Szaleństwo z tym Buzkiem

Jerzy Buzek
Jerzy Buzek

Miły człowiek, ten profesor Buzek. Kulturalny, przystojny, należycie wykształcony. Żaden politolog ani historyk, porządny inżynier. Ponoć –  tak wynika ze skandaliku z niezamkniętym mikrofonem w radiu TOK-FM, gdzie prof. Władyka z uznaniem, acz nieparlamentarnie, określił tzw. moc męską pana Jerzego – także sprawny w pewnej ważnej dziedzinie życia. W dodatku cywilizowany ewangelik. Słowem – pewno całkiem niezły kandydat na wysokiego urzędnika europejskiego (porównajmy go choćby z Michałem Kamińskim, brr…).  Ale histeria wokół jego kandydatury w naszym Kartoffellandzie jest śmieszna i irytująca. Bowiem…

…bowiem, po pierwsze, zapomnieliśmy już chyba, z jaką ulgą przyjęto powszechnie odejście jego rządu, jego dość służalczą współpracę z Pięknym Marianem i te niezbyt mądre uśmiechy, jakimi kwitował w czasie swych rządów wszelkie trudniejsze sytuacje. Zapomnieliśmy jakoś – łatwo! – zostawioną następcom potworną dziurę budżetową; ba, nawet skrajna prawica zapomniała (a może w ogóle się nad tym nie zastanawiała), że czterdziestoprocentowy wynik wyborczy SLD sprzed lat – to nie był bynajmniej wynik osobistego czaru i wdzięku Leszka Millera, ale skrajnej nieudolności rządów AWS, której po prostu mieliśmy niemal wszyscy serdecznie dość?

Po drugie zaś – a niby dlaczego mielibyśmy się podniecać kandydowaniem gdziekolwiek akurat Polaka? Czyżbyśmy uważali, że „nasi ludzie” mają w Unii jak najwięcej nachapać dla rodaków (czytaj: swoich kumpli, lub tych, którzy się na czas zapiszą „gdzie trzeba”? A może jednak to Unia jako całość ma mieć korzyść ze swoich urzędników i polityków, nie zaś ich kraje ani nawet partie?

Oświadczam uroczyście: nic a nic mnie nie obchodzi, czy Buzek (a także: żeby była jasność, Cimoszewicz – choć wydaje się, że ten ostatni ma jednak właśnie europejskie kwalifikacje i kompetencje dużo większe, niż JB) zostanie kimś tam-kimś tam. Żaden to powód do chwały zbiorowej zresztą: jeśli miałbym wypinać pierś z dumy, że jakiś rodak gdzieś się załapał, to musiałbym przecież również czuć wstyd za polskiego gwałciciela, mordercę, antysemitę, czy kibola. A nie czuję. Ani ich nie płodziłem, ani wychowywałem. Nie czuję z nimi żadnej wspólnoty, specjalnie tej plemiennej – którą wręcz uważam za obrzydliwą i małpią. Howgh.

PS. Pan rzecznik rządu (kolejny facio, który zasługuje tym samym na miano niedorzecznika) oburzył się na „antypolski atak” Frankfurter Allgemaine, które to pismo ośmieliło się skrytykować któregoś z braci, nawet chyba nie tego z Pałacu. Imaginujcie sobie, Niemcy znowu Polaka opluli… MSZ będzie ponoć interweniował.

Ludzie, zamknijcie ten dom wariatów, dopóki nie jest za późno.

Advertisements

3 thoughts on “Szaleństwo z tym Buzkiem

  1. Trzeba by dodać cztery nieudane wielkie reformy (apokalipsy?) oraz karykaturę Buzka jako małpiatki w Gilotynie, która chyba najlepiej oddawała społeczne nastroje.
    „Tam” jakoś nie działa ludziom na nerwy i może dlatego go lubią. 🙂

  2. Cóż, masz rację. Buzio to taki manekin. Gdzie go postawią tam stoi. Wielkich osiągnięć w swojej profesjonalnej dziedzinie nie odnotował, poszedł w polytykę. Kiedy mój niegdysiejszy szef (dyrektor sporego zakładu) usłyszał, że JB to MÓZG EKONOMICZNY „Solidarności” wyciągnął z barku flaszkę i powiedział pij, bo następnych już nie będzie przy takich mózgowcach. Nie miał racji są, nawet tańsze, bo tylko to potrafimy. A Nokie importujemy z Finlandii (gdzie tajga i renifery).

Możliwość komentowania jest wyłączona.