Rozmówka o telewizji

Pogadałem sobie ostatnio o telewizji z osobą zatrudnioną w jednej ze stacji (kamufluję, bo po co – w razie czego – ma usłyszeć jakieś wymówki od szefa…). O pewnym prezenterze – rozsądnym i miłym człowieku prywatnie – osoba ta mówiła, że to geniusz telewizyjny: sześć godzin może nawijać na żywo bez zmęczenia i cały czas sypać dowcipami zrozumiałymi dla każdej kuchty; ja osobiście tę poetykę wypowiedzi jestem w stanie tolerować góra 10 minut raz w tygodniu… Ja przytoczyłem jako mój wzór dziennikarza telewizyjnego Karola Małcużyńskiego z jego kamienną twarzą, kompletnym brakiem emocji, nienaganną literacką polszczyzną i bardzo angielskim w stylu konserwatywnym ubiorem, czy też wielkiego Waltera Cronkite’a – osoba powiedziała, że Cronkite, Małcużyński i ja sam na dodatek dostalibyśmy całkiem słusznie od szefa tej osoby kopa w tyłek po dziesięciu minutach, bo jesteśmy modelowymi nudnymi pierdołami.

Ale sama ta osoba – tak się składa, bardzo wybitny znawca pewnej intelektualnie i politycznie ważnej, choć nieco egzotycznej problematyki – jęczała, że wspomniany szef każdą próbę przekazania widzom absolutnie czegokolwiek z tego zakresu tematycznego kwituje ostrymi pretensjami o „zabijanie oglądalności”, bo „polskiego widza to gówno obchodzi”.

Słowem – powiada osoba, cytując jakiegoś klasyka dziennikarstwa telewizyjnego z USA – milion Afrykanów ma tę samą wagę dla widza lokalnej telewizji komercyjnej, jak 100 000 Chińczyków, 10 000 Rosjan, 1000 Niemców, 100 Kandyjczyków i 10 Amerykanów; a ta ostatnia dziesiątka i jej losy nie mają żadnego znaczenia wobec tego, że pani Smith z sąsiedniej ulicy skręciła nogę na skórce od banana…

Czy taka jest i nasza przyszłóść informacyjna? Czy Karol Małcużyński rzeczywiście jest już tylko wykopaliskiem?

Advertisements

6 thoughts on “Rozmówka o telewizji

  1. Ten rozmówca powinien wykopać swojego szefa, jesli ma takie możliwości.
    Boć to bałwan przecie…

  2. Polacy mają takie media na jakie zasługują. Nie potrafiąc (jako ogół) od lat odróżnić TV państwowej od publicznej i nie dostrzegając (jako ogół) że informacja, rozrywka i kultura są nie tylko towarem lecz również narodowym dobrem wartym chronienia głosują codziennie pilotem wybierając z oferty akurat to co ma potencjał broni masowej zagłady dla intelektu i wrażliwości młodego pokolenia. Ja lubiłam TV w Szwajcarii i uwielbiam dalej BBC.

  3. Wczoraj w TVP rozbroił mnie pewien pan, twierdząc, że nowa książka Ziemkiewicza to wazny głos w dyskusji o Polsce (na równi z „Doliną nicości”), i że powinien ją przeczytać każdy intelektualista. Skoro tak wyglądają intelektualiści w TV, to czemu się dziwić?

    PS.
    A tak trochę poważniej — ten model jest zrozumiały, ale skoro istnieje techniczna możliwość emitowania tak wielu kanałów, dlaczego nie pojawiają się kanały niszowe? Ja też wolę Małcużyńskiego. I znalazłbym wielu takich. To też jest ‚target’ dla jakiś reklamodawców. Dlaczego zapominany? Zgaduję, że to kwestia mody i w gruncie rzeczy pogardy dla widza.

  4. Podejrzewam, że problem- niestety – tkwi w tym, że Polska staje się tzw. krajem rozwiniętym, czyli niestety typowym rajem konsumenta, a konsumenci jako masa gustują w rozrywce niezwykle niskiej.
    Osobiście cierpię bardzo z powodu takiej tendencji, bo nie sądziłam, że kiedyś to powiem, ale tęsknię za polską telewizją. Mieszkam chwilowo w Rzymie i to, co się widzi w tutejszej telewizji przekracza absolutnie wszelkie granice żenady. Rozrywka absolutnie niska, wręcz obleśna, wszelkie programy informacyjne na najniższym poziomie (nawet technicznym – do tego stopni, że czasem materiały w wiadomościach wyglądają jak kręcone za pomocą telefonu komórkowego). Jeżeli do tego zmierza polska telewizja, to chyba przestanę brać pilota do ręki.

  5. Tak, telewizja to takie współczesne opium dla ludu (a gdyby jeszcze łatwiej było o częstotliwości i aparaturę do studia, to niejaki Rydzyk byłby telewizyjnym kaznodzieją formatu porównywalnego z najlepszymi amerykańskimi 🙂 ).

    Po prostu: rozrywka, która jest dostępna za darmo dla wszystkich, trafia przede wszystkim do najniższych warstw, więc do ich poziomu jest dostosowywana. A że robią to pół- i ćwierćinteligenci po różnego rodzaju Wyższych Szkołach Konserwacji Powierzchni Poziomych, to trudno liczyć na jakąkolwiek iskrę prawdziwego humoru czy erudycji. W efekcie powstaje łatwo przyswajalna pulpa z różnych tanich składników, sztucznie barwiona, aromatyzowana i konserwowana różnymi E ileś tam.

    Ludzie inteligentni przenieśli się do Internetu (choćby tutaj 🙂 ) – lub na przekór hołocie czytują prasę. Często obcojęzyczną… 😉

Możliwość komentowania jest wyłączona.