Byłem w kinie

Niby co za sensacja, starszy pan poszedł do kina? A jednak. Kino lubiłem i lubię – ale wszechobecny dziś smród popcornu i rozlegające się wokół mlaskanie debili zniechęca mnie do bywania w tym przybytku sztuki dość skutecznie. No, chyba że jestem zupełnie pewien, że doznanie artystyczne zrównoważy wspomniane mankamenty. I taką pewność miałem idąc na „Gran Torino” Clinta Eastwooda, pana metrykalnie nienajmłodszego, ale niebywale młodego duchem; człowieka, o którym można z pełną słusznością powiedzieć, że jest jak wino: im starszy, tym lepszy; i jako reżyser, i jako aktor. Nie zawiodłem się: „Gran Torino” to kino mistrzowskie i bardzo bogate treściowo. Niesłychanie ciekawie przedstawiony problem akulturacji – czyli, jak kto nie wie, przenikania się różnych kultur – na przykładzie asymilacji w USA nie tylko Wietnamczyków (przepraszam, ludzi Hmong – to różnica i to dla filmu dość istotna, Hmongowie żyją nie tylko w Wietnamie, ale i w Laosie oraz Kambodży, a w wojnie wietnamskiej byli sojusznikami USA), ale również Polaków, Włochów i Żydów. Do tego ciekawa sprawa różnic pokoleniowych. I bardzo cieniutko zarysowany wątek religijno-obyczajowy.  Do tego niezwykle atrakcyjna forma „westernu miejskiego” z zaskakującym zakończeniem…

Słowem: nie leńcie się, idźcie. Dobre, klasyczne kino. I mądre. Dla zachęty: pyszna piosenka z tego filmu; śpiewa – oczywiście – sam Clint, który poza wszystkim jest doskonałym jazzmanem, świetnym pianistą i kompozytorem. Tu Clintowi towarzyszy syn, który także jest autorem tej pięknej melodii – wbrew napisowi poniżej)

Advertisements

4 thoughts on “Byłem w kinie

  1. Na filmie nie byłam, i nie wiem czy z powodów czysto fizycznych – dobrnę. Ale replika pierwszegom plakatu z moim (i Pańskim) ulubionym idolem, „Per Qualche Dollaro in Piu” zdobi ścianę w mojej blokowej klatce.:)

  2. Filmik niestety nie działa.
    Odnośnie do filmu, zgadzam się w całej rozciągłości. Widać, że uczeń Sergio Leone nie traci formy i po takich dziełach jak „Million Dollar Baby” nadal potrafi zrobić świetny film. Również polecam. Aha, jeszcze jedno, nie nabierzcie się na opis dystrybutora – główny bohater wcale nie jest zatwardziałym rasistą.

Możliwość komentowania jest wyłączona.