Sir Lechu: lej Wasza Miłość na kundli!

Myślę, że te uwagi wpienią wiele osób (nie wykluczam, że włącznie z głównym bohaterem, o czym niżej – emocje w końcu grają…), ale trzeba chyba na problemy byłego prezydenta spojrzeć trochę inaczej, niż robią to jego adwersarze czy przyjaciele; włącznie z nim samym. Otóż nie ulega wątpliwości, że od pewnego czasu trwa dzika nagonka na LW; mówiąc prawdę, motywowana chyba tylko zapiekłymi osobistym pretensjami i mściwą nienawiścią Braci Bardzo Małych, bowiem LW dzisiaj nikomu nijak nie zagraża, ani żadnej roli politycznej – w sensie zajmowania ważnych stanowisk państwowych – już nie odegra. Ostatni numer z tzw. magisterium pewnego gówniarza z Krakówka,  niejakiego Z. , przeszedł – to oczywiste – wszelkie granice dobrego smaku i przyzwoitości. W sumie rozumiem, że Lech W. się wnerwił i ryknął; ale czy musiał i czy powinien?

No więc chyba nie powinien. Kim jest ten jakiś Z.? Jeśli media go nie spopularyzują włącznie z wizerunkiem – pozostanie młodym, nikomu nie znanym oszołomem; jeśli go spopularyzują – jego kariera życiowa jest skończona, na zawsze pozostanie durnym kserografistą, tyle że rozpoznawalnym. Przyjemności z tego dużo mieć nie będzie, bo przyzwoici ludzie będą na jego widok spluwać; no, pewno poświęci mu trochę uwagi jakiś niskonakładowy szmatławiec albo wiadome radyjo, ale to profity mocno wątpliwe…

Więc pies z nim tańcował, z owym Z. Były prezydent swoją reakcją tylko sprawę nagłośnił.

Tu anegdota. Dziesiątki lat temu jeden z moich przyjaciół napisał o drugim moim przyjacielu w gazecie coś przykrego i nieprawdziwego (wierzył w to, co pisze i dał się wpuścić w tzw. kanał; przy okazji zwróćcie uwagę: obu określam mianem przyjaciół; z pełnym przekonaniem). Trzeba trafu, że ten drugi był pracownikiem telewizji, ten pierwszy zaś obsmarował go tak, że rzecz powinna się była skończyć procesem. Nie skończyła się. Nie skończyła się też żadną polemiką, a odpowiedź na atak za pomocą kanału telewizyjnego byłaby dla Pierwszego Przyjaciela z pewnością bolesna. Przyjaciel Telewizyjny powiedział mi: kochany: ilu ta gazeta ma czytelników – pięćdziesiąt, sto tysięcy? A ilu widzów miałaby polemika telewizyjna – lekko licząc, milion; dodaj do tego rozgłos w całej prasie. To co, ja mam temu frajerowi robić popularność? Leję na niego cienkim sikiem…

I to było podejście właściwe, Sir Lechu. Chudopachołka, kmiecia i chłopaka stajennego się nie zaszczyca uderzeniem miecza. Takiego czegoś się – Sir Lechu – nie dostrzega w ogóle, bo to nie ta sfera.

Herb Lecha Wałęsy
Herb Lecha Wałęsy

Dlaczego zaś Sir Lechu? Ha, LW dostał niegdyś od Elki Wielki Krzyż Orderu Łaźni. Gdyby był obywatelem brytyjskim, automatycznie oznaczałoby to uszlachcenie. Ponadto LW jest posiadaczem herbu własnego, przyznanego mu przez Urząd Heraldyczny Królestwa Szwecji z okazji nadania Królewskiego Orderu Serafinów. Kto ma ochotę, może ten herb obejrzeć obok… Więc powód do Sirowania jakiś jest.

Przypuśćmy jeszcze na moment, że to, co ten nieszczęsny magister Zupka, Zyzolek, czy też Ząbek napisał – to czysta prawda (choć osobiście sądzę, że łgał jak sobaka). Że LW był kiedyś tam ojcem nieślubnego dziecięcia. Że istotnie nasiusiał do chrzcielnicy.  Że faktycznie podpisał jakieś kwity tajniakom.

Pytam: no to co z tego? Po pierwsze, byłoby to tak dawno, że nawet morderstwo z premedytacją byłoby z mocy prawa przedawnione, zaś za jego wyciągnięcie na jaw wyciągający mógłby odpowiadać przed sądem za pomówienie. Po drugie zaś, trzecie i dziesiąte: wszystko to są fakty bez znaczenia prawnego, politycznego czy moralnego. Nie znam – prawdę mówiąc – zbyt wielu mężczyzn, którzy mogliby dać z czystym sumieniem słowo honoru, że gdzieś tam po świecie nie pałęta się jakiś ich potomek. Znałem zaś takiego na przykład, który zrobił dziecko  siostrze ciotecznej, w dodatku mężatce – i świat się od tego nie zawalił, a i ów dżentelmen i owa siostra, to wspaniałe i sympatyczne jednostki ludzkie; dziecko też na ludzi wyrosło. Znałem uroczą damę, która odbiła chłopaka swojej niemniej uroczej córce – i miała z nim bachora; było to idiotyzmem samym w sobie, bowiem stawianie sobie bastruka w wieku lat czterdziestu jest właśnie czymś takim, ale nikt z tego powodu szat nie darł…

