Popieram Olechowskiego

olechDr Andrzej Olechowski, odsunięty na bok współtwórca Platformy Obywatelskiej, opuścił ją. Jego motywacje w tym względzie, przekazane dzisiaj Donaldowi Tuskowi i upublicznione przez pana Andrzeja m. in. przez Studioopinii.pl, absolutnie trafiają mi do przekonania. Podejrzewam, że Olechowski będzie kandydował na prezydenta; nie wykluczam, że wesprze go w tym Piskorski i jego SD. Oświadczam niniejszym, że na dziś nie widzę poza dr Olechowskim nikogo w Dużym Pałacu. Popieram go zatem w całości.

A oto pełny tekst listu Olechowskiego do Tuska.

Szanowny Panie Przewodniczący!

Pragnę  Pana poinformować, że postanowiłem zrezygnować z członkostwa w Platformie Obywatelskiej Rzeczypospolitej Polskiej.

Wierzę,  że obaj jesteśmy w polityce nie dla trywialnego interesu osobistego lub grupowego, ale dlatego, że mamy do wykonania jakieś zadanie. Zadanie, które ja sobie postawiłem to modernizacja Polski i rozwój liberalnej demokracji. Obecny stan tego projektu budzi mój poważny niepokój. Mimo osobistych osiągnięć milionów Polaków pozostajemy daleko w tyle za nowoczesnym centrum. Polacy nadal są zakładnikami marnej edukacji, absurdalnych przepisów gospodarczych, zgrzebnej infrastruktury, nieudolnego, stronniczego i skorumpowanego państwa, żenującej kultury politycznej. Co najgorsze brak jest strategicznej wizji naszej przyszłości: jak chcemy dogonić świat? Jaki ma być polski kapitalizm? Ile ma być państwa? Jaką rolę chcemy odegrać w świecie? Politycy do tych pytań się nie odnoszą. Brak poważnych głosów w okresie głębokiego kryzysu gospodarczego i wyborów do Parlamentu Europejskiego jest tyle smutny, co kompromitujący. Polska nie jest solidnym, dobrze rozpędzonym pociągiem jadącym na sprawdzonych torach. Wszystko jeszcze może nas spotkać – dobrego i złego. Nie wystarczy Polską administrować, trzeba nią kierować: wytyczać szlaki, rozpoznawać przeszkody, skłaniać do podejmowania wyzwań.

Trzeba przywrócić poważny ton w polskiej debacie politycznej. Musimy pozbyć się dominującej dziś nieznośnej miałkości i atmosfery gry. Trzeba formułować poważne propozycje i przekonywać do nich obywateli. Czuję się w obowiązku aby podjąć to wyzwanie. Naturalnym miejscem dla tej aktywności powinna być dla mnie PO. Po głębokim namyśle doszedłem jednak do – bardzo dla mnie trudnego – wniosku, że w tej partii nie podołam swojemu wyzwaniu. Dlaczego? Z czterech powodów.

Po pierwsze, dlatego, że PO zatraciła swój programowy charakter. Współtworząc z Panem i panem Maciejem Płażyńskim PO zdeponowałem w niej swoją nadzieję na partię, która będzie  konsekwentnym liderem modernizacji Polski i Polaków, poprowadzi nas do centrum nowoczesnego świata. Przypomnę, że za najwyższą wartość uznaliśmy wówczas „wolność człowieka – obywatela – jego godność, kreatywność i aspiracje”. Mieliśmy „uwolnić energię Polaków”, pomóc „oszlifować polskie diamenty”, sprawić, że „państwo nie będzie zajęte same sobą”! Dlatego z narastającym rozgoryczeniem obserwowałem metamorfozy programowe PO: niesławny sojusz z kolektywistami z PiS, poddanie się obsesji rozliczeń z PRL, „ukąszenie” ideą IV RP, awanturę o Niceę,  akceptację dla obniżenia standardów demokratycznych, porzucenie planu reformy podatków, obojętność wobec degradacji służby cywilnej, itd. Te fascynacje i zwroty zepchnęły w kąt troskę o awans życiowy Polaków – ambitne programy edukacyjne, likwidację barier dla przedsiębiorczości, obniżkę podatków. Dewastacji dopełniło podporządkowanie wysiłku programowego grze politycznej, konkurencji z PiSem. Dziś, jak wielu Polaków nie umiem powiedzieć, jaką partią jest PO. Wiem tylko, że w danej sprawie nie jest PiSem.

