Pomysły Marka Jurka

Jeden z moich ulubieńców, rycerz Marek Jurek (słowa rycerz użyłem w kontekście – w mojej opinii – wyjątkowo zakutego w pryncypiach WC  łba) ogłosił rewelacyjny pomysł: żeby ordynację wyborczą skonstruować tak, aby każda rodzina miała tyle głosów, ile jest w niej osób, znaczy – rodziców i dzieci. Pomysł jest tak uderzająco piękny i wzniosły oraz tak logiczny, że zatyka dech w piersiach. Uroda jego polega nie tylko na tym, że najwięcej będą mieli po jego wdrożeniu do powiedzenia przy głosowaniu ludzie – bardzo delikatnie mówiąc – prościusieńcy, ale również i na tym, że w dobie kryzysu stwarza liczne miejsca pracy dla matematyków. Powstanie bowiem sporo ciekawych problemów natury obliczeniowej; od skądinąd prostego ile głosów będzie miała matka, ile zaś ojciec w rodzinie z pięciorgiem dzieci? – do nieco bardziej złożonego pytania ilomaż to głosami ma dysponować rodzina trzypokoleniowa, z dwójką dziadków, którzy spłodzili siedmioro dzieci, i mieszkają wraz z dwojgiem z nich, mających wystrzykaną kolejną piątkę?

Wierzcie mi, to nie jest proste pytanie. I problem nie tylko dla matematyka, ale i dla konstytucjonalisty. Przede wszystkim zaś – dla psychiatry. Ratunku!

I jeszcze jedno, skrajnie niepoprawne politycznie oświadczenie: gdybym był kiedyś w życiu szefem jakiejś prywatnej firmy – nigdy w życiu nie przyjąłbym do pracy rodzica więcej niż trojga dzieci. Bałbym się, że dla utrzymania tej gromadki w mojej firmie musiałby dokradać…

Nie mówiąc o tym, że niezbyt lubię osoby niezrównoważone, niestety.

Advertisements

11 thoughts on “Pomysły Marka Jurka

    1. Hmmm… Skąd się bierze przekonanie, że przedsiębiorstwem socjalistycznym (lub, ogólnie, państwowym) musiał zarządzać wyłącznie idiota i „brat łata”, który myślał tylko o tym, jak dogodzić biednym, nieporadnym i wielodzietnym? Tak bywało (nie sądzę zresztą, by specjalnie częściej niż dziś, gdy kadrę zarządzającą spółkami skarbu państwa mianują kolesie z partii politycznej lub po prostu szwagrowie…), ale bywali też i w PRL-u managerowie całą gębą. Nawet w tak dziś pogardzanych PGR-ach; że nie wspomnę energetyki, górnictwa i tak dalej.

  1. Plemniki – to zadanie dla matematyka:
    wzorzec=ilość przecietana w cm.3 x pojemność całkowita w momencie polucji.
    Dla bezpłodnych dzielone przez dwa;z wyjątkiem ksieży, majacych dzieci.

  2. Gdzieś czytałem, że w kolebce demokracji, głosować mogli jedynie ludzie wolni. Niewolnik takiego prawa nie miał. A niewolnikiem zostawało się chociażby za niespłacanie długów, a prawo regulowało jakie obowiązki ciążą na niewolniku (jak i właścicielu) oraz prawa jednego i drugiego. I pomyśleć, że tak wyglądała demokracja u źródeł. I jeden obywatel – jeden głos.

  3. proponowałabym pójść jeszcze dalej, bardziej prorodzinie – tyle głosów ile plemników potrafi wyprodukować ojciec pozostający w związku uświęconym przez kościół kat….
    koszmar

  4. Zawsze mnie zdumiewa nędza intelektualna tak zwanej prawicy. Przecież gdyby czytali coś poza dziełami JP2 i Dmowskiego to

