Jestem Berlińczykiem

Ich Bin Ein Berliner! – chciałoby się powtórzyć za Johnem F. Kennedym po opublikowaniu wyników referendum w sprawie wprowadzenia w szkołach stolicy Niemiec obowiązku nauczania religii. Mówiąc krótko: w Berlinie (nie w całych Niemczech, to rozwiązanie czysto lokalne) obowiązkowa jest etyka od 7. klasy; religia jest przedmiotem dodatkowym – i to właśnie bezskutecznie usiłowało zmienić stowarzyszenie „Pro Reli”. Pomysł ten zyskał poparcie jedynie 13% głosujących. Więc raz jeszcze: Ich Bin Ein Berliner, Meine Damen und Herren.

Dla odmiany w Kartoffellandzie wybuchła mikroafera, związana z udziałem wojskowych oddziałów honorowych w różnych uroczystościach religijnych, w tym w mszach. Otóż wojsko – najsłuszniej w świecie – zakazało takich praktyk, co spowodowało ostre protesty różnych Polaków-katolików. Jednak wojsko tłumaczyło się dosyć głupio: że uczestniczący w takich cyrkach żołnierze mdleją po pewnym czasie i padając mogą bagnetem kogoś uszkodzić…

No fakt: stać – na rozkaz! – czasem dwie godziny w pozycji „baczność”, to nie jest zdrowe zajęcie.

Ale w nowoczesnej cywilizowanej republice – nie w jakimś pieprzonym państwie mułłów – odpowiedź powinna być inna: żołnierze w szykach zwartych i na rozkaz nie uczestniczą w żadnych uroczystościach religijnych z zasady; nawet jeśli będą o to proszeni. Bo obowiązuje rozdział Kościoła od państwa. I, prawdę mówiąc, wejście do jakiejkolwiek świątyni, nawet prywatnie, w mundurze i (zwłaszcza!) z bronią powinno być regulaminami wojskowymi najsurowiej zakazane.

A przy okazji: jestem (tu będzie pożywka dla różnych weszpolaków i innych kiboli politycznych) berlińczykiem nie tylko z niniejszego wyboru. Przyznaję się dobrowolnie, zanim weźmie mnie na muszkę IPN: zostałem spłodzony w tym właśnie mieście. Co prawda przez kilka miesięcy uchodziłem u mojej matuli za wynik zatrucia egzotycznymi specjałami w jednej z berlińskich luksusowych przedwojennych chińskich restauracji, ale potem okazało się, że to nie Chińczyk był sprawcą zamieszania, tylko pewien niemiecko-polsko-amerykański orientalista. I nie o kolację tu chodziło, tylko raczej o pewne miłe czynności pokolacyjne (jak mniemam). Ale to całkiem inna historia i – daję słowo – z moimi sympatiami dla niemieckich socjaldemokratów nie ma wiele wspólnego.

A dla sentymentu: oto owa mowa JFK.

Advertisements

20 thoughts on “Jestem Berlińczykiem

  1. Kennedy (swoją drogą: wybitny człowiek, katolik) się pomylił- powinien był rzec: „Ich bin Berliner.”
    „Ich bin ein Berliner” jak pisze N.Davies mogłoby oznaczać „Jestem pączkiem z marmoladą”.
    Moim zdaniem ludzie wierzący powinni mieć prawo uczenia się swojej religii zamiast etyki. Chrześcijanin/Muzułmanin/Żyd jesli chce- uczy się swej religii, w końcu zawiera się w niej międzyreligijna etyka. Ateista/agnostyk uczy się „czystej” etyki i tyle.
    A i tak obok tego musi być filozofia, bez której nawet rzeczy tak ważnej jak nowoczesna matematyka nikt nie zrozumie.

    1. Już wyjaśniałem (zob. Wikipedia), że z tą pomyłką Kennedy’ego to mit. N. Davies po prostu nie zna aż tak biegle jak doradcy JFK niemieckiego. Co do prawa uczenia się religii zamiast etyki – oczywiście. Ale POZA państwową szkołą, za własne pieniądze. Etyka nie jest religią ateistów – pragnę zauważyć. Filozofię w szkole popieram (sam miałem), choć z relacją matematyka-filozofia jest raczej odwrotnie: to bez znajomości matematyki nie da się studiować filozofii..

      1. Za wyjaśnienie o Kennedym dziękuję, dodam, że sprawdziłem w wikipedii niemieckiej. Rodzajniki nieokreślone oznaczają coś „jedno z wielu” więc można było Daviesowi uwierzyć.
        Matematyka i filozofia to temat na dłuższą dyskusję.
        Nauka etyki może odbywać się na dwa sposoby:
        -etyka jest to nauka o moralności, dział filozofii, można o niej mówić „na zimno” jako o nauce (dalej będę pisał o tym ujęciu „etyka A”),
        -etyka jako zbiór wzorców (na lekcjach religii to ujęcie- etyka „B”- jest akcentowane).
        Etyka „A” powinna być uczona na filozofii.
        Dla człowieka religinego naturalnym polem nauki etyki „B” jest wspólnota religijna i nie należy wyrywać go z jego naturalnego środowiska na siłę. Wolnośc religijna musi polegać na obecności religii w przestrzeni publicznej, tylko, że na równych prawach.
        Etyka nie jest religią ateistów, ale religia jest podstawą etyki wierzących.

