Smutek matematyka

Kiedy Donald Tusk mianował ministrem edukacji Katarzynę Hall – miałem pewne pozytywne nadzieje. Onaż dama ma bowiem wykształcenie matematyczne, które – tak sądziłem – oznacza, iż charakteryzuje ją zdolność do logicznego rozumowania, chłodny umysł, głęboki racjonalizm. Sam kończyłem przed laty matematykę, w środowisku zawodowych matematyków obracałem się wiele lat – i wiem, że poza miłymi wariatami (których ci u nas w tym zawodzie jednak sporo…) są to ludzie z niebywałym poczuciem humoru, spokojni, sympatyczni – i w większości w żaden sposób niezideologizowani. W szczególności większość przedstawicieli tego zawodu jest – tak mi się wydaje, bo badań przecież żadnych nie prowadziłem – co najmniej indyferentna, w żaden sposób nie zaangażowana religijnie. Oznacza to – w moim rozumieniu – idealne predyspozycje do pracy w republikańskim aparacie państwowym, który powinien być przecież skrajnie świecki i racjonalny.

No i pani Katarzyna srodze mnie zawiodła. Jak wiadomo, od samego początku III RP do szkół wessał się – za zgodą władz państwowych – Kościół; no, ale ostatecznie (choć z obrzydzeniem) lekcje religii w szkole da się tolerować pod warunkiem, że są one nieobowiązkowe i wymienne z lekcjami etyki; jest to jakiś kompromis, zwichnięty prokościelnie, ale kompromis.

Dziś pani Hall proponuje – bo etyków u nas na lekarstwo i teoretyczna możliwość wymiany religii na etykę pozostaje czystą fikcją – aby etyki zaczęli nauczać… katecheci. Są pod ręką, znają temat…

Przychodzi na myśl słynna anegdota o reklamie Forda-T: mogą sobie państwo zamówić auto dowolnego koloru, pod warunkiem, że będzie czarne. Przecież ta etyka miała być alternatywnym widzeniem świata, neutralnym, laickim, być może nawet ateistycznym!

Ręce i piersi opadają.

Advertisements

9 thoughts on “Smutek matematyka

  1. Jako ciekawostkę dodam, że (o ile mi wiadomo) jedynym podręcznikiem etyki zatwierdzonym przez MEN jest podręcznik napisany przez… księdza. Parodia.

  2. Przed laty miałem przyjemność uczyć etyki i religioznawstwa w liceum. Miałem wówczas więcej chętnych na zajęciach niż obecnie uczęszcza na etykę w szkole mojego syna.

    Na szczęście etyki uczy tam osoba, kóra tak, jak ja ukończyła filozofię, a nie kurs katechetyczny.

    W czasie, gdy wprowadzano religię do szkół byłem przeciwnikiem tego kroku uważając, że zniknie poczucie sacrum, jakie miala katecheza organizowana w salkach przy kościele. Okazało się, że miałem rację.

  3. Hall nie tylko w tym miejscu miała eropcjowytryski garkotłuctwa zmieszanego ze zwykłą, pospolitą głupotą.

  4. Uznanie, że katecheci – etykę, a Watykan – Darwina to klasyczny przykład wykręcania kota ogonem.
    Byle było czarne. Jak u Forda 🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.