc. Stan ten wygląda to na dość prostą funkcję celów przekazu: jeśli celem jest zysk, przegrywa każdy inny aspekt tego przekazu, a jeśli jakiś wygrywa, to dlatego, że jest mu chwilowo przypadkiem po drodze z zyskiem.

    Polubienie

  2. Irytuje mnie, że ilekroć umiera ktoś znany i zasłużony to wieszczy się koniec pewnej epoki jak teraz w przypadku L. Kołakowskiego, czy Zapasiewicza. Koniec epoki wieszczono, kiedy zmarł Karol Wojtyła, S. Lem, R. Kapuściński i można by jeszcze kilkanaście nazwisk wymienić. Ludzie umierają, jest to smutne, ale jest to naturalna kolej życia i wieszczenie za każdym razem przy tej okazji „końca cywilizacji” jest nadużyciem.

    Podobnie te wszystkie żale, że kiedyś to było coś, że było inaczej, że ludzie kulturalni, wykształceni, oczytani, a dzisiaj to hołota, analfabeci i inwektywy można by dalej mnożyć. Problem mam tylko ten, że jest to powtarzane, jak mantra od wieków. Co więcej, jak zajrzę do gazet – jestem szczęśliwym nie-posiadaczem telewizora – i poczytam co nasi politycy, hierarchowie, czy nawet profesorowie (patrz ostatnia wypowiedź prof. Majcherka na temat nauk przyrodniczych) opowiadają, to nie mam wrażenia, że jest jakiś szczególny problem z poziomem dzisiejszej młodzieży. Myślę, że ludzie byli, są i będą różni, będą ludzie mądrzy, jak L. Kołakowski, a będzie też masa różnej maści półinteligentów. Problemem naszych czasów jest to, że ta masa jest coraz częściej pokazywana i w pewien sposób promowana, a przez to, że jest głośna i widoczna powstaje wrażenie, że to jest właśnie współczesne społeczeństwo.

    Polubienie

  3. Przyznam, że i mnie irytuje „terkot” współczesnych prezenterów i spikerów, chociaż ze zrozumieniem nie mam problemów.
    Pardon, chyba w jednej telewizji starają się mówić wolniej i przyjaźniej dla człowieka. Jak na ironię, w Trwam, której oczywiście nie cierpię. Ale muszę powiedzieć, że takie spokojne serwisy informacyjne ogląda się o niebo przyjemniej.

    Polubienie

  4. Rzeczywiście bolesne to jest. Trudno coś na to poradzić, bowiem jak wiemy, to nie zdrowy rozsądek, a pieniądze zaczęły rządzić światem dziennikarskim, a co za tym…a może przed tym idzie, potrzeba jest wielu specjałów, typu: Majdam ma kochankę…Towarzyszy mi taka myśl od dawna, że to nie gazety służą ludziom, ale ludzie służą gazetom. W jaki sposób? A tak to, że ktoś musi kupić tą a nie inną gazetę. Nic z tego nie będzie miał, nawet kilku groszy więcej w portfelu. To stwierdzenie można odnieść również do dziennikarzy telewizyjnych.

    Pozdrawiam serdecznie.

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.