Paranoja?

Od pewnego czasu milczę w tym miejscu; z różnych względów. Między innymi i dlatego, że doszedłem do wniosku, iż pisząc – nawet krytycznie – o wyczynach naszych polityków, właściwie daję się im manipulować: przecież im dokładnie o to chodzi, o rozgłos: dobrze czy źle, byle z nazwiskiem… Przemilczmy zatem tych matołków, zignorujmy ich – a przestaną istnieć. Głównie z tego powodu nie usiłowałem nawet komentować kretyńskiej wojny o brukselskie krzesła. Kaczyński parł w oczywisty sposób do zwarcia wyłącznie po to, by było o nim głośno: no to – przynajmniej w tym miejscu (bez przeceniania jego znaczenia) było właśnie cicho. No tak; ale tu zamiar był widoczny i czytelny. Co innego w sytuacji, w której o zamiarze mowy być nie może; o sytuacji, która jawnie wyrwała się panu K. spod kontroli. Chodzi o incydent z Moniką Olejnik.

Zacznijmy od opisu sytuacji w „Gazecie Wyborczej”. Przeczytawszy ten tekst (polecam!) musimy dojść do wniosku, że Kaczyńskiemu ewidentnie odbiło. Niby każdemu się może zdarzyć, ja sam też jestem cholerykiem i czasami drę mordę bardziej niż by wypadało – ale też ja nie jestem prezydentem… Prezydentowi odbić nie ma prawa; a jeśli mu odbija, to trzeba go trzymać z daleka od stresujących sytuacji.

Tym bardziej, że – jak mówi znajomy psychiatra – mamy tu do czynienia z absolutnie typowym, podręcznikowym atakiem paranoi, dzikim odreagowaniem napięcia. W skojarzeniu z obserwowanym od pewnego czasu ustawicznie goszczącym na ustach Kaczyńskiego głupawym uśmiechem, możemy dojść do wniosku, że nasz polityk ma poważny kryzys osobowości. – Nie dałbym dwóch złotych – mówi ów psychiatra – czy nie jest to skutek zażywania środków farmakologicznych typu prozac; one często doskonale uspokajają i poprawiają nastrój w ważnych momentach (Bruksela!), ale po zaprzestaniu działania mogą spowodować, że pacjent ni z tego ni z owego strzeli kogoś w mordę, albo wyjdzie z 10 piętra przez zamknięte okno.

Być może, ów lekarz się myli. Być może, Janusz Palikot, który też się na ten temat wypowiadał, nie ma racji. Być może.

Jak jest – tak jest. Ale chyba dość tego cyrku.

Advertisements

9 thoughts on “Paranoja?

  1. Znajomy psychiatra się myli. Prezentowany zespół objawów pasuje o wiele bardziej do psychozy maniakalno-depresyjnej. A jeszcze lepiej do depresji nieumiejetnie leczonej zbyt duzymi dawkami lekow antydepresyjnych o roznym zakresie dzialania i interakcji z innymi lekami.
    Pozdrowienia
    T.

  2. Cudownym jest niemniej jednak jak media podchwytują takie kwiatki i drążą temat bardziej niż jest on jednak warty – co jednak stwierdzam nie bez satysfakcji 🙂

  3. 150 000PLN to jest wielka kwota, lecz zawsze należy mieć na uwadze, że budżet kancelarii prezydęta to circa 500 000PLN/dzień.
    A jeśli chodzi o stan zdrowia psychicznego onego, zgadzam się w 150%

Możliwość komentowania jest wyłączona.