Pod publiczkę

newsweekCały dzień media elektroniczne dziś trabią o horrorze: urzędasy dostały 200 mln zł nagród od rządu! Autostrad, pani Malinowska, nie budują, a nagrody, darmozjady, biorą! Na różnych forach się zagotowało, komentatorzy oburzeni po same uszy…

A wszystko zaczęło się od „Newsweeka”, który tę wiadomość podał. W artykule „Rząd nagrodzonych”  pismo doniosło, że najwięcej miały wydać Ministerstwo Rozwoju Regionalnego (70 mln zł) i Ministerstwo Infrastruktury (53 mln zł). Okazało się jednak, że… te liczby są całkowicie wyssane z brudnego palucha: podano nie kwoty nagród, ale cały roczny fundusz płac.

Pindulce, która te informacje zbierała, wszystko się w niedokształconym ptasim możdżku pokiełbasiło: co jej tam za różnica, fundusz płac czy fundusz nagród; co ją obchodzi, czy nagrody regulaminowe (wówczas należą się w zasadzie z automatu i tak właśnie jest w wypadku urzędów, gdzie nieotrzymanie ekstraforsy w wysokości 3% funduszu płac jest po prostu karą), czy uznaniowe (wóczas przyznaje przełożony); dużo, i już. A urzędasy, zwłaszcza platformerskie, powinny pracować w ogóle za darmo. Nie obchodzi nas wcale, że to w większości ogromnej te same, które były za PiS-u i nawet jeszcze za Belki.

Nie pojmuję takiego dziennikarstwa. Ma ono jeden, jedyny cel: siać nienawiść i zawiść; podsycać „święte oburzenie prostego człowieka”. Tyle, że pętaczyny, które taką żurnalistykę uprawiają, nie myślą w dodatku wcale, że bezczelnie kłamiąc (lub nawet tylko zachłystując się „sensacją”, której się nie rozumie, bo się ma kapustę zamiast głowy) – trzeba się zabezpieczyć przed wpadką.  Co najmniej  – korzystać z takich źródeł, do  których  inni, a już specjalnie zainteresowani, nie dotrą.

„Newsweek” się z błędu dość szybko wycofał. Ale plama jest koszmarna. Bo to nie tylko wsypa autorki, lecz całego sznureczka jej przełożonych i rozmaitych funkcyjnych. Puścił to kierownik działu, redaktor wydania, pewno sekretarz, może i jakiś zastępca naczelnego… Wszyscy powinni polecieć na zbity pysk.

„Newsweeka” nigdy nie czytywałem. Miałem o tym piśmie wyrobioną opinię na podstawie różnych kretyństw, które tam przed laty popuszczali w dziale nauki. Owszem, brałem to-to do ręki w jakichś poczekalniach, gdzie je wykładają dla klienteli. U fryzjera, u lekarza…

Ale już nie będę. A na inne czynności papier fatalny, za sztywny.

Advertisements

8 myśli na temat “Pod publiczkę

  1. Dziękuję bardzo.
    Moja prośba wynikała z czystej ciekawości. Zawsze miałem dobre zdanie o Newsweeku, ale jak widac nie wszystko złoto, co się świeci. Nie twierdzę, że nagle przestanę czytac ten tygodnik, ale kupowac regularnie też nie zacznę. Natomiast na pewno zacznę podchodzic do niego ze „szczyptą” rezerwy.
    P.S. Mam nadzieję, że ta pani adiustatorka już tam nie pracuje.

  2. Ja zaś pamiętam artykuły o 11 września, gdzie autorzy podawali informacje o lotnictwie, może i prawdziwe, ale sprzeczne z ilustracjami, które im towarzyszyły.

    W artykułach „politycznych” wyłapywałem za to plotki, których autorzy artykułu nie zweryfikowali (brak zwykłego telefonu do bohaterów artykułu by poprosić o ustosunkowanie sie do plotek).

  3. Czy istnieje możliwośc, żeby autor bloga lub PAK przytoczyli z pamięci jakiś konkretny przykład niskiego standardu pracy albo tych „krtyństw w dziale nauki”?

    1. Wiele lat temu, u początków „Newsweeka”, moja znakomita koleżanka (świetna popularyzatorka nauki, z wykształcenia fizyczka) opowiadała mi, jak redakcja zamówiła o niej jakiś tekst o cząstkach elementarnych, po czym dostarczony materiał zaadiustowała w ten sposób, że wzmiankę o poruszaniu się z szybkością bliską prędkości światła zmieniła na wiekszą. Na zwróconą uwagę adiustatorka – dama – odparła z uśmiechem: przecież tak się lepiej czyta. I owa koleżanka i ja postanowiliśmy wtedy bojkotować to pismo.

  4. Pierwszy numer, czy dwa, które się w Polsce ukazały czytałem. I byłem załamany. W skrócie: ciekawe materiały z Newsweeka anglojęzycznego, ciekawy wybór materiałów krajowych (muszę im przyznać, że potrafią być na fali i na pierwszy rzut oka robią świetną robotę) i niski standard pracy dziennikarskiej, wszędzie tam, gdzie mogłem to sprawdzić.

  5. Autorka cytowanego tekstu widać nie jest świadoma jaka jest linia redakcyjna czaspisma, w którym pracuje.
    Jest też druga możliwość: miesiąc miodowy rządu kończy się. GW już nie wykazuje takiego entuzjazmu w opisywaniu „dokonań” dworu Tuska, może w Newsweeku też poczuli krew.

  6. To nie jest odosobniony przypadek 🙂
    Dziś w Dziale Opinie „Dziennika” ukazała się pełna stereotypów i tanich trików quasi recenzja najnowszej książki Malcolma Gladwell’a „Outliers”, której autorka chyba tej książki nie przeczytała. Pozostawiony tam uprzejmy komentarz nie przeszedł przez moderację, więc wystartowałem na ten temat dyskusję na blogu
    http://alexba.eu/2008-12-06/tematy-rozne/komu-wierzyc-i-na-jakie-rzeczy-patrzec/
    Pana post bardzo pasuje do tematu i pozwoliłem sobie podlinkować go w komentarzach
    Pozdrawaim

  7. Mogło być gorzej. Newsweek mógł zostać 13-letnią dziewczynką, która uległa Gestapo. A tak to tylko pomylił fundusz płac z funduszem nagród. Dobrze, że nie pomylił JarKacza z LAK, bo się by działo.

Możliwość komentowania jest wyłączona.