Nasze nowe życie kulturalne, czyli konkurs: jak to nazwać?

Moja znajoma, pani – nazwijmy ją – X. żyje i pracuje poza Warszawą. Jest niewiarygodnie aktywną osobą o złożonej bogatej psychice. Próbuje pisać – a pisze, moim zdaniem, bardzo ciekawie. To zupełnie nie jest pisanie „damskie”, ale soczysta, chwilami nawet brutalna, bardzo „czarna” proza, pokazująca jak w soczewce koszmar polskiej prowincji. Namówiłem więc panią X., by spróbowała to swoje pisanie wydać. Posłuchała – i zwróciła się do cieszącego się niezłą renomą wydawnictwa „Lampa i iskra boża”, tego samego, co to wylansowało Dorotę Masłowską. Przesłała im wydruki tekstów normalna pocztą; nie odpowiedzieli, więc wysłała do nich grzecznego maila.

A teraz usiądźcie mocno w fotelach i czytajcie, co było dalej. Z góry mówię, ża ja nie mam pojęcia: śmiać się, czy płakać.

Zanim wszystko opowiem – zrobię jeszcze pewne hipotetyczne założenie. Zakładam mianowicie, że ja się totalnie mylę i pani X. jest zwyczajną grafomanką, zaś jej proza – kompletnym bełkotem. Stawiam się teraz na miejscu wydawcy, który otrzymał przesyłkę z jej twórczością. Oczywiście – powinien odpowiedzieć; to raz. Odpowiedzieć negatywnie – ale, dodajmy, kulturalnie; to znaczy, napisać coś w tym rodzaju:

Wielce Szanowna Pani, radzi jesteśmy i niezmierni zaszczyceni, że zechciała Pani uznać naszą skromną oficynę za godną zaufania. Niestety, nie możemy obecnie przyjąć Pani interesującej prozy do druku, ponieważ nasz portfel wydawniczy jest zamknięty na kilka najbliższych lat. Maszynopis odsyłamy i życzymy Pani więcej szczęścia u mniej obciążonych wydawców; z wyrazami najgłębszego szacunku…

W rzeczywistości odpowiedź wydawcy brzmiała odrobinę inaczej. Oto ona:

Szanowna Pani,
nie przypominam sobie tych opowiadań. Większosc kopert otwieramy.
Odpowiedzi autorom udzielamy rzadko. Równie rzadko udaje się wybrac coś do
druku. Jak pani koniecznie chce, może przysłac opowiadania mailem.

Podpisał się pod tym jakiś osobnik, który się nazywa Paweł Gołoburda; może cieć w tym wydawnictwie? No i ogłaszam konkurs: jak nazwać takie zachowanie?

O jedno was proszę: nie używajcie słów „powszechnie uznanych”. Wiem, że się same cisną na klawiaturę; mnie też. Ale – proponuję – wyraźmy swoje zdanie w sposób bardziej wyrafinowany.

Reklamy

11 uwag do wpisu “Nasze nowe życie kulturalne, czyli konkurs: jak to nazwać?

  1. Jak to nazwać bez użycia wyrazów? Może tak:

    Jest to przykład dezynwoltury charakterystycznej dla prymitywnych organizmów, którym kindersztuba kojarzy się jedynie z jakąś erotyczną zabawą sztubacką (czyli na przykład picie piwa i wymiotowanie za okno).

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.