Pluję na konkubinę

Na marginesie tekstu dziennika pt. „Dziennik” o W. Pawlaku naszła mnie taka oto – pozornie uboczna wobec istoty sprawy – refleksja. Otóż pani, z którą wicepremier mieszka, jest wielokrotnie – a właściwie chyba wyłącznie – nazywana jego konkubiną. W moim odczuciu jest to określenie pejoratywne; takie ciągłe i dobitne podkreślanie, że oboje pozostają w związku nieformalnym. Co więcej, założę się, że autorzy artykułu rozumieją to słowo podobnie jak ja; domyślam się tedy, że używają go z pełnym rozmysłem, żeby uzyskać u czytelnika pełniejszą dezaprobatę dla negatywnego bohatera artykułu. A to już – szanowni Czytelnicy – jest dość paskudna manipulacja.

Pragnę  złożyć w tym miejscu zasadniczą deklarację. Otóż dziś, w XXI wieku, w cywilizowanym świecie, dla myślącego człowieka nie jest już  ważne nie tylko to, czy para pozostaje w związku sakramentalnym (czyli ma jakiś tam ślub kościelny, obojętne wedle jakiego obrządku), ale nawet to, czy w ogóle zarejestrowała swój związek w jakimś urzędzie. Są partnerami, współtowarzyszami życia. Dobrowolnymi i wolnymi. Nie nazywajmy ich konkubentami, wyrzućmy to ohydne słowo ze słownika – tak, jak już niemal wyrzuciliśmy słowa bękart czy dziecko nieślubne.

Osobiście uważam, że związki niesformalizowane są znacznie uczciwsze, czystsze i daleko na ogół trwalsze od tych „z pokropką” czy tych „rejestrowanych”. Wiem wprawdzie – z osobistego kilkakrotnego doświadczenia, niestety – że często ulega się pod tym względem presji konserwatywnego otoczenia (na ogół rodziny jednej czy drugiej strony); ale w końcu nadchodzi taki moment, że można wreszcie spokojnie powiedzieć mam to w…, robię co mi się podoba.

Pawlak zrobił to stosunkowo wcześnie. Przynajmniej na tę okoliczność proszę się tedy od niego odpieprzyć. Howgh.

Reklamy

11 myśli na temat “Pluję na konkubinę

  1. Piąte miejsce na liście do Parlamentu Europejskiego ma Agnieszka Orzeł-Depta (PO), zastępca burmistrza Kraśnika (PO).
    Siostra Orzeł-Depty, Iwona Kuczek, prowadzi firmę “Wizjer”, zwycięzcę wielu miejskich przetargów, m.in. na
    – administrowanie wiatami przystankowymi
    – czy sprzątanie bloków mieszkalnych (za ponad 120 tys. zł).
    – ”Wizjer” administruje również za blisko pół miliona złotych zalewem kraśnickim,
    – roznosi za opłatą urzędową korespondencję,
    – administruje miejskimi szaletami z miejscami na reklamy.

    Z urzędem powiązani są mężowie obu sióstr. Jeszcze kilka miesięcy temu Łukasz Kuczek, mąż właścicielki “Wizjera”,
    szefował Wydziałowi Gospodarki Mieniem w kraśnickim magistracie.
    Wydział ten nadzorował kwestie związane m.in.
    -z przystankami autobusowymi,
    -zalewem i przetargami.
    Mariusz Depta był współwłaścicielem firmy pogrzebowej, która wygrała przetarg na
    -administrowanie cmentarzem komunalnym w Kraśniku. Z udziałów w firmie zrezygnował dopiero kiedy został radnym.
    (teraz właścicielem firmy są rodzice Pana Depty)

    Misiak i Pawlak to pikuś Samorządy to jest interes

    Polubienie

  2. Mam wrażenie, że słowo „konkubent” zostało naznaczone w dużym stopniu przez media i najczęściej właśnie w mediach je słyszę.

    A ocenianie i komentowanie poprawności czyjegoś związku jest chamstwem.

