Gruzja: wątpliwości

W kwestii starć gruzińsko-rosyjskich (mimo wszystko, wolę tego nie nazywać jeszcze wojną) jedno jest tylko niewątpliwe: że się toczą. Wszystko inne budzi masę wątpliwości, choć wydaje się, że działania zbrojne zaczęła Gruzja. Ale zaczęła na swoim terytorium – powie ktoś, bo nikt przecież nie uznaje Południowej Osetii za jakąś krainę niezależną, jest ona dla Gruzji czymś w rodzaju Kraju Basków dla Hiszpanii i wyraźnie ciąży ku Rosji; z drugiej strony analogicznie rzecz się miała z Kosowem – a w tym wypadku społeczność międzynarodowa uznała, że tej rdzennie serbskiej ziemi, nazywanej wręcz kolebką Serbii, trzeba przyznać prawo samostanowienia…

Czyżby zatem chodziło o stosunek do Rosji? Skoro Serbia jest prorosyjska, to celem osłabienia pozycji Rosji na Bałkanach należało poprzeć ewidentnych gangsterów albańskich, którzy opanowali Kosowo. Skoro Gruzja jest proamerykańska i antyrosyjska, to poprzemy ją w jej roszczeniach wobec Osetii i Abchazji…

Kiedy ktoś gdzieś zrobi kuku obywatelowi USA – bywa, że w odwet rusza VI Flota albo odpala się serię pocisków „Tomahawk”; dlaczego interwencja Rosji w obronie swoich obywateli (i proszę mi nie mówić, że oni Osetyńcom owo obywatelstwo „wpychali”, bo tam jest autentycznie obecna prorosyjska opcja!) ma być traktowana inaczej? Skąd oburzenie na działania wojenne Rosji „na cudzym terytorium”? Jak spuściliśmy parę ton trotylu na łeb Kadafiemu, to było dobrze?

Coś mi się wydaje, że to tak właśnie jest.

Z drugiej strony jednak: coś strasznie szybko Ruscy walnęli w gruziński naftociąg, czyli w konkurencję. Może więc chodzi o ropę? Znowu wątpliwości zatem…

Co do naszego zaś stosunku do tej kwestii – doradzałbym, byśmy zachowali się dokładnie tak, jak wobec sprawy baskijskiej: nie nasza to brocha. Nie wolno na dzisiejszą politykę światową patrzeć przez pryzmat jakichś wspominków historycznych, w kategoriach zemsty za rozbiory i Katyń. Zimna krew i spokój. Nie ma takiej sprawy, dla której warto byłoby poświęcać polskie dzieciaki; nawet jakby same chciały.

A żądanie usunięcia Rosji z Olimpiady jest śmieszne. Jeśli, to razem z Gruzją. No i… z nami oraz szeregiem innych państw; bo my na przykład – zdaje się – wojujemy w jakimś Afganistanie? Ale nikt nie odsuwał – i słusznie! – od uczestnictwa w poprzednich olimpiadach USA, które wojowały niemal bez przerwy. Ani żadnego innego państwa. Dlatego nagłe obudzenie się walczących o czystość „starożytnej idei olimpijskiej” katonków cuchnie na kilometr hipokryzją w stylu Rydzyka.

Advertisements

16 thoughts on “Gruzja: wątpliwości

  1. Pogodziliśmy się z inwazją USA w Iraku, którzy jako powód wymyślili broń masowego rażenia. Pogodziliśmy się z inwazją Chin na Tybet. Pokrzyczeliśmy, pogroziliśmy palcem. Patrzymy na świat i stosujemy dla każdego konfliktu inne wytyczne. Można oczywiście dowodzić racji, że Kosowo to nie to samo co sytuacja w Gruzji i nie zauważać stanu obecnego.
    Chiny dowiodły, że świat może im skoczyć, a i tak zrobią tak jak postanowili. USA czasem pyta, a czasem i nie innych z NATO. Prawda jest taka, że bez nich NATO to nieznaczna siła. UE też nie stanowi jedności.
    Właśnie patrzymy na narodzimy Rosji, jej odbudowę na arenie międzynarodowej. Czy lubimy Rosjan czy ich nienawidzimy, czy mamy tarczę czy jej nie mamy – przekaz jest mocno widoczny. Są chętni udowadniać Rosjanom że postąpili źle? -> Wojsko Polskie -> na wojnę marsz.
    Skoro Tybet spokojnie jest pomijany i nic nie robi wrażenie na Chinach, nie sądzę aby teraźniejsza Rosja szukała wskazówek jak ma postąpić na polskich forach i blogach, skoro mimo kilkunastu wywiadów przywódców innych Państw wojska nie ruszyły uciekać. Czy mamy to pominąć i zapomnieć, bo to daleko i nie nasz interes? Nie mamy, po to jest ONZ. NATO jest zbrojną organizacją. I jeżeli wciągniemy Gruzję w NATO, staniemy (z wyczuciem Saakaszwiliego na pewno) w pełnymi gaciami jak przy JFK i Chruszczowie. Warto tak się było narażać dla Kuby? Chyba zdecydowanie lepiej rozmawiać językiem gospodarki.

