Na marginesie Olimpiady

Wygląda na to, że w Gruzji się uspokoi: jej prezydent dostał zdrowo po nosie; ale czy zrozumiał, że się wyidiocił (nie tylko on, zresztą…)? Miejmy nadzieję, że tak; tylko te dziesiątki zabitych… W każdym razie pieprzenie teraz o „rosyjskiej agresji” to jest niezły kawał hipokryzji: przecież oni nie mieli wyjścia, musieli odpowiedzieć ogniem na atak Gruzinów, bo by stracili twarz. Podoba się to komuś, czy nie – Rosja jest nadal światowym mocarstwem i trzeba to brać pod uwagę. Podobnie zresztą Chiny; tocząca się Olimpiada to tylko malutki medialny pakiet dowodów tej dla wielu zapewne niemiłej okoliczności.

Skupię się na przekazie telewizyjnym, z którego też coś się da ciekawego wyczytać. Otóż od strony technicznej i z punktu widzenia sztuki telewizyjnej jest to przekaz bezbłędny i imponujący. Jak wspomnę chińską telewizję sprzed kilkunastu lat z paskudną na ogół „towarzyszką spikerką” coś tam mamlającą przez całe kwadranse, jak wspomnę statyczne transmisje „rewolucyjnych oper ludowych”, jak porównam to z supernowoczesnością i rozmachem inscenizacyjnym dnia dzisiejszego – to gołym okiem widzę, że Chinole wykonali skok cywilizacyjny znacznie większy i szybszy, niż Japonia na przełomie XIX i XX wieku i potem po II wojnie. Jak dodać do tego widoczki z chińskich miast, coraz bardziej przypominających Nowy Jork czy Chicago…

Nie mówcie mi, że nic z tego nie wynika, bo wynika. To mianowicie, że mówienie, iż cywilizacja zachodnia czuje już oddech Chin na plecach jest już nieaktualne: już oglądamy – i to z pewnej odległości – ich tyłek…

Na marginesie: w sposób widoczny (zresztą Chińce wcale tego nie ukrywają) wcale nie oglądamy w naszych odbiornikach przekazu bezpośredniego. Sygnał wizyjno-foniczny jest nagrywany na dysk twardy potężnego komputera i odtwarzany z kilkusekundowym opóźnieniem; tak na moje oko jest to koło 10 s. Niedużo, ale wystarczy by zareagować (na przykład – przełączyć się na inną kamerę lub na inną arenę), gdy wydarzy się coś, co nie będzie odpowiadało organizatorom; ten fakt też warto przemyśleć. Oczywiście, nie po to, by się oburzać i łamać ręce nad totalitaryzmem; jak mawiał jeden z moich przyjaciół, siadanie na honorze skutkuje wyłącznie zagnieceniem fałd na tymże. Warto to wszystko przemyśleć po to, by się do jawnie narastającej globalnej zmiany przystosować; liczenie na to, że Najświętsza Panienka w Swej Łaskawości osobiście zwalczy pohańca i uczyni cud w obronie Narodu Polskiego i Jego Świętej Wiary byłoby – w moim mniemaniu – niejaką naiwnością…

A co do samych igrzysk… Owszem, są momenty warte obejrzenia; i to mimo pełnej świadomości, że oglądamy imprezę komercyjno-rozrywkową. Niemy krzyk triumfu angielskiej kolarki po wygraniu w strugach deszczu wyścigu, zimna precyzja polskiej czwórki podwójnej w eliminacjach wioślarskich – już to było coś.

Ale najważniejsze wydarzyło się poza kadrem: gdy jakaś sportsmenka gruzińska objęła i ucałowała Rosjankę. Pokazała tym samym gest Kozakiewicza wielu politykom; także tym z Kartofellandu.

Advertisements

16 myśli na temat “Na marginesie Olimpiady

  1. Panie Bogdanie cieszę się, że po wielu latach z przyjemnością mogę znowu mogę pana czytać o oglądać. Pozdrawiam serdecznie i życzę wielu ciekawych tekstów.

    mf

  2. A propos Japonii i Chin. Jeszcze 20 lat temu Japonia miała wyprzedzić USA i zostać największą gospodarcza potęgą globu. Wtedy nieliczni zwracali uwagę na potężne strukturalne problemy tego kraju i nadchodzący kryzys. Podobnie jest dzisiaj z Chinami. Za gospodarczym boomem stoi ogromna degradacja środowiska i wytworzenie gigantycznych różnic materialnych na linii bogaty wschód/wybrzeże biedny zachód/interior. Jeszcze niedziś ale wkrótce te problemy mogą eksplodować Chinom w twarz.

  3. W ramach dyskusji, która się rozwinęła w prasie – odsyłam do mądrego i arcytrafnego komentarza Jacka Żakowskiego w „Wyborczej”. Oto fragment:

    Saakaszwili się przeliczył. Putin przesadził. Kaczyński się obnażył. Zachód pokazał, że jest taki jak zawsze. Przegraliśmy wszyscy.

    Nie wiem, jak ta wojna się skończy, ale z dużym prawdopodobieństwem można to przewidzieć. Zapewne Rosja umocni kontrolę nad Abchazją i Południową Osetią. Gruzja się pewnie zapiecze w urażonej narodowej dumie i nieprędko uzna straty terytorialne (Japonia nie uznaje utraty Wysp Kurylskich, Argentyna – Falklandów, a świat się tym nie przejmuje). Zachód z pewnością potępi nadmierne użycie siły. Unia Europejska z pewnością udzieli Gruzji pomocy humanitarnej, jak od lat udziela jej Palestyńczykom. Ameryka jeszcze kilka razy wyrazi zaniepokojenie, udzieli Saakaszwilemu moralnego poparcia (tak jak moralnie popiera Dalajlamę), przyzna Gruzinom stypendia i kilka milionów pomocy, a potem wróci do budowania specjalnych stosunków z Rosją.

    Wojny światowej z powodu Osetii nie będzie. Ale to nie znaczy, że po tej małej wojnie wielki świat będzie taki jak przed nią. Będzie gorszy. Nasza w nim pozycja, niestety, też będzie gorsza. Istotnie silniejsza będzie pozycja Rosji i przy okazji Chin, a słabsza pozycja UE i zwłaszcza Stanów Zjednoczonych. Czytaj koniecznie dalej w „Wyborczej”.

  4. @pak4 Wyjaśniam, że nie miałem nic złego na myśli z tymi Chinolami. Jeśli kogoś to razi – przepraszam. Rosjan też czasem nazywam Ruskimi; nic z tego nie wynika ponad to, że próbuję narodowości traktować odrobinkę żartobliwie; czasem wychodzi trochę niestosownie – wbrew moim intencjom. Ale dla równowagi nie obrażam się także na Polaczków.

Możliwość komentowania jest wyłączona.