Refleksje nad popularnością, czyli vanitas vanitatum

Mój kanał

Mój kanał

Czytelnicy niniejszego nie od dziś wiedzą, że mam – wrodzoną chyba –  słabość do telewizji; oczywiście, do tej nieistniejącej od dawna, może nawet tej czarno białej i bez magnetowidów, ale może być i ta nowa. Nikt się zatem zapewne nie zdziwi, że od czasu do czasu próbuję swoich sił w produkcjach tzw. telewizji internetowej. Z dość – powiedziałbym – umiarkowanym sukcesem: moje „Pitagorasy” umieszczane na YouTube i kopiowane również w tym miejscu mają po kilkaset wejść, czyli niewiele. Nie dziwi mnie to, bo i poziom techniczny mocno amatorski (mój sprzęt to średniej jakości kamerka internetowa Logitecha, oświetlenie zapewniają dwie lampy biurkowe i okno, montaż to po prostu windowsowy Movie Maker)  – i tematyka wyraźnie demode: popularyzacja nauki, w dodatku tej najparszywszej, czyli matematyki. Nie bez powodu jeden z byłych wysokich funkcjonariuszy Naszej Odzyskanej Telewizji kilka lat temu powiedział, że nauka i edukacja nie interesują go w ogóle, są bowiem niereklamonośne. Tymczasem…

Pojawił się ostatnio serwis społecznościowy Pinotv. Działa na zasadzie bardzo prostej (jak dla mnie: troszkę za bardzo): nadajesz własnemu kanałowi tytuł, robisz sobie logo i baner, przesyłasz na serwer, wrzucasz klipy z własnego komputera, podciągasz je z innej witryny lub z YouTube, następnie ustalasz w edytorze kolejność – i po wszystkim. Pół godziny roboty i własna „stacja telewizyjna” nadaje. Nadaje na tej zasadzie, że utworzona przez ciebie playlista klipów chodzi w pętli. Odbiera się to-to przez przeglądarkę, a minimum wymagań na łącze to 500 kb/s. Obok playerka jest tam czat, na którym o oglądanym programie mogą dyskutować widzowie. No i wsadziłem tam – tytułem testu w gruncie rzeczy – jedenaście moich kawałków „Pitagorasa”.

Tu uwaga: rozmawiałem już z obsługą serwisu i powiedziałem im, że koniecznie trzeba właścicielowi (tj. twórcy) kanału umożliwić choćby ustalenie godziny rozpoczęcia pierwszej transmisji – teraz zaczyna się losowo; użytkownikowi zaś umożliwić oglądanie poszczególnych klipów, zwalniając go od konieczności oczekiwania na początek pętli; zgodzili się ze mną. A w ogóle rozmowa była bardzo miła – może dlatego, że nastąpiło coś, od czego szczęka opadła mi do kolan.

Otóż mój kanał trafił natychmiast do „Wykopu”. I zaczęło się. Czat się grzał do białości, w ciągu paru godzin kanał zaliczył 5000 wejść i momentalnie znalazł się na pierwszym miejscu lokalnej listy popularności. Przewaga oglądalności nad następnym kanałem – muzycznym! – była blisko pięciokrotna. Dziś jest tak samo; tyle tylko, że przewagę mam już przeszło siedmiokrotną.

Nie chodzi mi o samochwalstwo – choć, nie ukrywam, niektóre komentarze widzów sprawiły mi dużą przyjemność (największą chyba wpis: chciałbym mieć takiego dziadka). To, co się stało, skałania jednak do paru refleksji. Może banalnych, może nie; osądźcie sami.

Po pierwsze zatem: wydaje się, że dzisiejszy internauta przekonał się już do przekazu medialnego . Pewno dlatego, że łącza są dziś szybkie – ale może i dlatego, że w ogóle cywilizacja nasza robi się medialna: ludzie wolą oglądać i słuchać niż czytać (głównie tekstowe – ale przecież bynajmniej nie matematyczne! – „Studio Opinii” zdobywa popularność bardzo powoli i z dużym trudem: oglądalność rośnie, i to liniowo, ale współczynnik kątowy tego wzrostu nie jest łamiący). Wcale mnie to wszystko zresztą nie cieszy jako zjawisko.

Po drugie: nie jest pewno wcale prawdą, że współczesny widz chce tylko gołej d…, prymitywnej muzyki i dowcipasów. Kanały muzyczne i rozrywkowe w tej Pinotv „leżą i kwiczą”: zdobywają po kilkadziesiąt odsłon. Ten sąd potwierdza rosnąca popularność kanałów Discovery, National Geographic i Planete; nie znam dokładnie statystyk oglądalności, ale rosnąca tam (ubolewam!) liczba reklam wskazuje na to, że zjawisko dostrzegł również biznes.

Po trzecie: szalenie ważne jest dobre trafienie z reklamą, w tym wypadku z „Wykopem”.

A w ogóle: zajrzyjcie na mój kanał. Jest tutaj.