  2. Zgadzam się z Pańską oceną.
    Punkt widzenia i rozpoznania danej sytuacji zależy od grupy interesów, z która się utożsamiamy. W podświadomości zawsze jesteśmy antyrosyjscy i cieszymy się, gdy można im dokopać.

  3. @ teukros – rzeczywiście nie mogę nigdzie znaleźć informacji o tym, że wojska rosyjskie w Osetii miały lub mają mandat ONZ. Jedynie na polskiej wiki znalazłem taki tekst Jakkolwiek Rosjanie stoją na stanowisku, iż wypełniają mandat ONZ i są siłami bezpieczeństwa[3] w Osetii Południowej, […] ale link [3] prowadzi do strony onetu na której słowo ONZ pojawia się tylko w komentarzach.

    Co do niepodległości Kosowa to ONZ nie uznał jej do teraz 😉
    Ale wydaje mi się, że jeżeli uznamy przypadek A to musimy uznać też przypadek B.

  4. RMK – niestety nie mogę się z tobą zgodzić. Mandat ten miały wojska przebywające w Abchazji:
    http://www.un.org/Depts/dpko/missions/unomig/mandate.html

    Wojska rosyjskie przebywają w Osetii na podstawie porozumienia w Dagomysie z 1992 r., które nie miało nic wspólnego z ONZ:
    http://www.bbn.gov.pl/?lin=4&last=292

    Status wojsk rosyjskich czy status Osetii nie jest tu jednak najistotniejszy. Chodzi o przyzwolenie Rosji na rozdawanie kart w sytuacji, gdzie do głosu dojść powinny organizacje międzynarodowe (patrz Kosowo).
    Kto zaczął? Nie interesuje mnie to.
    Kto ma rację? Nie wiem.
    Wiem jednak, że jeśli przyzwoli się Rosji na kontynuowanie działań wojennych, konsekwencje będą tragiczne. I nie dziwię się Ukrainie, że się boi.

  5. @teukros – ale wojska Rosji stacjonujące w Osetii miały mandat ONZ i były wojskami pokojowymi. Sama zaś Osetia Południowa jako Południowoosetyjski Obwód Autonomiczny istniała w ramach ZSRR od 1922 roku. Analogia więc istnieje.

  6. Razi mnie w wypowiedziach niektorych uzytkownikow lekkosc w przytaczaniu „analogicznego” przykladu Kosowa jako dowodu na jednostronność w ocenie konfliktu. Pamiętać trzeba, że Kosowo miało autonomiczny status już od zakończenia drugiej wojny i przez cały ten czas, aż do teraz, określenie jego przynależności stanowiło spychany na margines problem.
    Nie przesłanki historyczne są tu jednak najważniejsze. Odłączenie się tej prowincji od Serbii napotkało na poparcie większości światowych mocartw, a wojska tam stacjonujące miały mandat ONZ i pochodziły z wielu krajów. Warto o tym pamiętać szczególnie wtedy, gdy Rosja usiłuje nazwać wtargnięcie tylko i wyłącznie swoich wojsk (bez żadnego mandatu, bo i po co) „misją pokojową”.
    Gruzja staje się poligonem doświadczalnym – jeśli nie zareagujemy ostro, precedens ten podkopie sens istnienia ONZ.

Możliwość komentowania jest wyłączona.