Wraca sprawa ustawy medialnej

Sytuacja staje się dramatyczna. Platforma zagrała – ciekaw jestem, czy świadomie, tzn. czy to było planowane? – va banque. Senat do wynegocjowanej już z SLD ustawy medialnej wprowadził niespodziewanie dwie zmiany, które całkowicie zmieniają tzw. ogląd rzeczy. O jednej z nich – głośno, o drugiej, co znamienne, nie tak bardzo. Ta, o której głośno – dotyczy rezygnacji z zasady sztywnego finansowania mediów publicznych. Miało ono być utrzymane na poziomie dotychczasowych wpływów z likwidowanego właśnie abonamentu, tj. wynieść ok. 800 mln złotych; senat zmienił to na kwotę „wedle uznania”, czyli faktycznie umożliwił władzy wywieranie nacisku na media: nie będziecie mówić co trzeba, nie będzie kasy. O ile znam życie:  jest to koniec nawet z pozorami niezależności mediów, nie tylko z samą niezależnością. Odpowiednie manipulacje tym rozwiązaniem mogą z łatwością również doprowadzić telewizję publiczną (lub jej jakiś fragment) do bankructwa i prywatyzacji.

Drugi problem, ten przemilczany,  jest z osławionymi wartościami chrześcijańskimi. Nie dość, że gdzieś tam one już w innej ustawie – niestety – siedzą, to jeszcze przepisy zaostrzono: media publiczne już mało, że muszą uwzględniać WC, to jeszcze muszą ich przestrzegać. W moim głębokim przekonaniu poza tym, że jest to rozwiązanie a la talibowie, faktycznie robiące w sferze informacji i rozrywki z Polski katolicki kalifat, przeto obrzydliwe i niegodne – to owo rozwiązanie jest sprzeczne z Konstytucją. Która, jak wiadomo, gwarantuje nam równe prawa z uwagi na wyznanie lub jego brak. Która, jak wiadomo, gwarantuje nam nieograniczoną (poza przepisami kodeksu) wolność słowa. Nie ma możliwości, by Trybunał Konstytucyjny tego projektowanego przepisu nie obalił.

Prawicowe przykościelne włazidupy przeforsowały ten podwójny numeras w nadziei, że SLD da się zaszantażować: jeśli nie poprze tak zmienionej ustawy, to tym samym musi poprzeć murowane veto prezydenta (czyli pisiorstwo)  i utrzymać na posadzie farfałowskich weszpolaków. Platforma liczy zapewne, że tym samym SLD straci wiarygodność w oczach części wyborców i ulegnie dalszemu osłabieniu; jeśli zaś przyjmie propozycje senatu, to skutek będzie ten sam, tylko inna część elektoratu na nich napluje. Mamy tu więc do czynienia ze słynną nigdyś alternatywą akademika Kurcenki: czto nie sdiełajesz, i tak ch…

No więc osobiście myślę, że SLD powinien jednak – z dwojga złego – zostawić Farfała na posadzie. Tyle, że bardzo głośno podnieść tę drugą kwestię, owych WC. I równie głośno mówić, że lepiej by neofaszyści rządzili sobie Publiczną jeszcze nawet kilkanaście miesięcy (więcej nie będą), niż żeby miała ona pójść całkowicie na smycz władzy.  Tym bardziej, że w końcu można dobrać się do tego towarzycha podobną metodą, jaką kiedyś załatwiono Al Capone’a…

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Wraca sprawa ustawy medialnej

  1. PO traci, choć tego nie widać. Dowcip polega na tym, że PO przekona się o stratach w chwili, gdy PiS się rozpadnie. Gdy nie będzie tego czynnika mobilizującego do głosowania na PO (czytaj: najskuteczniej przeciwko PiS), wtedy nagle wystrzelą inne ugrupowania.

    Polubienie

  2. Szkoda tylko, że na takich zagrywkach nie traci PO. Co prawda niczego lepszego w tej chwili za bardzo nie widać, ale panowie z tej partii powinni jednak poczuć, że jeszcze nie wszystko im wolno…

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.