      2. Dodam, że oczywiście wtedy jako Etykę „B” czyli „naukę etyczną” (w sensie: zbiór pouczeń) powinno się wybierać etykę lub religię.
        Nie znam programu szkolnego etyki, ale religia ma zaletę w postaci elementów religioznawstwa (i sam widziałem, że są one nieźle realizowane).

  2. Ach, zapomniałabym , jestem matematyczną niezdarą, analfabetą. W czystej postaci- matematyczym głąbem :-). HL

  3. Gwizdać nie będę, bo nie umiem, a nawet gdybym umiała nie śmiałabym:-) Pięknie dziękuję za zadeklarowaną przyjaźń,a cała przyjemność po mojej stronie. Serdeczności, Panie Bogdanie. HL

  4. @bogdan
    Ich Bin Ein Berliner!
    Ich Bin Ein Berliner, Meine Damen und Herren.

    W języku niemieckim z wielkiej litery w środku zdania piszemy tylko rzeczowniki. „Bin”, „ein”, „meine” to nie są rzeczowniki.

  5. O ile pamietam, to lewica mianując arcykapłana wojskowego (abp. Głodzia) dała przyzwolenie na wojskowa obstawę dla tego „generała”, ktoremu splendory koscielne wymieszane z ceremoniałem wojskowym uderzyły do głowy.
    Spolegliwośc lewicy wydała takie owoce, ktore teraz zaczynaja kołkiem w gardle stawać.
    Czas najwyższy wycofywac sie z tego, ale podejrzewam, że zbyt mocno „Tatarzyn za łeb trzyma…”

    1. Panie Bogdanie, tym razem ja chylę czoła i dziękuję za kulturę słowa, swadę, dowcip, przenikliwą inteligencję, wdzięk i tak rzadko spotykaną dziś … jakby to ująć? Łagodność? Serdecznie pozdrawiam i pięknie dziękuję za dobre słowo. HL

      1. Jeżeli Pani – to rzeczywiście Pani, to je suis enchante, Madame. Cała przyjemność po mojej stronie. Ma Pani bezinteresownego przyjaciela w niżej podpisanym. Przybiegnę, gdy Pani raczy gwizdnąć.

  6. Lekscje religi przeprowadzane w salkach pod kościołem były znacznie fajniejsze i – skuteczniejsze od tych w szkołach.
    A co do wojska – nie do końca rozumiem tę koncepcję, że wojsko nie może być obecne na uroczystosciach, nawet religijnych. Skoro obywatele chcą… Dlaczego ich własne wojsko nie miałoby pokazywac się na ich uroczystosciach?

    1. @Krzysiek

      Wojskowi powinni zacytować:

      Art. 53 pkt 6 Konstytucji RP
      Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych.

    2. @Krzysiek

      1. Wojsko jest do walki i obrony, nie do uświetniania uroczystości.

      2. Obywatele jako zbiorowość nie mają wojska „na własność” (ani niczego innego). Nie mogą przegłosować na przykład, że chirurdzy – gdy nie operują – mają zamiatać ulice. W ogóle demokracja polega na tym, że większość nie może ograniczać niezbywalnych praw żadnej mniejszości, ani nikogo wyróżniać. Gdybyśmy chcieli być konsekwentni, musielibyśmy posyłać kompanię honorową każdej – dowolnej zarejestrowanej – grupie wyznaniowej, bo wszystkie są równe.

      3. Rozdział Kościołów od państwa (w cywilizowanym świecie) polega na tym, że religia staje się sprawą całkowicie prywatną. Oznacza to, że żadne zachowania religijne nie mogą być upowszechniane oficjalnie (na przykład przez wywieszanie symboli w lokalach państwowych, występowanie nauczycielki w czarczafie w szkole – bez względu na to, jak gorliwą muzułmanką jest ona, czy przez oficjalny udział przedstawicieli państwa w uroczystościach religijnych; prezydent ma u siebie na przykład kaplice nie po to, by jego goście się tam modlili „na jego polecenie”, ale po to, by uprawiał swój kult – do czego ma prawo, jeśli cokolwiek wyznaje – w cichości i prywatnie). W cywilizowanym świecie ponadto państwo jest ponad religią, czyli np. to biskup powinien składać wizyty powitalne wojewodzie, zaś prymas – ubiegać się o audiencję u prezydenta; nie na odwrót.
      Powszechność wyznawania danej religii nie ma tu nic do rzeczy.