Po drugie, dlatego, że straciła ona spójność. Współtworząc naszą platformę obiecywałem publicznie, iż zgromadzi się na niej „wspólnota zwarta, skupiona wokół łączących ją idei i celów programowych, a nie zgromadzenie od Sasa do lasa czy sprytne joint-venture zawiązane w celu zdobycia wpływów i władzy”. Naszą partię mieli stanowić „ludzie wypróbowani, którzy po stokroć wykazali wierność głoszonym przez siebie zasadom, którzy w działaniu, a nie tylko w słowach udowodnili swoje kompetencje i odpowiedzialność”. Nie tylko mną wstrząsnęło  zaproszenie do grona kandydatów do Parlamentu Europejskiego pana Mariana Krzaklewskiego, który jest przecież symbolem sprzeciwu wobec otwarcia i modernizacji Polski. A to tylko jedna z wielu osób, których poglądy i dorobek polityczny wprowadziły do PO chaos, pozbawiły ją w moich oczach wiarygodności. Nadały jej też rys cynizmu, na który partia reformatorska pozwolić sobie nie może.

Po trzecie, dlatego, że PO stała się partią władzy. Budując ją zapewnialiśmy Polaków, że będzie się różnić od innych partii, które „są jak korporacje – rozgałęzione przedsiębiorstwa z udziałami we wszystkich dziedzinach życia społecznego i gospodarczego. Zajmują się gruntowaniem wpływów i zarządzaniem układem interesów na wszystkich szczeblach władzy – od samorządu dzielnicy do senatu – i we wszystkich jednostkach finansowanych przez państwo – od kas chorych, przez teatry do komunalnych cmentarzy”. Czy moglibyśmy dzisiaj inaczej opisać PO? Czy moglibyśmy powiedzieć, że jest „inna, lepsza. Nie zajmuje się swoimi interesami, ale tym co stanowi istotę partii –  realizacją programu w parlamencie”? Czy moglibyśmy nie zgodzić się z panem Rafałem Dutkiewiczem, gdy twierdzi, że dla przedstawicieli PO „w samorządach decydentem nie są wyborcy, tylko aparat partyjny”? W zapomnienie poszły prawybory, współpraca z organizacjami i środowiskami społecznymi, „lekkie struktury na wzór amerykański”. PO dołączyła do niesławnego grona poprzedniczek upartyjniających państwo, gmatwających interes prywatny z publicznym i bezwstydnie rozbudowujących nomenklaturę.

W partii władzy, chaotycznej i wieloznacznej, partii, która zapomina o swoich celach i obietnicach nie ma miejsca dla mnie i mojego zadania. W takiej partii nie da się uzgodnić i zrealizować ambitnych planów modernizacyjnych, projektów o strategicznej głębi, przedsięwzięć naruszających interesy istotnych grup społecznych. Takiej partii – i to jest czwarty powód – nie uda mi się też zmienić. Oceny i propozycje obojętnie czy zgłaszane prywatnie czy publicznie nie zdają się na nic, gdy brak jest elementarnych form wewnętrznej debaty oraz demokratycznych procedur wyciągania z niej wniosków. A tak właśnie jest w PO. Krytyka i postulaty zmian interpretowane są jako przejawy osobistych ambicji, chęć podważenia autorytetu kierownictwa, zamiar zajęcia czyjegoś stanowiska. Myśl o zaangażowaniu się w taki proces jest dla mnie odstręczająca.

Takie są  powody mojej decyzji. Z ciężkim sercem opuszczam partię, którą współtworzyłem. Nie opuszczam jednak środowiska, które Platformę powołało do życia. To także moje środowisko. Darzę je szacunkiem, życzliwością i przyjaźnią. Demokratów i liberałów, „ludzi umiarkowanych i nowoczesnych, samodzielnych i przedsiębiorczych, inteligencji, młodzieży; ludzi, którzy współczesny świat rozumieją, potrafią go wykorzystać i twórczo rozwinąć; ludzi, którzy doceniają znaczenie rozumnego przywiązania do tradycji i zasad”. Nie tylko go nie opuszczam – odchodzę z partii by go nie zawieść. By na nowo podnieść nasze cele i marzenia. Wierzę, że robię to dla dobra Rzeczpospolitej.

