Kilka wspomnień, niespodziewanie na czasie

LaserPo raz pierwszy bodajże w życiu autentycznie zachwyciła mnie – dziś powinienem pewno powiedzieć: podłamała – gazeta pod koniec lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Było to „Po prostu„, legendarny tygodnik studentów i młodej inteligencji, ja zaś – podówczas student matematyki – jechałem akurat do Warszawy kolejką EKD i czytałem ostatnią kolumnę. Ludzie patrzyli na mnie jak na idiotę: kulgałem się ze śmiechu i łzy mi ciekły jak grochy. Czytałem ostatnią kolumnę, gdzie opublikowano autentyczne wyjątki z protokołów milicyjnych, które zresztą do dziś krążą po Necie; przytoczę tu jeden tylko: „zauważyłem krowę, z jednej strony była łaciata, jaka była z drugiej nie wiem, bo nie widziałem”…

Śmieszna była ostatnia kolumna „Po prostu”. Inne były buntownicze i groźne; nic dziwnego, że pismo zostało w 1957 roku zamknięte, co spowodowało niezłe rozruchy w Warszawie. Ja też zwiewałem (z powodzeniem) przed pałą na pl. Narutowicza…

Minęło niewiele lat i z kilkoma filarami tego pisma zawarłem znajomość osobistą jako debiutujący dziennikarz najnowszego medium, telewizji. Poznałem Jurka Urbana, Ambroziewicza… A zaprzyjaźniłem się z Laserem, czyli Stefanem Bratkowskim. Godzinami mógłbym wam opowiadać o tym niesłychanym człowieku; teraz będzie miejsce na jedną tylko anegdotę. Otóż Laser (przypominam: dziennikarz, a do tego z wykształcenia prawnik, więc czysty humanista) założył się ze mną o flaszkę francuskiego koniaku, że w ciągu miesiąca opanuje uniwersytecki podręcznik „Podstaw Matematyki” Heleny Rasiowej (której asystentem wówczas byłem), a te „Podstawy…” to nie mniej, ni więcej tylko… pełny wykład teorii mnogości i zaawansowanej logiki matematycznej; akurat z tego przedmiotu prowadziłem zajęcia na moim ukochanym Wydziale. Książeczka ma tak ze 300 stron druku i niejedna panienka płakała u mnie na kolokwium, bo wbrew słowu podstawy nie ma tam nic prostego i banalnego…

No i kupowałem Bratkowi tę flaszkę (dla ścisłości: był to, o ile pomnę, 3/4 litrowy Courvoisier, którego wypiliśmy natychmiast we dwóch). Ten facet – powiadam wam – nie ma mózgu: on ma w czaszce superkomputer!

Jeszcze w kilka lat później Laser założył i zorganizował kolejne legendarne pismo: „Życie i Nowoczesność„. W tym piśmie miałem już własny stały felieton, o informatyce mianowicie. Był to bez wątpienia pierwszy w Polsce stały felieton o tematyce tak wyspecjalizowanej.

Ale „Życie i Nowoczesność” zamknięto tak jak „Po prostu”. Też się okazało groźne.

A nasza przyjaźń z Laserem została, choć z różnych względów – głównie towarzyskich i rodzinnych – kontakty nieco osłabły.

Teraz „starsi panowie dwaj” są znowu ze sobą dość blisko. Obu nam nawalają serducha, obaj łykamy codziennie garściami jakieś prochy, o flaszce Courvoisiera na dwóch mowy już być nie może… Coś jednak zostało z tamtych wspaniałych lat. Nie powiem wam nic więcej: mam nadzieję, że zdziwicie się jeszcze, myślę że bardzo niebawem.

I jeszcze jedno: nie jest nas tylko dwóch. Już jest nas kilkunastu, a właściwie – kilkanaścioro. No i to, o czym myślimy, będzie bardzo trudno rozwiązać. Nie ma takiej władzy, tyle wam powiem.

Reklamy

6 uwag do wpisu “Kilka wspomnień, niespodziewanie na czasie

  1. W 1980 roku, zaraz po wybuchu Solidarności, Bratkowskiego zaprosili na SGPiS – opowiadał, jako to kiedyś w jakiejś miejscowości pod Warszawą został zaczepiony w lesie przez bandziorka i w ciągu paru minut wyperswadował mu, że nie opłaca się lać po mordzie, tylko współpracować – bandziorek dostał kilka złotych na flaszkę i poszedł sobie. To było bardzo charakterystyczne 🙂
    A ŻiN pamiętam – czytywało się jak jakieś UFO nie z tego świata. Podobnie jak Przegląd Techniczny, który też był pismem zdecydowanie wrażym władzy samym swoim profilem.

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.