13 grudnia. Rocznica.

Sądzę, że nie da się uniknąć określenia własnego stosunku do stanu wojennego. Czynią tak, oczywiście (tzn. robią uniki) ludzie, lubiący siedzieć na rzeczywistości okrakiem i uprawiający – czasem z poważnymi korzyściami osobistymi – politykę „Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek”, ale i oni robią to tylko na użytek publiczny, w mózgu jakieś tam zdanie mają; ja taką polityką się troszkę jednak brzydzę. I choć zapewne mój osobisty stosunek do dzisiejszej rocznicy jest dla przytłaczającej większości Czytelników doskonale obojętny – a i faktycznie nie ma znaczenia, to jednak muszę w tej sprawie dokonać czgoś w rodzaju coming-out.

Otóż tak: stan wojenny zmienił moje życie w sposób znaczący i nieprzyjemny. Zostałem poddany upokarzającej weryfikacji dziennikarskiej. W wyniku tej weryfikacji (dzięki rozsądnemu podejściu do sprawy dwóch kolejnych przełożonych – nie od razu) straciłem lubianą pracę;  po kilku latach straciłem – na szczęście, na kilka miesięcy tylko  – pracę w ogóle. Straciłem część przyjaciół – jednych, którzy przestraszyli się obcowania z człowiekiem w jakiś sposób napiętnowanym, innych, którzy nie zrozumieli, że mimo wyżej opisanych okoliczności nie tylko nie „zszedłem do podziemia”, ale wręcz byłem mu przeciwny.

A oto cała prawda: przy tym wszystkim stan wojenny popierałem i popieram. I to mimo tego, że – przy całej swojej bezbłędności wykonawczej – został w gruncie rzeczy spaprany: nie skorzystano z posiadania władzy całkowitej do brutalnej – ale koniecznej – naprawy gospodarki, nie rozwiązano PZPR (która się o to wprost prosiła), wyniesiono „do góry” szereg bardzo nieprzyjemnych i niekompetentnych osób, licznych świetnych ludzi idiotycznie skrzywdzono (w moim przekonaniu internowano na przykład wielu ludzi dość bezsensownie – powiedzmy, Mazowieckiego czy wielu intelektualistów), dopuszczono częściowo do głosu prymitywnych nacjonalistów („soc-endeków”). Wykonano mnóstwo kretyńskich ruchów – w rodzaju na przykład owej „weryfikacji dziennikarzy”, w trakcie której weryfikatorom głównie chodziło o… osobisty stosunek do Stefana Bratkowskiego; jakby to akurat miało jakieś szczególne znaczenie).

I – niestety – uważam, że trzeba było stan wojenny wprowadzić, bowiem za chwilę krew by się polała szerokimi strugami; albo by Ruscy weszli, i wtedy byłaby hekatomba, albo ruszyło by – zmanipulowane przez oszalałych „rewolucjonistów” – powstanie ludowe z podobnym skutkiem (wybuch owego powstania oznaczałby zresztą natychmiastową interwencję wojsk „obozu”).

Oczywiście – są tacy, którzy działają wyłącznie pod hasłem „umrzem lub zwyciężym”; i okazuje się z reguły, że jednak „umrzem”. Uważam ich za groźnych idiotów. I tyle.

44% ludzi w Polsce – wedle ostatnich badań – sądzi podobnie. No, no. Może to nie jest jednak społeczeństwo kompletnych kretynów?

Reklamy

17 myśli na temat “13 grudnia. Rocznica.

  1. Tu akurat całkowicie się z Panem zgadzam. Przesłanie tej notki zdecydowanie nie pasuje do solidarnościowego mitu, jest jednak znacznie bardziej wiarygodne, niż pojawiające się opinie, że ZSRR miał to, co się dzieje w Polsce, w głębokim poważaniu lub że wręcz był gotów na ustępstwa wobec „S” (!).

    Cóż dodać? Chyba tylko link do piosenki z Kabaretu Olgi Lipińskiej: http://pl.youtube.com/watch?v=HvZqu0tsFM0

    Polubienie

  2. Daleki byłbym od określania „S” jako partii politycznej, jeśli już to jako organizacji opozycyjnej. Przy czym nurt roszczeniowy / związkowy był w niej silny i nie zgodzę się z tym, że był mniejszością.
    Owszem, patrząc z perspektywy Gdańska, Warszawy czy paru innych dużych miast, związkowcy byli zdominowani przez osoby zajmujące się bardziej polityką. Sęk w tym, że ludzi od polityki była mniejszość.