Reklamy

10 uwag do wpisu “Refleksje nad popularnością, czyli vanitas vanitatum

  1. Świetna sprawa! Gratuluję pomysłu. Na opisywanym pinioTV co prawda oglądać się nie da, ale obejrzałem wczoraj wszystkie odcinki na YT i jestem pod wrażeniem i jednocześnie czuję, niedosyt. Być może program nie wyczerpuje tematu, w tak krótkiej formie byłoby to niemożliwe, ale jako zwracający uwagę na ciekawostki związane z matematyką… ehh po prost gratuluję pomysłu i życzę jeszcze wielu, coraz bardziej udanych odcinków.

    Co do jakości montażu nie jest źle. Jakiś zcas temu znany dziennikarz telewizyjny prowadził wielką akcję z programem publicystycznym w internecie. Za sprawą stały duże media, a jakość montażu i nagrania była „podwórkowa”. Na takim tle Pana program wypada na prawdę dobrze, bo wyciąga Pan jak sądzę wszystko z posiadanej infrastruktury podczas gdy wspomniani profesjonaliści … szkoda gadać 😀

    Polubienie

  2. Wolę czytać. Nie tylko dlatego że tak szybciej. Większość filmów udostępnianych współcześnie w sieci (poza piratami na torentach), w tym youtube, bazuje na jakichś badziewnych technologiach typu flash, które na odtworzenie filmu potrzbują chyba z 10 razy więcej zasobów komputera niż to konieczne… Nie wiem, może nadawania w technologii „strumieniowej” nie da się rozwiązać inaczej, a może po prostu opłaca się olewać internautów, którzy co 5 lat nie wymianają komputera. W każdym razie przycinająca się przeglądarka to nie jest najprzyjemniejszy sposób na oglądanie filmu, a nie zawsze mam czas na kombinowanie ze ściąganiem pliku na dysk.

    Jeśli chodzi o Discoery, to kanał ten może i zyskuje na popularnosci, ale programy z edukacyjnych i czysto dokumentalnych zmienia powoli na widowiskowe i rozrywkowe.

    Polubienie

    • Co do Discovery – ma Pan niestety rację. Zatrudnili jako szefa jakiegoś młodego durnia z MTV i już mamy duchy, życie po śmierci, seks oraz zalew kryminałków i eksplozywnych wygłupów typu „Brainiac”. Ale nadal jest co oglądać.

      Polubienie

  3. Bogdanie, wydaje mi się, że powoli już by trzeba anonsować rzeczoną książkę – może jakaś notka albo mały klip w PinoTV?
    Po obejrzeniu książki twierdzę, że to może być hit.

    Polubienie

  4. Gratuluję suckcesu medialnego.

    Co do czytanie vs. oglądania, zgadzam się z Wojciechem Pastuszką. W większości wypadków jest to potworne marnowanie czasu. Gawędom matematycznym jakoś to pasuje, ale te komentarze na portalach to zupełna porażka.

    Naprawdę wolę w 5 sekund przeskanować tekst Węglarczyka by zobaczyć, czy udało mu się nie powiedzieć samych banałów, niż spędzić dwie minuty oglądając jego pucatą facjatę, amatorsko sfilmowaną i z fatalnym dźwiękiem, i wsłuchując się w marną dykcję – tylko po to, żeby w końcu uznać, że znów były tylko banały.
    Oczywiście, Weglarczyk jest tylko przykładem.

    N aszczęście przynajmniej gazeta.pl się z tego generalnie wycofała.

    Pogląd „współczesny widz chce tylko gołej d…, prymitywnej muzyki i dowcipasów” niestety dominuje w TV (również publicznej) i portalach internetowych.

    Polubienie

  5. „może i dlatego, że w ogóle cywilizacja nasza robi się medialna: ludzie wolą oglądać i słuchać niż czytać”

    Bo ja wiem. Toż oglądanie jest strasznie czasochłonne. To, co ktoś mówi, jestem w stanie przeczytać w kilka razy krótszym czasie. Już nie wspomnę o skanowaniu tekstu wzrokiem , by sprawdzić, czy w ogóle warto go czytać. A przy filmikach dopiero na końcu się człowiek zorientuje, że właściwie nie było po co oglądać.

    Przyznam, że coraz bardziej drażni mnie to, że portale dają pewne rzeczy tylko w postaci filmików (i piszę tu o wypowiedziach bądź nawet wywiadach, a nie filmiku z pokazów lotniczych np.). W zasadzie prawie zawsze rezygnuję z oglądania, bo szkoda mi czasu. A już najbardziej drażnią mnie przydługie wstępy z logami portali na pocątku filmiku. To już totalne marnowanie czasu.

    Polubienie

  6. Osobiście nie przepadam za PinoTV: wciąż albo mi odtwarzanie nie działa, albo na stronę nie idzie wejść (jakieś dziwne przekierowania mają i muszę grzebać w opcjach przeglądarki).
    Ale cieszę się, że udało się wreszcie znaleźć właściwy kanał przekazu. Oczywiście, podejrzewam że to zasługa Wykopu, a nie Pino, ale to nie jest ważne. Ciekaw jestem, ilu z odwiedzających – kiedy już minie fala wykopowa – zostanie regularnymi oglądaczami. Oby jak najwięcej, bo wbrew pozorom brakuje ludziom inteligentnej telewizji edukacyjnej.

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.