Nepotyzm… czyli co?

Zacznę od bardzo zabawnego (dla mnie!) cytatu definicji tego pojęcia z Wikipedii:

Określenie powstało w średniowieczu, gdy papieże i biskupi starali się zapewnić pozycję społeczną i majątek swoim nieślubnym synom, określanym za pomocą eufemizmu „siostrzeniec”. Niekiedy przybierało to formę podnoszenia do godności kardynalskiej, co miało zapewnić kontynuację „dynastii” papieskiej. Przykładem jest Papież Kalikst III z rodziny Borgia, który uczynił kardynałami dwóch swoich siostrzeńców; jeden z nich, Rodrigo, został papieżem Aleksandrem VI. Aleksander, jeden z najbardziej skorumpowanych papieży, podniósł Alessandro Farnese, brata swojej kochanki, do godności kardynała; Farnese został potem papieżem Pawłem III. Paweł z kolei mianował kardynałami dwóch siostrzeńców w wieku lat czternastu i szesnastu.

Praktykom tym kres położyła bulla papieża Innocentego XII z 1692, która raz na zawsze zakazała papieżom nadawania urzędów i godności jakimkolwiek krewnym.

Jeśli ktoś zauważył, że powyższa „definicja” opowiada o historii i genezie pojęcia, ale nic nie mówi o jego istocie, to ma rację. Co więcej, wynikałoby z tego, że w Polsce nie ma żadnego nepotyzmu (bo wydaje się on w sensie powyższej definicji dotyczyć wyłacznie… papieży), co zapewne wywoła żywy entuzjazm w partiach ludowych, ale nie tylko… Dość jednak żartów: nepotyzm, czyli wpomaganie krewniaków (lub, szerzej rzecz rozumiejąc, osób bliskich, choćby przez przynależność do tej samej sitwy – przepraszam, partii politycznej) przez wykorzystywanie własnej pozycji społecznej czy też politycznej, jest problemem.

Jak się z nim uporać?

Trudna sprawa. W końcu, przed laty żartowano sobie, że blisko z nepotyzmem spokrewnione kumoterstwo, to… ostatnie ludzkie uczucie na drodze do socjalizmu. Dziś mówi się – z powołaniem na obyczaj USA – o prawie zwycięzców (wyborów) do podziału łupów; słowem, w jednej i drugiej opinii jest ewidentnie element przyzwolenia. Z pewnym przymrużeniem oka, ale przyzwolenia.

A przyzwolenia tu byc nie może; rzecz jest mocno obrzydliwa. Jedynym jednak wyjściem jest po prostu ścisłe przestrzeganie precyzyjnej tabeli wymagań dla stanowisk (która musi powstać): jeśli, powiedzmy, na danym stanowisku wymaga się znajomości angielskiego i niemieckiego oraz wykształcenia prawnego magisterskiego o specjalności prawo cwyilne – to w żadnym wypadku nie wolno przyjąć do pracy licencjata zarządzania znającego francuski, ale należącego do „naszej” parii: nie, i już. Jeśli zaś nie ma kandydatów spełniających określone „na sztywno” wymogi – to stanowisko ma pozostać nieobsadzone; i tyle. A jeśli zgłosi się kilku i trzeba dokonać wyboru – to wykluczamy dowolność decyzji szefa… i wykluczamy również tzw. konkurs (bo to zawsze lipa); stanowisko dostaje na przykład z automatu najstarszy zgłoszony lub posiadający najdłuższy staż pracy; i po wszystkim. Ponadto – dodatkowo – zastrzegamy, że żaden krewny nie może pracować na stanowisku podległym (choćby pośrednio) żadnemu politykowi; nie ma wyjątków. Zatem krewni ministra rolnictwa mogą zacząć po objęciu stanowiska przez ekscelencję pracować – jesli spełnią wymogi – w kopalni; ale już nigdy w żadnej firmie rolniczej lub z rolnictwem związanej. I proszę mi nie chrzanić za uszami o „przejmowaniu rodzinnej tradycji”.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Nepotyzm… czyli co?

  1. ha 🙂 nepotyzm jako patent papiestwa 🙂 a sama nazwa to nic innego jak rozwinięcie leninowskiego skrótu N E P oznaczającego bardziej liberalną politykę gospodarczą w ramach komuny. potem stalin chciał zgnoić NEP i powstała inwektywa NEPotyzm 🙂

    Polubienie

  2. Świetny plan. Prosty i niewykonalny.
    Nepotyzm był i będzie. Problemem jest raczej kadrowa bieda polskich partii. Jeżeli nawet w PO są trudności ze znalezieniem w miarę kompetentnego i chętnego kandydata na ministra to co tu mówić o reszcie? W tej sytuacji pozostają pociotki bez kwalifikacji. Od dawna lansuję koncepcję że mniej więcej do połowy kadencji podstawową cecha takiego mianowańca jest uczciwość a potem jej miejsce zajmuje doświadczenie. Przy czym przyrost cechy nr 2 zawsze odbywa się kosztem cechy nr 1.

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.