Prenekrolog

Tytułowe słowo – czyż nie piękne? – wymyśliłem osobiście. Rozumieć je należy jako nekrolog (osoby, lub instytucji), nieco wyprzedzający wiadome smutne wydarzenie; można go publikować wówczas, gdy delikwent już charcze w agonii, a fakt jego niewątpliwego – mniej lub bardziej rychłego – zejścia ma jakieś tam znaczenie społeczne. No więc tym razem pozwalam sobie zaanonsować nieuchronny koniec dziwnego tworu pod tytułem Rada Etyki Mediów.

Zacznijmy jednak od odrobiny historii. Za początek działalności Konferencji Mediów Polskich można przyjąć datę 29 marca 1995 r, kiedy została podpisana Karta Etyczna Mediów – opracowana z inicjatywy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Kartę podpisali prezesi: Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczpospolitej Polskiej, Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy, Syndykatu Dziennikarzy Polskich, Związku Zawodowego Dziennikarzy, Unii Wydawców Prasy, Telewizji Polskiej S.A., Telewizji „Polsat”, Stowarzyszenia Niezależnych Producentów Filmowych i Telewizyjnych, Polskiego Radia S.A., Stowarzyszenia Radia Publicznego w Polsce, Stowarzyszenia Polskiej Prywatnej Radiofonii, Związku Zawodowego Dziennikarzy Radia i Telewizji oraz krajowy duszpasterz środowisk twórczych, ks. Wiesław Niewęgłowski. Przewodniczący Krajowego Klubu Reportażu podpisał Kartę dwa lata później, gdyż w roku 1995 Stowarzyszenia to jeszcze nie istniało. Tak to się zaczęło.

Na mocy podpisanej Karty, Konferencja Mediów Polskich powołała interesującą nas dziś OMC (O Mało Co) Denatkę, Radę Etyki Mediów. Celem Rady Etyki Mediów było zajmowanie stanowisk i wydawanie opinii w sprawach istotnych dla mediów oraz dla ludzi związanych z nimi zawodowo.

Powiedzmy sobie szczerze, że owe stanowiska i opinie – wybitnie katoprawoskrętne i niekiedy irytujące hipokryzją – niejednokrotnie wzbudzały kontrowersje. A i obśmiewane w mediach lokujących swoje sympatie odrobinkę choćby w lewo od „Rzepy” czy „Gazety Polskiej” albo „Naszego Dziennika” także one bywały.

No i nasza Rada Etyki sobie istniała i istniała. Głównie dzięki uczestniczeniu w pracach Konferencji Mediów Izby Wydawców Prasy (która choćby zapewniała obsługę administracyjną Rady, finansowała jej witrynę internetową itp.). Nie trzeba też dodawać, że Izba Wydawców Prasy – reprezentująca praktycznie całą prasę drukowaną – uczestnicząc w Konferencji Mediów niejako tym samym gwarantowała, że orzeczenia i oświadczenia Rady Etyki będą w prasie w jakiś sposób respektowane.

28 czerwca br. – dość zatem niedawno – wybuchła bomba. Oto fragment komunikatu oficjalnego: …prezes Wiesław Podkański, reprezentujący Izbę Wydawców Prasy, poinformował uczestników KMP o podjętej przez Zarząd IWP decyzji o wystąpieniu Izby z grona uczestników Konferencji Mediów Polskich i zaprzestaniu udziału Izby w jej pracach. Decyzja ta, przyjęta do wiadomości przez pozostałych uczestników Konferencji Mediów Polskich, oznacza zakończenie kadencji prezesa IWP jako przewodniczącego Konferencji oraz związanej z tym wykonywanej przez IWP obsługi prac Konferencji Mediów Polskich oraz powoływanej przez nią Rady Etyki Mediów.

W rozpoczętej tym samym nowej kadencji przewodniczenie Konferencji obecni na posiedzeniu uczestnicy KMP powierzyli pani Krystynie Mokrosińskiej, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Co się z tym wiąże, obsługę prac KMP i REM w tej kadencji prowadzić będzie SDP.

Uczestnicy spotkania w dniu 25 czerwca podjęli także decyzję o przedłużeniu kadencji obecnego składu Rady Etyki Mediów do czasu wyboru nowej Rady. Postanowiono, że procedura powołania nowej Rady Etyki Mediów rozpocznie się we wrześniu 2008 r.

Mój komentarz do tej sprawy jest taki: Gadajcie sobie, co chcecie, kochani Konfederaci. Prawda jest taka, że już was nie ma, całe zaś „powierzanie funkcji prezesa Madame Mokrosińskiej” etc., to tylko – jak się obecnie mówi „kryzysowy pijar”, jak się zaś mawiało dawniej pic na wodę oraz fotomontaż. Albo, jak kto woli, drgawki przedśmiertne. Adieu!

PS. Nie a propos zupełnie: przed laty mój ukochany Przyjaciel został przyłapany na przeglądaniu przy kawie w słynnej „Europejskiej” ostatnich kolumn „Życia Warszawy” (co młodszym wyjaśniam, że przede wszystkim były tam zamieszczane nekrologi); spytany ironicznie, czemu czyta kronikę towarzyską, jak to w owych czasach nazywano – odparł: wcale tego nie czytam; te nekrologi, które mnie rzeczywiście interesują i które z prawdziwą chęcią postudiuję będą na pewno na pierwszej stronie…

Advertisements

One thought on “Prenekrolog

  1. Znałem to jeszcze za życia piekłoszczyka Leonida Eliaszewicza Breżniewa:, kiedy czytelnik „Prawdy” po obejrzeniu 1-strony stwierdził „Tot niekrałog, katorowo ja iszczu nawierna butiet na pierwoj stranice”

Możliwość komentowania jest wyłączona.