Co do siusiania do chrzcielnicy. Osobiście byłem świadkiem podobnego w charakterze wydarzenia. Otóż pewien mój kumpel zrobił doktorat; z tej okazji wydane było stosowne przyjęcie. Imaginujcie sobie: my, młodzież (no, nie taka bardzo: trzydziesto- i czterdziestolatkowie) i rada naukowa Ważnego Wydziału Zacnej Uczelni in corpore, wraz z żonami. Te żony, to były w większości nadęte stare purchawy, takie z gatunku „ą i ę”. No i po dwóch czy trzech godzinach, kiedy atmosfera zrobiła się ciut luźniejsza – nie bez przyczyny, bo skrzyneczka jakiegoś zacnego radzieckiego koniaczku była już niemal pusta – dokorant wraz z kumplem, młodym docentem zresztą – zakręcili się jakoś i znikli w kuchni. Podążyłem za nimi i ja, bo jakoś podejrzanie obaj chichotali. I ujrzałem, jak panowie naukowcy niezmiernie starannie smarowali krakersy… pastą do zębów, ułożoną w wymyślny wzorek. A następnie wynieśli je na srebrnych tacach „na pokoje”, poczęstowali wytworne panie profesorowe… i potem we trzech turlaliśmy się ze śmiechu, kiedy damy – dziwiąc się lekko miętowemu smakowi tartinek – wpieprzały wszystko z odgiętym paluszkiem…

Też świętość została naruszona. Świętość środowiska naukowego.

A przy okazji tego – teoretycznego i najpewniej zełganego – nasiusiania do chrzcielnicy nasuwa się problem natury teologicznej. Czy Naczynie owo nie uświęciło przypadkiem zawartości? Wot, problem.

Powracając zaś do początku. Może jednak, Wasza Miłość, Sir Lechu – nie lej na tych drani. Twój mocz byłby dla nich kroplą szlachectwa, na które nie zasłużyli.

Reklamy

9 myśli na temat “Sir Lechu: lej Wasza Miłość na kundli!

  1. Takie aj-waj wszyscy podnosza,ze pomimo lw jest rowniez moim bohaterem, zaczynam zastanawiac sie o co tu chodzi i co jest na rzeczy.Cala ta wrzawa raczej sklania do zapoznania sie z tezami p.Zyzaka.
    Wszyscy pieprza jak potluczeni, a 99 proc. wyrazajacych opinie nie mialo ksiazki w rekach.
    Panie Bogdani – czytal Pan?To po co wypisywac jakies farmazony?
    A uzycie slowa sir, choc niby z jakimis tam podstawami, brzmi groteskowo i pretensjonalnie, ze az glowa boli i smiac sie chce.

    Polubienie

  2. Zapytam przewrotnie: jeśli zdarzenie to jest aż tak marginalne, dlaczego wszyscy publicyści (łącznie z Panem) poświęcają mu tyle uwagi?

    Polubienie

    1. To nie zdarzenie jest marginalne. Zdarzenie jest ważne. To ów „magister” Ziółko, Zdupka, czy jak tam mu, ma być obiektem lekceważenia, wyszydzenia i obśmiania.

      Polubienie

      1. Szanowny Panie Bogdanie – podzielając Pańskie poglądy na temat pana od ksero którego nazwisko zaczyna się „na Z” nie podzielam emocji stojących u podstaw medialnego szumu i gwaru. Jeśli dostrzegamy na chodniku nieczystość to wydłużamy krok i/lub omijamy. Nie zaś piszemy rozprawę. Sądzę, że każdy z nas powinien rozważyć opcję ignorowania opisanego zjawiska. Czyli innymi słowy: skorzystać z rady, której udzielił Pan byłemu prezydentowi.

        Ukłony
        T.

        Polubienie

  3. W ramach psucia humoru polecam rzut oka na Wikipedię, gdzie toczy się właśnie pasjonująca dyskusja nad uznaniem tego osobnika za wartego wpisu. Żeby było zabawniej, wielu mniej znanych naukowców czy aktorów nie zostało uznanych za godnych opisania w Wikipedii…

    Polubienie

  4. Dla równowagi 🙂 : podzielam całkowicie Pańskie zdanie. Śmieci miejsce jest na śmietniku, wielkich ludzi (jak Lech Wałęsa) powinno być na kartach historii. Chapeau bas Monsieur Wałęsa.

    Polubienie

  5. Szanowny Panie,
    Bardzo lubie Panskie gawedy matematyczne. Jesli chodzi o powyzsze nie podzielam Panskiego zdania. I nie jest to z powodu BBM.
    Z calym szacunkiem
    Zbyszek

    Polubienie

  6. Wróciło wspomnienie. Dawno temu pewne małżeństwo podejmowało Anglików. Po całonocnym ochlaju poprosili o coś orzeźwiającego. Pani domu, zupełnie nieświadomie zrobiła mixa z wody i płynu na odciski.
    Biedna nie wiedziała co to jest a pachniało cytryną.
    Chryja była nieziemska. To rozumiem, ale robić chryję z wyskoku jakiegoś dupka „zainspirowanego” przez wiadomy układ – poniżej godności!

    Ukłony

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.