Z poważaniem i sympatią,
Andrzej Olechowski
PS. Z oczywistych względów pozwolę sobie ten list podać do wiadomości opinii publicznej.

Advertisements

9 thoughts on “Popieram Olechowskiego

  1. Do diabła! Właśnie wyczytałem, że w SD znalazł się też Widacki i inne niedobitki z Mumii Wolności/PeDe/Centrolewu. Chyba jednak nie zostanę sympatykiem tej partii ;/

  2. Z argumentami o odejsciu z partii, jakie przedstawił Andrzej Olechowski, trudno się nie zgodzić. Czy jednak byłby dobrym kandydatem na prezydenta – można wątpić. Od polityka oczekuje się w końcu skuteczności, a przedstawiony wyżej list jest raczej świadectwem porażki; autorowi listu nie udało się utzymanie partii w takiej postaci, jaką zadeklarował razem z innymi założycielami.

  3. @Bogdan Miś:
    Niewątpliwie, jest to jeden z ciekawszych kandydatów na kandydatów na Prezydenta. Trochę szkoda, że PO nie zauważyło tego rok temu i nie zdecydowało się na to, aby to właśnie Jego wystawić w tych wyborach, a tym samym zaprzeczyć, że D. Tusk ma zamiar kandydować. Wydaje mi się, że mogłoby to dość znacznie zmienić postrzeganie niektórych ruchów tej partii. A także uświadomiłoby D. Tuskowi, że jest niezłym (jak na nasz kraj) premierem i że może się starać o następną kadencję, ale na Prezydenta za bardzo się nie nadaje. To stanowisko wymaga jednak trochę innych cech.

    Zupełnie innym tematem jest to, że rzeczywiście PO nie jest już tamtym PO.

  4. „(…)PO dołączyła do niesławnego grona poprzedniczek (…) gmatwających interes prywatny z publicznym” – czego nigdy nie zrobił wódz Piskorki – lider SD, i (bodajże)znany hodowca lasów za „zunieuropejskiej pieniądze”.
    Olechowski jest OK (chociaż.. czym on się wykazał poza gadaniem raz na siedem lat?), umoczony jednak w Piskorskim nie brzmi już wiarygodnie.

  5. według mnie Olechowski jest dobry jako lokomotywa
    nowe projekty to go kręci
    ale jak przychodzi kolejny szary dzień gdy trzeba wziąć się do pracy wtedy znika
    zamiast pracować nad jakością swojego ugrupowania daje nogę bo tak jest najłatwiej

    równie dobrze może napisać list otwarty do Polaków, opuścić Polskę bo przecież większość rzeczy nie jest tak jak miało być, dziury, brud i polityka, nic tylko się wypisać

    a Tu trzeba działać, być częścią zespołu,
    nie wytykać czego oni nie zrobili tylko szukać tego co ja mogę zrobić dla nich, co mogę zrobić ja żeby tam było lepiej

    na koniec dodam że zgadzam się z zastrzeżeniami i też uważam że PO daje ciała w wielu sprawach jednak w polityce zwłaszcza dzisiaj potrzeba nam więcej stabilizacji

  6. Jeśli chodzi o skuteczność SD i Olechowskiego, to nie wierzę w sukces tego rachitycznego przedsięwzięcia. Rozejdzie się po kościach, jak forsowanie na Urząd prezydenta Wrocławia.

  7. Wszystko ładnie, ale mam jakieś dziwne déjà vu: jakbym to słyszał przed poprzednimi wyborami. Czy Pan Olechowski tylko się „ujawnia”, gdy jest coś do ugrania? Hm…Kiedyś wydawało mi się, że identyfikuję się z jego poglądami, ale skończyło sie jak zwykle: na górnolotnych słowach i ogólnym bla-bla. A co ze skutecznością polityczną Pana Olechowskiego?
    Jest trochę czasu, więc pożyjemy-zobaczymy. Jestem sceptykiem.

  8. Wszystko jasne, prócz tego może, co też tak w tym liscie rozbawiło pana premiera?
    Ale to juz słodka tajemnica jego samego.

Możliwość komentowania jest wyłączona.