    3. Proszę wybaczyć że nie odpisałem od razu, dawno mnie tu nie było. Obu Panom odpowiem w jednym komentarzu.
      Otóż: można pozostawać w zgodzie z Konstytucją, opierając się na ochotnikach, to znaczy tych żołnierzy, którzy w uroczstosciach o charakterze religijnym uczestniczyć nie chcą, nie wysyłać na nie.

      Tak, wojsko jest głównie od obrony, ale po co ma swoje kompanie honorowe i orkiestry? Do czegoś to chyba służy. Jasne, chodzi niekoniecznie o święta religijne, wiem. Ja jednak nie wykluczałbym ich, bo w czym to szkodzi?

      Inna sprawa, że pewnie nie każda wioska od razu powinna tak łatwo na swoje święto „dostawać” żołnierzy. Tylko naprawdę specjalne okazje.

      Obawiam się, że reprezentujemy różne wizje. Ja nie mam nic przeciwko temu, by pewne oficjalne zachowania nie miały cech, powiedzmy, pewnego obrzędu. Nie mam nic przeciwko uczestnictwu przedstawicieli państwa w uroczystosciach religijnych, jeśli są one w jakiś sposób ważne dla państwa czy narodu. Także system prawny powinien w jakimś stopniu odwoływać się (ale w żadnym wypadku nie odwzorowywać go ściśle) do systemu wartości i to jakiegoś, konkretnego. Dlaczego nie miałaby to być dominująca religia?
      Ustalenie reguł (jeśli nie istnieją, a nie znam się na tym, więc nie wiem) kto ubiega się o audiencję u kogo to pożyteczna sprawa, ale nie widzę powodu, by taka hierarchia wynikała z wyższości państwa albo religii nad drugim, można tu zaprząc reguły związane z tym, że prezydent czy wojewoda to przedstawiciel państwa polskiego, zaś prymas związany jest z Watykanem.

      Ważniejsze od tego czy w oficjalnych miejscach pojawiają się krzyże, jest dla mnie to, aby przy okienku w urzędzie nie miało znaczenia to, czy przyjdę w jarmułce, turbanie albo bez niczego, bym potraktowany został zawsze według tych samych reguł.

    1. Kiełbaska to raczej Frankfurterka 😉
      chodź nie wiem czy to określenie wychodzi swoją popularnością poza Język Polski.
      „Berlinki” to o ile wiem jedynie nazwa handlowa. Zdecydowania nieznana w latach sześćdziesiątych.

  7. Tak Szanowny Redaktorze,lecz co na to koscielne plenum?ano nic my mozemy sobie tylko pomarzyc,ciekawe jak dlugo jeszcze?Pozdrawiam

    1. Tak, możemy marzyć. I powinniśmy marzyć. I powtarzać konsekwentnie te marzenia. Od tego się zaczyna kształtowanie rzeczywistości, czyż nie? I had a dream… – a potem pojawił się Obama.

  8. „Ich bin Berliner” – jestem berlińczykiem
    „Ich bin ein Berliner” – jestem pączkiem z marmoladą

    1. Oto, co czytamy na ten temat w Wikipedii:
      W latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku w Stanach Zjednoczonych rozpowszechniona została opinia, jakoby Kennedy ośmieszył się niewprawnym użyciem niemieckiej gramatyki. Według niektórych poprawne zdanie powinno brzmieć „Ich bin Berliner” (bez użycia rodzajnika nieokreślonego), a więc zdanie wypowiedziane przez prezydenta zostało zrozumiane jako „Jestem berlińskim (pączkiem)”, co miało wywołać rozbawienie zebranych. Takie tłumaczenie wypowiedzi bywa rozpowszechniane w języku angielskim jako „I am a jelly[-filled] doughnut”.

      Najstarszym odnotowanym przypadkiem wystąpienia tego mitu jest artykuł z The New York Times z roku 1988[3]. Tę legendę powtarzały również inne media jak BBC[1], czy MSNBC[4].

      W języku niemieckim wprawdzie często nie stosuje się rodzajnika nieokreślonego przed użytą orzecznikowo nazwą mieszkańców jakiegoś terytorium, jednak w wystąpieniu prezydenta wyraz „Berliner” pojawił się w znaczeniu przenośnym, wyrażającym solidarność z Berlińczykami, oraz jako rzeczownik pospolity, oznaczający człowieka wolnego. W takim wypadku użycie rodzajnika nieokreślonego jest całkowicie poprawne. Ponadto, określenie „berlińczyk” („Berliner”) na oznaczenie tamtejszego pączka („Berliner Pfannkuchen”) wśród mieszkańców Berlina w latach sześćdziesiątych było prawdopodobnie nieznane, gdyż do dziś używa się tam przede wszystkim wyrazu „pączek” (Pfannkuchen). Tak więc zdanie wypowiedziane przez prezydenta Kennedy’ego jest poprawne i zostało sprawdzone podczas przygotowania do wystąpienia. Prezydent w następnym zdaniu podziękował tłumaczowi za „przetłumaczenie” jego zwrotu na niemiecki, co wzbudziło rozbawienie wśród publiczności.

Możliwość komentowania jest wyłączona.