Cechy klasy wyższej

Chadza ostatnio taka reklama jednego z banków (piszę jednego z…, bowiem – daję słowo – nie pamiętam jego nazwy; dowodzi to, że ów spot jest i pod tym względem do luftu), w której wyfioczona damulka, o aparycji radzieckiej przodującej dójki, umalowana i ufryzowana jak bardzo przeciętna przedwojenna specjalistka od dostarczania przyjemności seksualnej za pieniądze mniej wymagającym przybyszom z prowincji, namawiana przez jakiegoś urzędnika tego banku do założenia konta, ryczy w odpowiedzi przepitym sznapsbarytonem chamskie ILE?! Następnie lektor mówi tyle a tyle, zysk klasy wyższej

Bawi mnie to po prostu niesłychanie. Ta klasa wyższa, to istne cudo; widać w pojęciu copywritera, co gorsza zaś – szefostwa odpowiedniej komórki owego banku, boć to oni tę reklamę zatwierdzali – do klasy wyższej wprowadza chama szmal. Szmal, kapucha, sałata – czy jak tam ta hołota to między sobą nazywa – okazuje się wręcz jedynym – obok totalnego bezguścia – kryterium wartościowania.

Otóż, bez względu na wysiłki tych wszystkich zakompleksionych parweniuszy z banków i agencji reklamowych, bez względu także na definicję z Wikipedii, klasa wyższa – jeśli w ogóle jest sens używania tego pojęcia, a mam w tym względzie spore wątpliwości – będzie raczej skladała się nie z nadzianych karków i ich dupencji, ale raczej z:

  • profesorów uniwersytetu, jeżdżących 12-letnim fiatem, ale mających dobre konto w… Indeksie Filadelfijskim
  • znanych w świecie malarzy, muzyków, poetów;
  • ubogich nauczycielek polskiego z prowincjonalnej szkoły, których pra-pradziadkowie zostali zapisani w annałach historycznych jako uczestnicy, powiedzmy, bitwy pod Grunwaldem;
  • wybitnych publicystów, przy czym nie mam tu na myśli nikogo z dzisiejszej „Rzeczpospolitej” ani „Dziennika”, nie mówiąc już o jakichś „Gazetach Polskich”, „Naszych Dziennikach” i innym tego typu badziewiu.

To tylko przykłady, zupełnie losowe; co tam klawiatura wyrzuciła.

Nie ma w klasie wyższej „celebrytów” z Wielkiego Brata, piosenkareczek i popowych wyjców płci męskiej, hip-hopowych mistrzów tańca, piłkarzy nożnych, ręcznych ani wszelkich innych; nie ma też polityków, żeby ograniczyć się do kilku tym razem negatywnych okazań.

Ogólnie: jeśli ktoś ma w rodowodzie ze trzy-cztery pokolenia inteligentów lub nadzwyczajne dokonania intelektualne, to jest szansa (bynajmniej nie pewność), że należy do rzeczywistej klasy wyższej. Szmal, kapucha, czyli sałata nie ma tu nic do rzeczy.

Oczywiście: tak to ja widzę. Subiektywnie. Ale mam wrażenie, że paru moich przyjaciół myśli podobnie. W gruncie rzeczy, można sobie wcale nie zdawać sprawy, o co chodzi. Jeśli też kulgasz się ze śmiechu słysząc to wyryczane przez tandetną kurtyzanę chamskie ILE? – to jesteś ze mną. Witaj, zatem.

Reklamy

13 myśli na temat “Cechy klasy wyższej

Możliwość komentowania jest wyłączona.