W sprawie „computer literacy”

Komputery sa w naszym kraju coraz popularniejsze i używa ich coraz więcej ludzi. Ale… do czego? Jak wynika z obserwacji mojego dość bliskiego otoczenia, a nie są to bynajmniej ludzie prymitywni albo źle wykształceni – głównie zamiast maszyny do pisania (bo nie można tego cudu techniki już kupić), do banalnego buszowania po WWW, najprostszej komunikacji za pomocą poczty elektronicznej, używania „Skype”  i niezmiernie prymitywnego technicznie wyszukiwania informacji. Gdy chodzi o to ostatnie, to niemal wszyscy ograniczają się do prostego wpisywania jakiejś frazy do okienka „Google”, a użycie choćby takich znaków jak „+” czy cudzysłowu (nie „cudzysłowia”, baranie jeden) i skutki tego działania – to dla nich czarna magia. 

Czasem myślę sobie  ze smutkiem – że spośród ludzi, którzy ukończyli lat 40 ( a nie są informatycznymi zawodowcami – w sensie posiadania odpowiednich dyplomów – sensu stricto) jedynie Paweł Wimmer, Jacek Gajewski i jeszcze parunastu w sumie kuma, o co w tym wszystkim biega. Niedawno mój – autentycznie chorobliwie inteligentny, mający ogromną wiedzę i nadzwyczajnie twórczy – przyjaciel poległ kompletnie przy próbie włączenia się do dość prostego serwisu społecznościowego!

Źle jest, panie i panowie. Nie muszę tu chyba pisać expressis verbis, że społeczeństwo informatycznych analfabetów nie ma we współczesnej cywilizacji najmniejszych szans, co marnie rokuje Rzeczpospolitej. Tymczasem rząd Donalda Tuska  z i tak śmiesznej w skali budżetu państwa sumy 25 mln złotych, przeznaczonej na edukację informatyczną dzieciaków, obcina… 20 mln złotych. Bo, rozumiecie, kryzys.

Może i przyjąłbym to do wiadomości, choć to mało prawdopodobne. Gdyby nie to, że jednocześnie pani prezydent HGW, z tejże opcji politycznej, przeznacza w budżecie stołecznym jakieś niewiarygodne pieniądze na… muzeum kościoła garnizonowego, (obcinając finanse na renowację Fortu Sokolnickiego Cytadeli na Żoliborzu, gdzie miało być centrum intelektualne dzielnicy…).

Będę nieelegancki z Nowym Rokiem. Podsumuję to tak: Kaczorami i spółą się brzydzę; mohery i weszpolacy budzą mój odruch wymiotny; platformersom obiecuję zaś solennie: ani cienia mojego głosu w przyszłości. Macie u mnie ( i u podobnie myślących, a jest nas, jak mówi mój zaprzyjaźniony menel, od pyty) szanowni państwo z prawicy – żeby zacytować tegoż klasyka z mojego podwórka – totalnie przesrane.

Reklamy

13 uwag do wpisu “W sprawie „computer literacy”

  1. Szczerze mówiąc nie wiem jak miałaby edukacja informatyczna wyglądać. (Nie piszę o szkołach — bo szkoły to tylko część problemu, ważniejsze — jak dotrzeć do tych, którzy edukację zakończyli.) Kto, gdzie, jak — czy 25 milionów, czy 5 milionów przy braku pomysłu nic nie zmienia.
    Zgadzam się, że taka akcja jest potrzebna (i szerzej — sam na dniach byłem załamany moją znajomą, młodą i wykształconą, która sobie nie radziła z przelewem z banku internetowego — więc to nie sama informatyka, ale ogólniej nowoczesne technologie), ale nawet nie widzę do niej punktu wyjścia, skoro znane mi miejscowe akcje na rzecz popularyzacji nauki (kawiarenki naukowe, uniwersytety trzeciego wieku) zapraszają socjologów i muzykologów (nie, żebym miał coś przeciwko, zwłaszcza tym ostatnim — ale powinni być obok, a nie zamiast). Specjalne kursy istnieją, ale docierają głównie do zainteresowanych zdobyciem papierka do urzędu pracy. Więc kto i jak ma to robić?

    Polubienie

  2. @guliwer
    cel zdobywania określonych umiejętności musi być jasno określony. Dla uczniów zainteresowanych tworzeniem stron www „odrobina html”, cokolwiek oznacza ten termin może okazać się niewystarczająca. Natomiast dla osób, które nie są tym zainteresowane, taka wiedza pozostanie na etapie 3 z (zakuć, zdać, zapomnieć)
    Aby nauka korzystania z komputera miała sens, to np. na matematyce uczono by wykorzystanie arkusza kalkulacyjnego, na polskim edytora tekstu do składania tekstu, generowania spisów treści itd, na geografi google earth czy nawet gis, czy wreszcie na informatyce pisania skryptów przyspieszających wykonywanie jakiś czynności.
    Ale do tego Tusk musi zrealizować obietnicę wyposażenia każdego ucznia w komputer. Zakładając, że będą to netbooki, to kwota takiego przesięwzięcia na pewno przekroczy wspominane 20 mln

    Polubienie

  3. Hm, mam znowu tzw. mieszane odczucia. Kiedyś, gdy byłem na kursie prawa jazdy uczono mnie jak jest zbudowany samochód.Po co? Uzupełniam płyny, serwisuje zgodnie z instrukcją, myję i nic, ale to nic mnie nie obchodzi jak działa (od strony technicznej) ESP powiedzmy. To samo z komputerem: jest super, gdy wykorzystuje się to NARZĘDZIE dla swojej wygody, pracy, hobby. Co mnie obchodzą bzdury typu języki programowania, konserwacja systemu, czy znaczniki html? Wiem, że ta cała (i inna) informacja jest dostępna w internecie. Gdy będę jej potrzebował to ją znajdę, także bez użycia „+”. Czy po to, by czytać książkę muszę być introligatorem?
    Gratuluję P. Bogdanie w takim razie alternatywy dla tych wszystkich co mają u Pana „przesrane”: polski he he Zapatero. Olejniczak, może Miller itp. itd. No, chyba że w przyszłym roku nadejdzie nowy, wspaniały świat różniący się od zastanej rzeczywistości…

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.