MFR

Niewielu ludzi zasłużyło sobie na taki trzyliterowy skrót. FDR – czyli Franklin Delano Roosevelt, JFK – Kennedy… W Polsce – dwaj: KTT, Krzysztof Teodor Toeplitz i MFR – Mieczysław Franciszek Rakowski. Dziś MFR – największy redaktor naczelny w tym kraju, który stworzył i przez ćwierć wieku prowadził do dziś najlepsze i najważniejsze w Polsce pismo opinii, „Politykę” – zmarł. Zostawił po sobie redagowany do końca życia miesięcznik „Dziś” – choć nie tak czytany jak „Polityka”, to jednak też ważny. Publikował w nim swoje „Dzienniki” – najlepszy, najuczciwszy i najciekawszy dokument z historii PRL, jaki czytałem. Nie miał lekkiego pióra; jego teksty nie lśnią błyskotliwymi powiedzeniami i dowcipem. Ale to są jedne z kluczowych tekstów całej polskiej publicystyki. Znaczące, ważne i w kilku wypadkach wręcz zmieniające polską rzeczywistość. One też po nim zostaną.

Nie będę cytował tu jego życiorysu; jest w „Wikipedii”. Jest to jednak – tyle powiem – życiorys dramatyczny… i wart pozazdroszczenia. Syn poznańskiego chłopa, robotnik, potem oficer Ludowego Wojska Polskiego, który własną nadzwyczajną inteligencją i ciężką pracą doszedł nie tylko do doktoratu z historii, ale sięgnął po najwyższe stanowiska w kraju, po drodze tworząc jedno z najlepszych pism na świecie i poznając osobiście największe postaci XX wieku, z wieloma zawierając trwałe przyjaźnie – był z pewnością osobą dla wielu już choćby z powodu tej kariery postacia nie do zaakceptowania. Nienawidzili go z prawa – i, co ciekawe, z lewa. Był bowiem rasowym, klasycznym, doskonale wykształconym socjaldemokratą; żadnym stalinowskim „komuchem”.

Nie rozwinę tu tego tematu; z różnych względów. Dumny jestem, że znałem go osobiście – choć niezbyt blisko – i miałem zaszczyt drukować jeszcze w jego „Polityce”.

Advertisements

9 thoughts on “MFR

  1. Przyzwoitość jest pojęciem trudnym do zdefiniowania. W przypadku MFR wynikała ona z konsekwentnych starań, aby w trudnych czasach, stworzyć najprzyzwoitszy z podówczas możliwych praswoych produktów. Patrząc na wynik z dzisiejszej perspektywy: kolosalne osiągnięcie. Jestem jego dłużnikiem.

  2. Żegnamy dzisiaj znanego redaktora i polityka, z którym każdego z nas łączą konkretne bytowe wspomnienia. Kiedy stałem ciemna zimową nocą w kolejce po obuwie na kartki, Naszemu Nieodżałowanemu Zmarłemu państwowa fabryka obuwia szyła buty na miarę, o czym informowała reżimowa prasa (w kontekście, że to niby takie wyróżnienie dla tej fabryki). Szybko mi to uzmysłowiło, co znaczą równe szanse w PRL. Ale nie mam żalu, bo jak to mówią: dobrze albo wcale. W końcu za rządów naszego Drogiego Zmarłego powstała w Polsce najbardziej liberalna od czasów II w.ś, ustawa o działalności gospodarczej. I to było NAPRAWDĘ COŚ, a późniejsze „liberalne” rządy tylko to chrzaniły. Miejmy nadzieję, że na tym lepszym ze światów, zasiadając na niebiańskiej egzekutywie dzielnie odpiera ataki piekielnego betonu i edeńskich stoczniowców.
    I jeśli można jeszcze słówko, najważniejszym pismem opinii w Polsce był i jest Tygodnik Powszechny.

  3. Było kilka przyzwoitych i ważnych pism w Polsce w „tamtych” latach. Polityka była na pewno jednym z takich filarów dziennikarstwa. Czekało się na kolejny numer z niecierpliwością. Ma rację chyba L. Wałęsa, że w innych czasach Mieczysław Rakowski mógłby być kimś wielkim w Państwie.

  4. Odszedł jeden z wielkich przedstawicieli wymierajacej rasy.
    Wieka szkoda.

  5. „Polityka” była moją cotygodniową lekturą od 1964 roku. W pewien więc sposób zostałam przez Mieczysława Rakowskiego i stworzony przez niego zespół ukształtowana. Bardzo cenię publicystykę MFR. Szkoda, że obecnie nie spotyka się dziennikarzy tak jak On uczciwych i z taką pasją uprawiających ten zawód. Z ogromnym żalem odebrałam dziś informację o śmierci twórcy „Polityki”.
    T.

  6. Zawsze w mej pamięci – dobry i spolegliwy przekonaniom człowiek. Jego POLITYKA kształtowała moją społeczną świagomość.
    Panie Mieczysławie dziekuję

    Zbyszek R.
    rocznik 57

  7. I tak, i nie: nazwa ta potocznie oznacza oddziały wojskowe powstałe z połączenia AL i WP na Wschodzie, o LWP możemy więc mówić od roku 1944 do roku 1989; ten skrót był zresztą używany powszechnie przez dziesięciolecia i tak właśnie pisany – i w tym sensie jest nazwą własną. Użycie jej jest sensowne, bowiem oddziały WP na Zachodzie były przecież bytem odrębnym. Choć – rzeczywiście – potocznie; w encyklopediach i słownikach nawet Tamtych Czasów zwrot nie występuje. Wolno jednak zaczynać każde słowo dużą literą, jeśli się chce okazać pewną pozytywną emocję. A na marginesie – nie przypominam sobie, bym dopuścił jakiś PoliChlorek Winylu do konfidencji mówienia „ty”. Długo nie, i nigdy nie.

Możliwość komentowania jest wyłączona.