    Taks obie myślę, że spieramy się o imponderabilia, bo przecież i dziś prawdziwych związkowców jest niewielu.

    Polubienie

  3. Wszystko to gdybanie więc definitywnie przez eksperyment rozstrzygnąć się nie da. Nie porównywałbym „S” ze współczesnymi związkami – ówczesna „S” to tak naprawdę była partia polityczna (pod szyldem związku bo inaczej się nie dało zarejestrować) a prawdziwi związkowcy byli w niej mniejszością.

    Polubienie

  4. Naprawdę sądzisz, że mogliby otrzeźwieć? Solidarność to mimo wszystko był związek zawodowy, a ich członkowie rzadko trzeźwieją i jeszcze rzadziej rozumieją podstawy ekonomii. Nawet obecnie słychać okrzyki jak przyjmiecie tę ustawię, roz… wam Warszawę, a przecież zaraz będzie 20 lat życia po upadku systemu opartego na przywilejach i rozdawnictwie.

    Polubienie

  5. Tak naprawde to nikt nie wie co by bylo gdyby Solidarnosc przejela wladze. Program gospodarczy przyjety na zjezdzie Solidarnosci to byla czysta fantazja („samorzadna rzeczpospolita” czyli proba wcielenia w zycie utopii Edwarda Abramowskiego, eksperyment medyczny na 35 milionach…)

    Z drugiej strony to, ze przyjeli jakis program wcale nie znaczy, ze musieli go realizowac. W roku 1989 najpierw byl plan Trzeciakowskiego a dopiero pare miesiecy pozniej bardzo odmienny plan Balcerowicza. Po dojsciu do wladzy solidarnosciowcy mogliby otrzezwiec.

    Polubienie

  6. @Analyst – stwierdzenie „przeciw własnemu narodowi” mija się z prawdą, ponieważ nie było tak, że 100% narodu, czy ogólnie mieszkańców Polski było przeciwnych Jaruzelskiemu. Nawet teraz, po parunastu latach tłuczenia ludziom do głów przez przekaziory, że „Jaruzelski wielkim zbrodniarzem był”, nadal większa liczba Polaków (44% do 38%) uważa, że stan wojenny był potrzebny. I nie ma co tu zwalać winy na propagandę, bo „komunistyczna” propaganda działa lat 9, a współczesna której wyrazicielem jest teraz IPN działa od lat 18.

    Co do wkraczania Rosjan to zadałem sobie trud i przeczytałem jeden z odtajnionych przez CIA raportów Kuklińskiego. I tam Kukliński pisze, że Jaruzelski mógł obawiać się interwencji ZSRR ponieważ cała ich machina działała w taki sposób by wzbudzić w nim takie obawy [tutaj trochę wypisów z raportów z moim nieudolnym tłumaczeniem http://przemelek.blogspot.com/2008/12/genera-jaruzelski-wg-kukliskiego.html%5D.

    A wracając do wprowadzania stanu wojennego „przeciw własnemu narodowi”, to czyż nie jest pięknie symetryczną sprawą to, że gdyby Jaruzelski nie wprowadził stanu wojennego, a kopalnie i PKP by nie dostarczyły węgla, przez co z chłodu i braku prądu zmarłoby wiele osób to prawica i IPN krzyczeli by teraz o tym, że „zbrodniarz Jaruzelski przez swój brak determinacji doprowadził do śmierci wielu Polaków”?

    Polubienie

  7. ‚Może i nie chcieli interweniować, ale po pierwsze Jaruzelski tego nie musiał wiedzieć, po drugie nie musiał im wierzyć, po trzecie to, że była zima stulecia, kopalnie i PKP groziły paraliżem”

    kolejne bzdury.
    Jaruzelski nie wiedział? Nie wiedział o co prosi Rosjan? To On chciał by interweniowali.
    Wprowadzam stan wojenny przeciw własnemu narodowi. Powód? Zima stulecia i strajki…..

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.