    „Mieli też w sali wykształconego Teksańczyka z Teksasu, który wyglądał, jakby wyszedł z filmu w technikolorze, i który jako patriota wierzył, że ludzie zamożni, czyli przyzwoici obywatele, powinni mieć więcej głosów w wyborach niż włóczędzy, kurwy, kryminaliści, degeneraci, ateiści i obywatele nieprzyzwoici, czyli ludzie bez pieniędzy.
    W dniu, kiedy pojawił się Teksańczyk, Yossarian tępił w listach rymujące się słowa. Był to któryś z rzędu cichy, upalny, spokojny dzień. Lejący się z nieba żar tłumił dźwięki. Dunbar znowu leżał na wznak, bez ruchu, wpatrzony szklanym wzrokiem w sufit. Pracował nad prze-dłużeniem sobie życia. Osiągał to przez uprawianie nudy. Dunbar tak gorliwie pracował nad przedłużeniem sobie życia, że można go było wziąć za nieboszczyka. Teksańczyk dostał łóżko pośrodku sali i już wkrótce udostępnił wszystkim swoje poglądy.
    Dunbar podskoczył jak ukąszony.
    — Otóż to! — krzyknął z zapałem. — Czegoś tu brakowało i teraz już wiem czego. — Uderzył się pięścią w otwartą dłoń. — Brakowało patriotyzmu — oświadczył.
    — Masz rację — zawtórował mu Yossarian. — Masz świętą rację. Parówki, drużyna Brooklyn Dodgers, szarlotka upieczona przez mamę. To jest to, o co wszyscy walczymy. Ale czy ktoś walczy o przyzwoitych obywateli? Czy ktoś walczy o większą ilość głosów dla przyzwoitych obywateli? Nie ma w tym wszystkim patriotyzmu, ot co. Zresztą matriotyzmu również.
    Na chorążym, który leżał na lewo od Yossariana, nie zrobiło to żadnego wrażenia.
    — Gówno mnie to obchodzi — powiedział zmęczonym głosem i przewrócił się na drugi bok.”

  5. @autor
    „I jeszcze jedno, skrajnie niepoprawne politycznie oświadczenie: gdybym był kiedyś w życiu szefem jakiejś prywatnej firmy – nigdy w życiu nie przyjąłbym do pracy rodzica więcej niż trojga dzieci. Bałbym się, że dla utrzymania tej gromadki w mojej firmie musiałby dokradać…”

    Nooo poczekam na posta jak się jakaś dyskusja o dekomunizacji trafi. Bo jak udowadniać korelacje wielodzietności z brakiem uczciwości to czemu nie z członkostwem w PZPR lub pracą w TVP za ancien regime’u Niby światły człowiek z Pana a czasami słoma z butów wyłazi że aż strach 😦

    1. Otóż człowiek wielodzietny musi (lub: powinien) rodzinę – liczną – utrzymać. Jak jest milionerem – jego sprawa, pewno da radę. Jak milionerem nie jest, to mnożąc się ponad miarę pewno jest niezbyt odpowiedzialny. A jak będzie chciał pracować za 2000 PLN, to już dla zatrudniającego ryzyko. To raz. Byłych członków PZPR już się niechętnie zatrudnia; to dwa. A słoma z butów raczej wychodzi rozpłodowcom… No i po prostu nie lubię tłumów bachorów (choć pojedyncze – i owszem). Jestem głęboko przekonany, że cywilizowany człowiek, w naszych konkretnych warunkach bytowych, nie powinien mieć więcej niż dwójki; góra trójkę. Więcej to szaleństwo lub brak odpowiedzialności i wyobraźni. Wolno mi jeszcze tak myśleć, czy to już karalne?

      1. Więcej tolerancji szanowny autorze dla wszystkich którzy nie szkodzą innym, także tych wielodzietnych. Zresztą i szanowny autor i Marek Jurek namawiacie do tego samego – dyskryminacji ze względu na ilość dzieci tyle że Jurek chce to robić in plus (albo pozytywnie ale twór dyskryminacja pozytywna jakkolwiek występuje w fachowej literaturze to mnie drażni) a Pan autorze in minus. A są tacy jak piszący te słowa którzy mówią że znaczenie ma człowiek, jednostka a nie ilość dzieci, wyznanie czy poglądy.

  6. Ha, ha, jakżeśmy to swego czasu określili: Marek Jurek władcą dziurek! (Cudzych oczywiście, tak, skojarzenia Wasze odnośnie dziurek są poprawne.)

Możliwość komentowania jest wyłączona.