    Polubienie

  3. Oddaję głos za partnerką. Wprawdzie obecnie (presja otoczenia?) żyje w związku małżeńskim, ale przez ładnych parę lat nie mieliśmy ślubu. Czułbym się bardzo nieswojo, gdyby ktoś zapytał mnie wtedy np. „A co porabia Twoja konkubina?”. Dla Pawlaka wiele sympatii nie mam, ale braku sympatii nie trzeba koniecznie wyrażać poprzez świadome postponowanie bliskiej mu osoby tylko dlatego, że nie sformalizował swego związku.

    Polubienie

  4. Tak – słowo pochodzi od Cubiculum – sypialnia – a wiec oznaczało nałoznicę,kochankę.
    Aktualnie , mimo że funkcjonuje w nazewnictwie – niestety – prawniczym jest słowem zdecydowanie pejoratywnym.
    Współczesnie kobieta zyjąca w nieslubnym zwiazku jest partnerką – a to całkiem co innego i o wiele wiecej niż starozytna nałoznica, konkubina.

    Polubienie

  5. @alojzy:

    Autor: „Osobiście uważam, że …”
    alojzy: „a skąd takie informacje? Może jakieś wyliczenia? A jeżeli nie ma to już – szanowni Czytelnicy – jest dość paskudna manipulacja. ”

    Otóż co najmniej jeden Czytelnik widzi, że Autor przedstawił SWOJE PRZEKONANIE, a nie dane statystyczne czy też inne. Wniosek: wypowiedź p. alojzego wygląda prawie jak „dość paskudna manipulacja”.

    @rem: Wygląda na to, że „konkubina” zeszła na psy. Obraźliwa jest nawet w kronice kryminalnej. Częściej chyba kariera słów jest odwrotna, przecież np. słowo „kobieta” było niegdyś obraźliwe. Niestety, ze względu na zastosowanie w dziedzinie prawa, gdzie przechowują się archaiczne określenia, „konkubent” z „konkubiną” będą długo jeszcze straszyć w dokumentach sądowych i protokołach policyjnych, a stamtąd trafiać do wypocin „czwartej samozwańczej władzy” z awansu rynsztokowego.
    A nawiasem mówiąc zarówno K.M., jak i W.P., stając się dobrowolnie osobami publicznymi, udzielili zezwolenia na publiczne dyskutowanie swoich i prywatnych, i publicznych spraw i sprawek. Los obu jest mi obojętny, to naprawdę ich kłopot, ale jedynymi ścierwnikami w tym „trójkącie” są ci właśnie „niezależni dziennikarze” wiernie wypełniający wolę sponsorów swoich gazetek i ich politycznych kumpli.

    Polubienie

  6. Bo tak jakoś piszący się umówili, że Kazio z Londynu ma nową dziewczyną, a Waldemar z PSLu konkubinę.

    Polubienie

  7. Mnie słowo „konkubina” kojarzy się z jednym – z kroniką kryminalną. I wydaje mi się, że w tym kontekście jest jak najbardziej słuszne. W innych, rzeczywiście, zakrawa na manipulację.

    Polubienie

  8. na ogół trwalsze od tych “z pokropką” czy tych “rejestrowanych”.

    a skąd takie informacje? Może jakieś wyliczenia? A jeżeli nie ma

    to już – szanowni Czytelnicy – jest dość paskudna manipulacja.

    Polubienie

    1. Przepraszam: to tylko obserwacje mojego środowiska; rzeczywiście, żadnych danych liczbowych nie mam. Widzę tylko – dostatecznie często, bym to uznał za znaczące – szczęśliwych ludzi w długoletnich wolnych związkach i smutnych, przygaszonych w związkach formalnych, które – znów w moim środowisku – dość łatwo się rozpadają; i bardzo dobrze. Z różnych względów te drugie wśród „przeciętnych”, typowych, specjalnie niezbyt wykształconych ludzi trwają statystycznie zapewne nawet dłużej; ale czy długotrwałość to wartość? Zły, toksyczny związek należy natychmiast rozerwać; i tyle. Takiego związku, jeśli nawet trwa długie lata – wcale nie uważam za trwały. Trwały jest dopóty, dopóki daje obydwu stronom zadowolenie – jak przestaje, to już jest zgniłek.

      Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.